09.07.2023, 22:21 ✶
Przyglądała mu się chwilę w milczeniu, nie bardzo jednak łącząc błękit jego oczu z martwymi ludźmi, nawet jeśli tęczówki pozbawione tej charakterystycznej iskry życia. Przypominały jej mętną, zimną wodę — gdzieś na środku oceanu. Widywała taką podczas rejsów ze swoim ojcem, gdy była młodsza, bo teraz już bardzo rzadko korzystała z tej formy transportu. Jej uwaga skupiona była jednak nie na jego spojrzeniu, a wypowiedzianych przez niego słowach. Ściągnęła na krótką chwilę brwi w zamyśleniu, poruszając palcami, jednak nic w ich zasięgu nie nadawało się do stuknięcia.
- Wydaje mi się Martinie, że karma nie działa wtedy, gdy jej oczekujemy, a wtedy, gdy najmniej się jej spodziewamy. Jej istnienie nie zostało jednak udowodnione, więc równie dobrze może być wytworem fantazji ludzi, którzy szukali nadziei na lepsze jutro w odrobinie zmienionej formie.
Odpowiedziała w końcu, pozwalając sobie na delikatny ruch ramion. Nie bardzo wiedziała, co o istnieniu tych sił sądzić, bo przecież była kobietą mocno stąpającą po ziemi, dzieckiem nauki. Jak mogłaby oczekiwać załatwienia spraw lub raczej wyrównania rachunków przez siłę, której działanie było dyktowane przypadkiem? Z drugiej strony, prościej było chyba wierzyć w karmę niż w Bogów, bo wydawała się bardziej sprawiedliwie i rzeczowa, niż oni. Cynthia nigdy nie była kobietą religijną, kierując się raczej własnym kręgosłupem moralnym niż takim, którego normy narzucało społeczeństwo.
- Śmierć jest blisko, czujesz ją na karku, ale nie jesteś w stanie złapać czarnej szaty w palce. To jedyna pewna rzecz, która na nas czeka, niezależnie od urodzenia i majętności i chyba dlatego, ludzie tak się jej boją, tak unikają rozmów o tym, czego uniknąć lub zmienić się nie da. - przytaknęła na jego słowa czymś więcej, niż kiwnięciem głową. Z początku owszem, praca przy zwłokach zostawiała jej na karku nieprzyjemny dreszcz, czasem oglądała się za siebie, mając wrażenie, że ktoś tam stoi, ale teraz? Nie wyobrażała sobie zmiany w karierze, nawet jeśli miała odpowiednie wykształcenie, aby wybrać bardziej napawającą optymizmem ścieżkę. Rozległ się dźwięk jakiegoś dzwonu, a blondynka spojrzała na Martina pytająco, nie bardzo wiedząc, co oznacza w tutejszych zwyczajach.
- Wydaje mi się Martinie, że karma nie działa wtedy, gdy jej oczekujemy, a wtedy, gdy najmniej się jej spodziewamy. Jej istnienie nie zostało jednak udowodnione, więc równie dobrze może być wytworem fantazji ludzi, którzy szukali nadziei na lepsze jutro w odrobinie zmienionej formie.
Odpowiedziała w końcu, pozwalając sobie na delikatny ruch ramion. Nie bardzo wiedziała, co o istnieniu tych sił sądzić, bo przecież była kobietą mocno stąpającą po ziemi, dzieckiem nauki. Jak mogłaby oczekiwać załatwienia spraw lub raczej wyrównania rachunków przez siłę, której działanie było dyktowane przypadkiem? Z drugiej strony, prościej było chyba wierzyć w karmę niż w Bogów, bo wydawała się bardziej sprawiedliwie i rzeczowa, niż oni. Cynthia nigdy nie była kobietą religijną, kierując się raczej własnym kręgosłupem moralnym niż takim, którego normy narzucało społeczeństwo.
- Śmierć jest blisko, czujesz ją na karku, ale nie jesteś w stanie złapać czarnej szaty w palce. To jedyna pewna rzecz, która na nas czeka, niezależnie od urodzenia i majętności i chyba dlatego, ludzie tak się jej boją, tak unikają rozmów o tym, czego uniknąć lub zmienić się nie da. - przytaknęła na jego słowa czymś więcej, niż kiwnięciem głową. Z początku owszem, praca przy zwłokach zostawiała jej na karku nieprzyjemny dreszcz, czasem oglądała się za siebie, mając wrażenie, że ktoś tam stoi, ale teraz? Nie wyobrażała sobie zmiany w karierze, nawet jeśli miała odpowiednie wykształcenie, aby wybrać bardziej napawającą optymizmem ścieżkę. Rozległ się dźwięk jakiegoś dzwonu, a blondynka spojrzała na Martina pytająco, nie bardzo wiedząc, co oznacza w tutejszych zwyczajach.