09.07.2023, 22:48 ✶
Kobieta uważała, że nie miała. Bo jak mogłaby odmówić Akane, gdy to było coś tak ważnego? Nawet na chwilę, ale musiała zajrzeć. Towarzystwo Islandczyka było największą atrakcją wieczoru i odrobinę przyćmiło imprezę przyjaciółki, ale na swoje usprawiedliwienie miała to, że wystawa i tak jej nie wyszła. Eliza na pewno nie dostałaby kilku niezbyt ładnych epitetów w myślach, gdyby kolejny raz nie powiązała jej relacji z Hjalmarem do rodzeństwa. Nieśmiałość bywa urocza, ale ta dwójka, gdyby umówić ich na prawdziwą randkę, mogłaby mieć problem z komunikacją i właściwie dopiero dzisiejszego wieczoru, jak Pandora zobaczyła to na własne oczy, była w stanie to zrozumieć. Dla niego wisiorek i łańcuszek może nie były szczególne i specjalne, ale dla brunetki już tak, wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju. Wybrany przez niego odcień złota idealnie pasował do jej oliwkowej karnacji, a długość łańcuszka sprawiała, że literka układała się we właściwym miejscu.
Gdy już pozwolił, aby emocje na dłużej niż kilka sekund zagościły na jego twarzy, nie było trudno ich zinterpretować. Dlaczego był zdziwiony, nigdy nie pomyślał o tym, że mogłaby być nim w jakikolwiek sposób zainteresowana? Skąd ten brak pewności siebie? Westchnęła bezgłośnie, jakby miała przez to pełne ręce roboty. I faktycznie, trochę tak było. Jego improwizowanie było zwykle ciekawe, wydobywa odrobinę więcej, bo nawet jeśli nie robił lub nie mówił tego, co chciałby powiedzieć, było w nim też coś, czego wcześniej nie widziała. Ewentualnie widziała maleńką iskierkę. Niedźwiadek był przez to trochę jak puzzle.
Może nie umiała zrozumieć, dlaczego wybrał akurat wódkę, jako metodę radzenia sobie z nią i tym, co mu proponowała, ale jeśli miało mu to rozwiązać trochę język, niech będzie. Czy rzeczywistość w jej towarzystwie była tak straszna? Tłumaczyła to sobie bardziej bodźcami i światłami, które płynęły z Londynu, do którego przecież blondyn nie zdążył przywyknąć. Metropolia musiała być uciążliwe, zwłaszcza gdy jakaś wariatka proponuje randkę w środku nocy i pomiędzy ulewnymi opadami deszczu. Swobodniej czułby się, gdyby zaproponowała to na Islandii, ale wtedy nie było jakoś okazji.
Odrobinkę trzymała go w niepewności, wstrzymywała się ze słowami troszkę dłużej, skupiając spojrzenie brązowych oczu na całej palecie emocji, która malowała mu się na twarzy. Odwrócił kota ogonem, niezależnie, jaki miał ku temu prawdziwy powód, odważył się i nie mogła tego nie docenić. Nie mogła pić tyle, ile on, ale łyk wódki i jej dodał odwagi, a przede wszystkim złudnego poczucia, że było cieplej niż w rzeczywistości.
- To nie tak, że co? - dopytała, pozbywając się resztek alkoholu z warg, a następnie podniosła na niego spojrzenie, figlarne i odrobinę zadziorne, bo widocznie nie była w stanie powstrzymać kolejnych słów, które uciekły spomiędzy jej ust. - Czyżbyś myślał o zaproszeniu mnie na randkę już wcześniej, a ja po prostu zrobiłam to szybciej?
