09.07.2023, 22:25 ✶
Na jego słowa, jasne brwi drgnęły ku górze, a na wargach zatańczył znów ten zadziorny uśmiech. Cztery lata to było bardzo długo. Wtedy, gdy się poznali, nie sądziła, że nadejdzie dzień, w którym będą sobie randkować, badając własne granice. Bo Cynthia nie była z bajki Cathala, a Cathal nie był przecież z bajki Cynthii, jeśliby się dokładniej im przyjrzeć. Przyglądając się mu te kilka dłuższych sekund, usłyszała w głowie odbijające się echem słowa swojej najlepszej przyjaciółki, siostry prawie — Victorii Lestrange, która podczas ich spotkania sprzed niespełna miesiąca częściowo znalazła odpowiedź, której Flintówna nie umiała bądź nie chciała dostrzec. Czy intrygował ją dlatego, że był starszy i doświadczony, bo i ona przecież była poważną kobietą, czy raczej jej wzrok wędrował do blondyna przesadnie często dlatego, że umiał wydobywać z niej coś, o czego istnieniu dawno już zapominała, nie wspominając o robieniu równie szalonych rzeczy, w które nawet jej brat bliźniak by nie uwierzył? - Następne spotkanie to moja kolej z inicjatywą, jeśli dobrze liczę. - zaczęła z delikatnym wzruszeniem ramion, dochodząc do wniosku, że i tak znów by się spotkali, niezależnie od tego, jak bardzo niedostępną by zgrywała — problem raczej jawił się w tym, że trudno będzie przebić jej to, co zapewniał jej Shafiq, bo przecież nie interesowały go sekcje zwłok lub mauzolea. - Wątpisz, że zgadnę? To już będą dwie nagrody, Panie Shafiq, duże ryzyko Pan podejmuje.
Dokończyła z odrobiną niewinności, pozwalając sobie wolną dłonią i z odrobiną kokieterii zgarnąć kosmyk jasnych włosów za ucho, a potem wyprostować głowę, odwracając spojrzenie od jego twarzy, które zatonęło gdzieś wśród luster. Nie podejrzewała gabinetu — tak niepozornego przecież, zupełnie nieinteresującego jej wcześniej miejsca o tak unikalne, magiczne tafle szkła. Gdyby nie fakt, że panowała nad mimiką twarzy, zapewne gościłoby na niej zdziwienie, gdy natrafiała kolejne, dziwne wizje. Gdy wspomniał o złapaniu za rękę, znów pomyślała o spotkaniu z Tori, bo przecież mówiła jej, że zastanawiała się, czy tego nie zrobić. W grobowcu nie szukała pretekstów czy wymówek, jednak od tamtej randki miała wrażenie, że coś się trochę zmieniło w łączącej ich więzi. Niemniej jednak jej palce ześlizgnęły się po jego ramieniu powolnie, chłodne zadziornie przesunęły po skórze paznokciami — bardzo delikatnie, aż wreszcie dość pewnie splątała je z jego palcami, znacznie większymi od jej własnych. I cieplejszymi — to zawsze było tak samo zaskakujące i poniekąd ujmujące, jak te lustra. Tak, jakby dawał jej ciche przyzwolenie do robienia tego, na co miała ochotę i w jaki sposób miała ochotę. - Kobiety bywają chciwe Cathalu.
Rzuciła jedynie cicho, pomijając już wzmiankę o przyzwyczajeniu się i zwykłej ciekawości w przesuwaniu granic. Czy ona była chciwa? Pytanie rozbrzmiało echem w jej głowie, jednak nie miała czasu nad tym gdybać.
Zaskoczył ją, zbił ją z tropu. Widok posiadłości w ramionach wiosny, pełnej kwiatów oraz zielonych drzew, które kołysały się na wietrze, sprawiły, że prawie poczuła ten chłód na twarzy, a zapach w nozdrzach. Jakby przeniosła się w czasie, mając przed oczami swoją matkę żywą i uśmiechniętą, o mieniących się srebrem w promieniach słońca włosach, niedbale splątanych w luźny warkocz. Zapomniała już, jak nosiła włosy, gdy byli mali i tkwili w domu, zwłaszcza gdy nie było akurat ojca. Castiel jak zwykle był pełen energii, chciał skakać z huśtawki, a ona przeglądała maminą księgę z miksturami, gdzie były obrazki i napisy w niezrozumiałym wtedy dla niej języku, które były łacińskimi nazwami składników — teraz już wiedziała. Przez chwilę zapomniała, że była tu z Cathalem, gotowa odpłynąć w ramiona przeszłości, wspomnień — na co sobie przecież nigdy nie pozwalała. Jej palce zaciskały się co jakiś czas na jego i dopiero po kilku dłuższych sekundach, zdołała zapanować nad kołatającym w piersi sercem.
