09.07.2023, 22:22 ✶
Konstrukcja świata oraz funkcjonowanie społeczeństwa zmieniały się, nie stawiano już na indywidualne talenty, fantastyczne zainteresowania. Cynthia uważała, że teraz nastała głupia moda na zlewanie się z grupą społeczną, do której się przynależało. Każde odstępstwo od normy — dziwny akcent, nadwaga, orientacja seksualna, zainteresowania lub też krój noszonych ubrań sprawiały, że wytykano palcami, śmiano się w najlepsze i już nie było dla Ciebie miejsca w tej najlepszej, śmietankowej socjecie magicznej. A to było niekorzystne. Noszenie masek było więc wskazane, ludzie chowali za nimi coraz więcej swoich sekretów lub sympatii, nie chcąc narażać się na odstawanie lub wykluczenie. Tak było bezpieczniej, przyznałaby Nicholasowi rację. Poza chęcią lawirowania w społeczeństwie ludzi pchała zazdrość, chciwość oraz bezkres pożądania. Może nawet warto było nawiązać do grzechów głównych z jednej z popularniejszych religii? Wykorzystywano słabości, koneksję, wbijano noże w plecy — robiono absolutnie wszystko, aby mieć więcej i być wyżej, aby być kimś. Szkoda tylko, że tracili przy tym samych siebie. Sztuką więc było noszenie masek, ale i niezgubienie swojej osobowości. Czasem nawet przy rodzinie oraz przyjaciołach ciężko było odsłonić wszystkie karty, dać tak wielki kredyt zaufania w tak niepewnych czasach, jakie nadeszły. Widząc jednak, że Nicholas nie miał niczego do stracenia, uznałaby go za człowieka niebezpiecznego, bo tacy właśnie nie mieli absolutnie żadnych skrupułów i zahamowań.
Zamykając drzwi, uśmiechnęła się jedynie pod nosem, ruszając w stronę prosektorium.
Los bywał przewrotny, stawiał na swoich drogach ludzi, o których wcale nie prosiliśmy. Cynthia była kobietą mądrą, nieumiejącą haftować i grać na harfie, ale mającą za sobą pełne wykształcenie uzdrowicielskie wraz z kilkoma kursami oraz krótkim stażem w Mungu, oraz w Nowym Orleanie, gdzie miała okazję przebywać na normalnych oddziałach, zanim pochłonęły ją tajniki sekcji zwłok. Była więc wyczulona, umiała zaobserwować zmiany natury fizycznej lub takie występujące w zachowaniu drugiego człowieka, wiążąc je z konkretnymi schorzeniami, mimowolnie wysuwając diagnozę. Strażnik z ich piętra na przykład pił za dużo, jego wątroba przestała dawno się regenerować, a i nerki zaczynały odmawiać mu posłuszeństwa, wpływając na jego wygląd oraz pracę. Był spuchnięty, a dodatkowo nabrzmiałe kostki mogły wskazywać na problemy krążeniowe. Jerry był jednak człowiekiem, który chował galeony pod dywan i nie kwapił się do wizyty w Mungu, co wymagałoby wzięcia dnia wolnego, czekając na coroczne badania, na które wysyłano ich z Ministerstwa. Cyna nie była tylko pewna, czy dotrwa.
Nic więc dziwnego, że już w gabinecie coś w Yaxleyu się jej nie spodobało. Był słaby, jego oddech momentami płytki, a na szyi niepewnie pulsowała jedna z żył, skłaniając ją do myślenia o pojawiających się palpitacjach serca. Jaka to mogła być przypadłość? Miała zbyt mało danych, aby stwierdzić dokładnie.
Odłożyła rzeczy, podnosząc na niego wzrok. Powolnie przesunęła jasnymi tęczówkami po jego sylwetce, nieco dłużej zatrzymując się na szyi, a następnie w okolicach ustach. Westchnęła ciężko, jej zwykle życzliwa i niewinna twarz zmieniła wyraz, nabierając odrobiny dystansu, może chłodu. Złapała jednak za kopertę.