Nie musiał się niczym popisywać, przecież już dawno zdążył jej zaimponować. Jej uwaga skupiona była praktycznie na błękitnookim i chociaż zwykle tak było, teraz częściej przyglądała się całej jego twarzy, jak i dłoniom, a nieco rzadziej spogląda w oczy. Niby się denerwował, bo śmiech nie brzmiał naturalnie, ale może też trochę ucieszył? Nie była pewna, ale nie miało to żadnego znaczenia, bo jej głowa i tak interpretowała to, jak chciała. Chciała coś skomentować, ale po krótkotrwałym drapaniu brody, Prewettówna czuła, jak delikatnie zaciska palce na jej dłoni, ciągnąc ją do schodów, jakby za wszelką cenę unikając jej spojrzenia. Uśmiechnęła się pod nosem, czując subtelne ciepło na policzkach i bez cienia skrępowania, mocniej splotła ich dłonie, kręcąc delikatnie głową. - To zupełnie inaczej, kiedy Ty mnie złapiesz za rękę, a nie ja Cię porywam. - rzuciła, przenosząc spojrzenie na ich dłonie, bo szła trochę za nim, przez wzgląd na szpilki. - Nie? To dobrze. Bo skoro mamy teraz randkę, to byłoby naprawdę słabo, gdybym była straszna i umówiłeś się ze mną, bo Cię terroryzuję, czy jestem wariatką. Masz takie ciepłe dłonie.
Dodała jeszcze, na chwilę zaciskając mocniej palce, zanim podniosła wzrok na jego plecy, a następnie na miejsce, gdzie mieli usiąść i zjeść. Dostrzegła, że nieco zbladł, więc gdy tylko usiadła, zsunęła buty i wzięła torby z jedzeniem na kolana, rozerwała je i zaczęła rozkładać gdzieś obok — pudełka z makaronami, ciasteczka z wróżbą, jakiegoś panierowanego kurczaka i jeszcze w sosie słodko-kwaśnym, a także sajgonki oraz pierożki gyoza, bo jej Shun polecił. Makarony dla niego miały oczywiście podwójną porcję mięsa, a Pandora wzięła widelce, zamiast pałeczek. Sięgnęła po swoje pudełko, gdzie makaron wymieszany był z orzeszkami i tofu, czując ucisk w żołądku, gdy po otworzeniu, zapach uderzył jej do nosa. Zanim zaczęła jednak jeść, podała mu znacznie większe lub może bardziej wypełnione pudełko, wsadzając w nie widelec. - Musisz umierać z głodu. I Cię rozgrzeje. Widzisz, jaka dobra ze mnie dziewczyna? - wzruszyła z satysfakcją ramionami, przesuwając wzrokiem po jego twarzy. Nieco zbladł, co wcale się jej nie podobało, bo wolałaby, żeby pod Tower jej Hjalmar nie zasnął. Musiała więc go pilnować, zerkać i upewniać się, że jadł. Poza wódką mieli też jeszcze dwa tekturowe kubeczki z chińską herbatą oraz krewetkowe prażynki. Zdążyła przełknąć kęsa, gdy Niedźwiadek wspomniał o rankingu, a ona o mało się nie zakrztusiła, wydając z siebie dwa lub trzy kaszlnięcie oraz upuszczając widelec w pudełko. Odwróciła twarz w jego stronę, ściągając brwi. - W jakim znowu rankingu? Ah, więc Deniz Ci się jednak podoba. - stwierdziła, przyglądając mu się z odrobiną zazdrości na twarzy, jednak szybko pokręciła głową, widząc, w jakim jest stanie. Odłożyła na bok swoje pudełko, przysunęła się bliżej, aby ewentualnie mógł się trochę o nią oprzeć i zabrała mu jedzenie, mieszając w nim widelcem, a potem zapełniając go, przysunęła do jego ust. - Jedz. A co z Akane? - zapytała, nie mając widocznie odwagi wspomnieć o sobie. Po kilku zjedzonych przez Islandczyka kęsach sięgnęła po herbatę i podsunęła mu pod nos, zamiast wódki. Zdążyła trochę przestygnąć, powinien poczuć się odrobinę lepiej. Jedzenie od Shuna nie było zbyt ciężkie i tłuste, może poza panierowanym kurczakiem, więc nie powinno mu zaszkodzić. U niej często się sprawdza, nawet do wina. Pomiędzy dbaniem o niego, czasem sięgała po swój wegetariański posiłek. - Kto jest pierwszy? Myślałam, że bardziej będzie odpowiadała Ci europejska uroda, niż taka.. Wiesz, orientalna? - nie miała pojęcia, czy to było właściwe określenie, ale inne nie przyszło Pandorze do głowy. I nawet jeśli to on miał trochę oprzeć się na niej, nie mogła się powstrzymać i sama oparła głowę o jego ramię, co zresztą bardzo lubiła robić i wykorzystywała w każdym możliwym momencie. Przeniosła spojrzenie na Tamizę, po której akurat przepływała jakaś łódka. Ciemne niebo nad głowami też przykuło jej uwagę.