Nie bardzo wiedziała, jak się czuć z tym że ją tak zawstydził. Postanowiła więc zachowywać się tak, jakby nigdy nic się nie stało, jakby przez te kilka sekund nie była wcale delikatna i bezbronna. On patrzył w zwierciadło, ale w jakiś sposób nie miała odwagi zapytać o to, co widział. Pierwszy raz od dawna stłumiła chęć zadania tak banalnego pytania i chociaż patrzyła gdzieś przed siebie, nie spojrzała już w lustro.
- Spoglądałeś w nie? - zamiast tego, zapytała o zwierciadło wspomniane wcześniej, to w sercu gabinetu. Jakoś nie wątpiła, że i tam trafią. Czy to o wspomnieniach było ulubionym Cathala? Chyba nie. - Hmmm?
Błękitne oczy z twarzy blondyna powędrowały na połączone zwierciadła. Każde zdawało się opowiadać inną historię, jednak nie wstrząsnęły nią w taki sposób, jak tamo. W jednym pracowała jako uzdrowicielka, co było pierwotnie planem na przyszłość — w innym została w Nowym Orleanie, przyuczając się od wiedźm, a trzecie znów pokazywało, jak przygotowywała eliksiry — chyba w jakimś sklepie? Dziwnie wyglądała bez białego fartucha z kostnicy, mając na sobie żółtą sukienkę w groszki. Czwarte i ostatnie, w które spojrzała Cynthia, pokazywało chyb jej przyszłość, jako żony Edwarda -co Merlinowi dziękując, wcale nie nastąpiło.
- W każdej ze ścieżek, które widzę, jest coś, co wzbudza moją ciekawość i być może odrobina żalu, poza jedną.. - tutaj ruchem głowy wskazała na zwierciadło, gdzie jawił się ten nieszczęsny mężczyzna, który na szczęście dawno już nie żył. Nadal nie rozumiała, jak ojciec mógł ją tak sprzedać, za kilka koneksji i kontraktów! - To byłoby coś, czego nigdy bym nie chciała. Żałowała lub też umarła za życia. Nie wiem, co pokazują Twoje zwierciadła, ale jestem przekonana, że któreś dotyczy archeologii i to takiej całorocznej, dalekiej. - pamiętała, jak opowiadał o Egipcie, o rzeczach związanych z pracą w miejscach, gdzie roiło się od pogrzebanych historii i artefaktów. Kobieta obróciła głowę w jego stronę, obdarzając go pociągłym spojrzeniem. Uspokoiła się już, chociaż na policzkach wciąż dostrzec można było subtelny ślad wcześniejszego zawstydzenia oraz niepewności. - Myślisz, że podjąłeś złą decyzję?
Nie chciała używać słowa związanego z żalem lub nieszczęściem, ubrała to delikatniej, pozwalając sobie wolną dłonią na poprawienie warkocza, który znów przesunęła na ramię, a który wcześniej zsunął się jej na plecy. Osobliwy gabinet obudził w niej naprawdę wiele myśli, uczuć, może nawet tęsknoty lub wątpliwości, nie była pewna.
Dokończyła z odrobiną niewinności, pozwalając sobie wolną dłonią i z odrobiną kokieterii zgarnąć kosmyk jasnych włosów za ucho, a potem wyprostować głowę, odwracając spojrzenie od jego twarzy, które zatonęło gdzieś wśród luster. Nie podejrzewała gabinetu — tak niepozornego przecież, zupełnie nieinteresującego jej wcześniej miejsca o tak unikalne, magiczne tafle szkła. Gdyby nie fakt, że panowała nad mimiką twarzy, zapewne gościłoby na niej zdziwienie, gdy natrafiała kolejne, dziwne wizje. Gdy wspomniał o złapaniu za rękę, znów pomyślała o spotkaniu z Tori, bo przecież mówiła jej, że zastanawiała się, czy tego nie zrobić. W grobowcu nie szukała pretekstów czy wymówek, jednak od tamtej randki miała wrażenie, że coś się trochę zmieniło w łączącej ich więzi. Niemniej jednak jej palce ześlizgnęły się po jego ramieniu powolnie, chłodne zadziornie przesunęły po skórze paznokciami — bardzo delikatnie, aż wreszcie dość pewnie splątała je z jego palcami, znacznie większymi od jej własnych. I cieplejszymi — to zawsze było tak samo zaskakujące i poniekąd ujmujące, jak te lustra. Tak, jakby dawał jej ciche przyzwolenie do robienia tego, na co miała ochotę i w jaki sposób miała ochotę. - Kobiety bywają chciwe Cathalu.