- Jest Pan słowny, rozumiem. I dziękuje w imieniu ojca, dostarczę mu to od razu po pracy, aczkolwiek nalegam, aby Pan usiadł, napił się herbaty. - przerwała na chwilę, a jej wzrok powędrował na szkarłatną ciecz, która uciekła mu z nosa. Wolną dłonią otworzyła szufladę, wyjmując chusteczkę i wręczając ją mężczyźnie. - Teleportacja pogorszy sprawę, nie dotrze Pan do domu i może nastąpić rozszczepienie przez problemy z koncentracją. Kominek natomiast zwiększy ciśnienie, serce zacznie mocniej bić i może Pan zemdleć, Panie Yaxley.
Mówiła ze spokojem, bez cienia kpiny lub współczucia, po prostu przedstawiała mu możliwe scenariusze, które mogły pojawić się, jeśli jej nie posłucha.
Zamykając drzwi, uśmiechnęła się jedynie pod nosem, ruszając w stronę prosektorium.
Los bywał przewrotny, stawiał na swoich drogach ludzi, o których wcale nie prosiliśmy. Cynthia była kobietą mądrą, nieumiejącą haftować i grać na harfie, ale mającą za sobą pełne wykształcenie uzdrowicielskie wraz z kilkoma kursami oraz krótkim stażem w Mungu, oraz w Nowym Orleanie, gdzie miała okazję przebywać na normalnych oddziałach, zanim pochłonęły ją tajniki sekcji zwłok. Była więc wyczulona, umiała zaobserwować zmiany natury fizycznej lub takie występujące w zachowaniu drugiego człowieka, wiążąc je z konkretnymi schorzeniami, mimowolnie wysuwając diagnozę. Strażnik z ich piętra na przykład pił za dużo, jego wątroba przestała dawno się regenerować, a i nerki zaczynały odmawiać mu posłuszeństwa, wpływając na jego wygląd oraz pracę. Był spuchnięty, a dodatkowo nabrzmiałe kostki mogły wskazywać na problemy krążeniowe. Jerry był jednak człowiekiem, który chował galeony pod dywan i nie kwapił się do wizyty w Mungu, co wymagałoby wzięcia dnia wolnego, czekając na coroczne badania, na które wysyłano ich z Ministerstwa. Cyna nie była tylko pewna, czy dotrwa.
Nic więc dziwnego, że już w gabinecie coś w Yaxleyu się jej nie spodobało. Był słaby, jego oddech momentami płytki, a na szyi niepewnie pulsowała jedna z żył, skłaniając ją do myślenia o pojawiających się palpitacjach serca. Jaka to mogła być przypadłość? Miała zbyt mało danych, aby stwierdzić dokładnie.
Odłożyła rzeczy, podnosząc na niego wzrok. Powolnie przesunęła jasnymi tęczówkami po jego sylwetce, nieco dłużej zatrzymując się na szyi, a następnie w okolicach ustach. Westchnęła ciężko, jej zwykle życzliwa i niewinna twarz zmieniła wyraz, nabierając odrobiny dystansu, może chłodu. Złapała jednak za kopertę.
- Jest Pan słowny, rozumiem. I dziękuje w imieniu ojca, dostarczę mu to od razu po pracy, aczkolwiek nalegam, aby Pan usiadł, napił się herbaty. - przerwała na chwilę, a jej wzrok powędrował na szkarłatną ciecz, która uciekła mu z nosa. Wolną dłonią otworzyła szufladę, wyjmując chusteczkę i wręczając ją mężczyźnie. - Teleportacja pogorszy sprawę, nie dotrze Pan do domu i może nastąpić rozszczepienie przez problemy z koncentracją. Kominek natomiast zwiększy ciśnienie, serce zacznie mocniej bić i może Pan zemdleć, Panie Yaxley.
Mówiła ze spokojem, bez cienia kpiny lub współczucia, po prostu przedstawiała mu możliwe scenariusze, które mogły pojawić się, jeśli jej nie posłucha.