- Nie mamy chyba dużo czasu, zanim znów zacznie lać. - stwierdziła, poruszając bezradnie barkami, bo przecież, nawet jeśli to był Londyn, a niewysokie drzewo gdzieś przy Islandzkich wrzosowiskach, to też było miło. - Podoba Ci się tutaj, czy nawet nocą, to nie Twoja bajka?
Zapytała z ciekawością, odchylając delikatnie głowę, aby ją odwrócić w jego kierunku i spojrzeć na jego twarz.
Gdy już pozwolił, aby emocje na dłużej niż kilka sekund zagościły na jego twarzy, nie było trudno ich zinterpretować. Dlaczego był zdziwiony, nigdy nie pomyślał o tym, że mogłaby być nim w jakikolwiek sposób zainteresowana? Skąd ten brak pewności siebie? Westchnęła bezgłośnie, jakby miała przez to pełne ręce roboty. I faktycznie, trochę tak było. Jego improwizowanie było zwykle ciekawe, wydobywa odrobinę więcej, bo nawet jeśli nie robił lub nie mówił tego, co chciałby powiedzieć, było w nim też coś, czego wcześniej nie widziała. Ewentualnie widziała maleńką iskierkę. Niedźwiadek był przez to trochę jak puzzle.
Może nie umiała zrozumieć, dlaczego wybrał akurat wódkę, jako metodę radzenia sobie z nią i tym, co mu proponowała, ale jeśli miało mu to rozwiązać trochę język, niech będzie. Czy rzeczywistość w jej towarzystwie była tak straszna? Tłumaczyła to sobie bardziej bodźcami i światłami, które płynęły z Londynu, do którego przecież blondyn nie zdążył przywyknąć. Metropolia musiała być uciążliwe, zwłaszcza gdy jakaś wariatka proponuje randkę w środku nocy i pomiędzy ulewnymi opadami deszczu. Swobodniej czułby się, gdyby zaproponowała to na Islandii, ale wtedy nie było jakoś okazji.
Odrobinkę trzymała go w niepewności, wstrzymywała się ze słowami troszkę dłużej, skupiając spojrzenie brązowych oczu na całej palecie emocji, która malowała mu się na twarzy. Odwrócił kota ogonem, niezależnie, jaki miał ku temu prawdziwy powód, odważył się i nie mogła tego nie docenić. Nie mogła pić tyle, ile on, ale łyk wódki i jej dodał odwagi, a przede wszystkim złudnego poczucia, że było cieplej niż w rzeczywistości.
- To nie tak, że co? - dopytała, pozbywając się resztek alkoholu z warg, a następnie podniosła na niego spojrzenie, figlarne i odrobinę zadziorne, bo widocznie nie była w stanie powstrzymać kolejnych słów, które uciekły spomiędzy jej ust. - Czyżbyś myślał o zaproszeniu mnie na randkę już wcześniej, a ja po prostu zrobiłam to szybciej?
Nie musiał się niczym popisywać, przecież już dawno zdążył jej zaimponować. Jej uwaga skupiona była praktycznie na błękitnookim i chociaż zwykle tak było, teraz częściej przyglądała się całej jego twarzy, jak i dłoniom, a nieco rzadziej spogląda w oczy. Niby się denerwował, bo śmiech nie brzmiał naturalnie, ale może też trochę ucieszył? Nie była pewna, ale nie miało to żadnego znaczenia, bo jej głowa i tak interpretowała to, jak chciała. Chciała coś skomentować, ale po krótkotrwałym drapaniu brody, Prewettówna czuła, jak delikatnie zaciska palce na jej dłoni, ciągnąc ją do schodów, jakby za wszelką cenę unikając jej spojrzenia. Uśmiechnęła się pod nosem, czując subtelne ciepło na policzkach i bez cienia skrępowania, mocniej splotła ich dłonie, kręcąc delikatnie głową. - To zupełnie inaczej, kiedy Ty mnie złapiesz za rękę, a nie ja Cię porywam. - rzuciła, przenosząc spojrzenie na ich dłonie, bo szła trochę za nim, przez wzgląd na szpilki. - Nie? To dobrze. Bo skoro mamy teraz randkę, to byłoby naprawdę słabo, gdybym była straszna i umówiłeś się ze mną, bo Cię terroryzuję, czy jestem wariatką. Masz takie ciepłe dłonie.