Rzuciła jedynie cicho, pomijając już wzmiankę o przyzwyczajeniu się i zwykłej ciekawości w przesuwaniu granic. Czy ona była chciwa? Pytanie rozbrzmiało echem w jej głowie, jednak nie miała czasu nad tym gdybać.
Zaskoczył ją, zbił ją z tropu. Widok posiadłości w ramionach wiosny, pełnej kwiatów oraz zielonych drzew, które kołysały się na wietrze, sprawiły, że prawie poczuła ten chłód na twarzy, a zapach w nozdrzach. Jakby przeniosła się w czasie, mając przed oczami swoją matkę żywą i uśmiechniętą, o mieniących się srebrem w promieniach słońca włosach, niedbale splątanych w luźny warkocz. Zapomniała już, jak nosiła włosy, gdy byli mali i tkwili w domu, zwłaszcza gdy nie było akurat ojca. Castiel jak zwykle był pełen energii, chciał skakać z huśtawki, a ona przeglądała maminą księgę z miksturami, gdzie były obrazki i napisy w niezrozumiałym wtedy dla niej języku, które były łacińskimi nazwami składników — teraz już wiedziała. Przez chwilę zapomniała, że była tu z Cathalem, gotowa odpłynąć w ramiona przeszłości, wspomnień — na co sobie przecież nigdy nie pozwalała. Jej palce zaciskały się co jakiś czas na jego i dopiero po kilku dłuższych sekundach, zdołała zapanować nad kołatającym w piersi sercem.
Nie bardzo wiedziała, jak się czuć z tym że ją tak zawstydził. Postanowiła więc zachowywać się tak, jakby nigdy nic się nie stało, jakby przez te kilka sekund nie była wcale delikatna i bezbronna. On patrzył w zwierciadło, ale w jakiś sposób nie miała odwagi zapytać o to, co widział. Pierwszy raz od dawna stłumiła chęć zadania tak banalnego pytania i chociaż patrzyła gdzieś przed siebie, nie spojrzała już w lustro.
- Spoglądałeś w nie? - zamiast tego, zapytała o zwierciadło wspomniane wcześniej, to w sercu gabinetu. Jakoś nie wątpiła, że i tam trafią. Czy to o wspomnieniach było ulubionym Cathala? Chyba nie. - Hmmm?
Błękitne oczy z twarzy blondyna powędrowały na połączone zwierciadła. Każde zdawało się opowiadać inną historię, jednak nie wstrząsnęły nią w taki sposób, jak tamo. W jednym pracowała jako uzdrowicielka, co było pierwotnie planem na przyszłość — w innym została w Nowym Orleanie, przyuczając się od wiedźm, a trzecie znów pokazywało, jak przygotowywała eliksiry — chyba w jakimś sklepie? Dziwnie wyglądała bez białego fartucha z kostnicy, mając na sobie żółtą sukienkę w groszki. Czwarte i ostatnie, w które spojrzała Cynthia, pokazywało chyb jej przyszłość, jako żony Edwarda -co Merlinowi dziękując, wcale nie nastąpiło.
- W każdej ze ścieżek, które widzę, jest coś, co wzbudza moją ciekawość i być może odrobina żalu, poza jedną.. - tutaj ruchem głowy wskazała na zwierciadło, gdzie jawił się ten nieszczęsny mężczyzna, który na szczęście dawno już nie żył. Nadal nie rozumiała, jak ojciec mógł ją tak sprzedać, za kilka koneksji i kontraktów! - To byłoby coś, czego nigdy bym nie chciała. Żałowała lub też umarła za życia. Nie wiem, co pokazują Twoje zwierciadła, ale jestem przekonana, że któreś dotyczy archeologii i to takiej całorocznej, dalekiej. - pamiętała, jak opowiadał o Egipcie, o rzeczach związanych z pracą w miejscach, gdzie roiło się od pogrzebanych historii i artefaktów. Kobieta obróciła głowę w jego stronę, obdarzając go pociągłym spojrzeniem. Uspokoiła się już, chociaż na policzkach wciąż dostrzec można było subtelny ślad wcześniejszego zawstydzenia oraz niepewności. - Myślisz, że podjąłeś złą decyzję?
Nie chciała używać słowa związanego z żalem lub nieszczęściem, ubrała to delikatniej, pozwalając sobie wolną dłonią na poprawienie warkocza, który znów przesunęła na ramię, a który wcześniej zsunął się jej na plecy. Osobliwy gabinet obudził w niej naprawdę wiele myśli, uczuć, może nawet tęsknoty lub wątpliwości, nie była pewna.