Dodała jeszcze, na chwilę zaciskając mocniej palce, zanim podniosła wzrok na jego plecy, a następnie na miejsce, gdzie mieli usiąść i zjeść. Dostrzegła, że nieco zbladł, więc gdy tylko usiadła, zsunęła buty i wzięła torby z jedzeniem na kolana, rozerwała je i zaczęła rozkładać gdzieś obok — pudełka z makaronami, ciasteczka z wróżbą, jakiegoś panierowanego kurczaka i jeszcze w sosie słodko-kwaśnym, a także sajgonki oraz pierożki gyoza, bo jej Shun polecił. Makarony dla niego miały oczywiście podwójną porcję mięsa, a Pandora wzięła widelce, zamiast pałeczek. Sięgnęła po swoje pudełko, gdzie makaron wymieszany był z orzeszkami i tofu, czując ucisk w żołądku, gdy po otworzeniu, zapach uderzył jej do nosa. Zanim zaczęła jednak jeść, podała mu znacznie większe lub może bardziej wypełnione pudełko, wsadzając w nie widelec. - Musisz umierać z głodu. I Cię rozgrzeje. Widzisz, jaka dobra ze mnie dziewczyna? - wzruszyła z satysfakcją ramionami, przesuwając wzrokiem po jego twarzy. Nieco zbladł, co wcale się jej nie podobało, bo wolałaby, żeby pod Tower jej Hjalmar nie zasnął. Musiała więc go pilnować, zerkać i upewniać się, że jadł. Poza wódką mieli też jeszcze dwa tekturowe kubeczki z chińską herbatą oraz krewetkowe prażynki. Zdążyła przełknąć kęsa, gdy Niedźwiadek wspomniał o rankingu, a ona o mało się nie zakrztusiła, wydając z siebie dwa lub trzy kaszlnięcie oraz upuszczając widelec w pudełko. Odwróciła twarz w jego stronę, ściągając brwi. - W jakim znowu rankingu? Ah, więc Deniz Ci się jednak podoba. - stwierdziła, przyglądając mu się z odrobiną zazdrości na twarzy, jednak szybko pokręciła głową, widząc, w jakim jest stanie. Odłożyła na bok swoje pudełko, przysunęła się bliżej, aby ewentualnie mógł się trochę o nią oprzeć i zabrała mu jedzenie, mieszając w nim widelcem, a potem zapełniając go, przysunęła do jego ust. - Jedz. A co z Akane? - zapytała, nie mając widocznie odwagi wspomnieć o sobie. Po kilku zjedzonych przez Islandczyka kęsach sięgnęła po herbatę i podsunęła mu pod nos, zamiast wódki. Zdążyła trochę przestygnąć, powinien poczuć się odrobinę lepiej. Jedzenie od Shuna nie było zbyt ciężkie i tłuste, może poza panierowanym kurczakiem, więc nie powinno mu zaszkodzić. U niej często się sprawdza, nawet do wina. Pomiędzy dbaniem o niego, czasem sięgała po swój wegetariański posiłek. - Kto jest pierwszy? Myślałam, że bardziej będzie odpowiadała Ci europejska uroda, niż taka.. Wiesz, orientalna? - nie miała pojęcia, czy to było właściwe określenie, ale inne nie przyszło Pandorze do głowy. I nawet jeśli to on miał trochę oprzeć się na niej, nie mogła się powstrzymać i sama oparła głowę o jego ramię, co zresztą bardzo lubiła robić i wykorzystywała w każdym możliwym momencie. Przeniosła spojrzenie na Tamizę, po której akurat przepływała jakaś łódka. Ciemne niebo nad głowami też przykuło jej uwagę.
- Nie mamy chyba dużo czasu, zanim znów zacznie lać. - stwierdziła, poruszając bezradnie barkami, bo przecież, nawet jeśli to był Londyn, a niewysokie drzewo gdzieś przy Islandzkich wrzosowiskach, to też było miło. - Podoba Ci się tutaj, czy nawet nocą, to nie Twoja bajka?
Zapytała z ciekawością, odchylając delikatnie głowę, aby ją odwrócić w jego kierunku i spojrzeć na jego twarz.