11.07.2023, 21:00 ✶
Kiedy tak szliśmy ciemnym korytarzem, nie mówiliśmy za wiele. Zwracałem na to szczególną uwagę, jak nigdy. Słyszałem swój oddech, nasze kroki, jęki u niektórych obrazów na widok lampy. My nie mówiliśmy prawie wcale. Siedziało mi to z tyłu głowy, wprawiając wręcz w dyskomfort.
Zauważyłem, że od pewnego czasu siedziały we mnie dwa diabły. Jeden z nich pragnął zalepić mi usta bym nic do niej nie mówił, bo cisza była złotem, jak i ważone słowo. Ten drugi z kolei wyrywał się, aby opowiadać przed Aveliną Paxton wszystko, co tylko na ślinę by mi przyszło, by pokazać jej cały mój świat, zarówno ten fizyczny, jak i emocjonalny. Dlaczego?
Nie znałem jej. Była nikim. Myślałem o jej pogryzionych wargach... Pragnąłem ją za to besztać w taki pozytywny sposób, a nie w chamski - jak to robiliśmy za dnia na szkolnych korytarzach. Czy myślała o swoich szorstkich pocałunkach? I najgorsze, czy ktoś już śmiał się z nią całować?!
Zacisnąłem wargi, bo nie chciałem o tym myśleć. Szła obok, a ja pragnąłem złapać ją za dłoń. Poczuć jej ciepło? A może była chłodna? Kto wie? Próbowałem sobie przypomnieć jej dotyk z dziewczęcej łazienki, kiedy byliśmy skryci w jednej z toalet, ale nie potrafiłem sobie tego przypomnieć. Wydawało mi się to wtedy takie naturalne, a teraz...?
Pokręciłem głową, chcąc to wyrzucić z siebie. Odchrząknąłem.
- Oczywiście - odparłem na jej pytanie. Myślałem o tym by ją zatrzymać i poprosić o jedną krótką chwilę... Ale nie! Preferowałem tego pierwszego diabła. Co by powiedział ojciec? Że prowadzałem się z córką szlamojebcy? Nie chciałem widzieć zawodu w jego oczach. Wolałbym umrzeć.
Zacisnąłem dłoń na lampie, ignorując mrowienie w niej. Nie mogłem. Poza tym i tak już mnie nienawidziła, a ja jeszcze bardziej zaprzepaściłem szansę na naszą... przyjaźń? Powinniśmy mieć kontakty stricte służbowe i nienawistne. Tak to się robiło pomiędzy Slytherinem a resztą szkołą. Rządziliśmy, a inni tego nie rozumieli. Avelina Paxton mnie nie rozumiała i nie miała zrozumieć.
Przystanąłem. Nie wiedziałem, co robię. Patrzyłem w mrok przed sobą. Ewidentnie ogłupiałem.
- Masz... - zacząłem, ale wstrzymałem. Ostatkiem sił. Namieszałem już za wiele. Nie powinienem był...
Zapytanie o to, czy ma kogoś uwięzło mi w gardle. Marzyłem o tym by się nim udławić. Pragnąłem się z nią widywać nocami. Było miło.
I pozostawało niestosowne. Miała mnie za potwora. Bała się mnie - widywałem to w jej oczach. Nie mogłem temu zaprzeczyć.
Obróciłem się w jej kierunku i podniosłem dłoń z lampą. Chciałem to widzieć. Kiedy to zobaczę, to się od niej odwalę. Raz, a porządnie.
- Avelino Paxton, powiedz mi proszę... Co ty o mnie myślisz? Kim jestem? Jaki jestem? - zapytałem ją. Chciałem dostać tymi słowami po mordzie. Odpowiednio mnie to naprostuje, kiedy tylko to usłyszę. Nie będzie już domysłami. Nie będę mógł tego ignorować.
Zauważyłem, że od pewnego czasu siedziały we mnie dwa diabły. Jeden z nich pragnął zalepić mi usta bym nic do niej nie mówił, bo cisza była złotem, jak i ważone słowo. Ten drugi z kolei wyrywał się, aby opowiadać przed Aveliną Paxton wszystko, co tylko na ślinę by mi przyszło, by pokazać jej cały mój świat, zarówno ten fizyczny, jak i emocjonalny. Dlaczego?
Nie znałem jej. Była nikim. Myślałem o jej pogryzionych wargach... Pragnąłem ją za to besztać w taki pozytywny sposób, a nie w chamski - jak to robiliśmy za dnia na szkolnych korytarzach. Czy myślała o swoich szorstkich pocałunkach? I najgorsze, czy ktoś już śmiał się z nią całować?!
Zacisnąłem wargi, bo nie chciałem o tym myśleć. Szła obok, a ja pragnąłem złapać ją za dłoń. Poczuć jej ciepło? A może była chłodna? Kto wie? Próbowałem sobie przypomnieć jej dotyk z dziewczęcej łazienki, kiedy byliśmy skryci w jednej z toalet, ale nie potrafiłem sobie tego przypomnieć. Wydawało mi się to wtedy takie naturalne, a teraz...?
Pokręciłem głową, chcąc to wyrzucić z siebie. Odchrząknąłem.
- Oczywiście - odparłem na jej pytanie. Myślałem o tym by ją zatrzymać i poprosić o jedną krótką chwilę... Ale nie! Preferowałem tego pierwszego diabła. Co by powiedział ojciec? Że prowadzałem się z córką szlamojebcy? Nie chciałem widzieć zawodu w jego oczach. Wolałbym umrzeć.
Zacisnąłem dłoń na lampie, ignorując mrowienie w niej. Nie mogłem. Poza tym i tak już mnie nienawidziła, a ja jeszcze bardziej zaprzepaściłem szansę na naszą... przyjaźń? Powinniśmy mieć kontakty stricte służbowe i nienawistne. Tak to się robiło pomiędzy Slytherinem a resztą szkołą. Rządziliśmy, a inni tego nie rozumieli. Avelina Paxton mnie nie rozumiała i nie miała zrozumieć.
Przystanąłem. Nie wiedziałem, co robię. Patrzyłem w mrok przed sobą. Ewidentnie ogłupiałem.
- Masz... - zacząłem, ale wstrzymałem. Ostatkiem sił. Namieszałem już za wiele. Nie powinienem był...
Zapytanie o to, czy ma kogoś uwięzło mi w gardle. Marzyłem o tym by się nim udławić. Pragnąłem się z nią widywać nocami. Było miło.
I pozostawało niestosowne. Miała mnie za potwora. Bała się mnie - widywałem to w jej oczach. Nie mogłem temu zaprzeczyć.
Obróciłem się w jej kierunku i podniosłem dłoń z lampą. Chciałem to widzieć. Kiedy to zobaczę, to się od niej odwalę. Raz, a porządnie.
- Avelino Paxton, powiedz mi proszę... Co ty o mnie myślisz? Kim jestem? Jaki jestem? - zapytałem ją. Chciałem dostać tymi słowami po mordzie. Odpowiednio mnie to naprostuje, kiedy tylko to usłyszę. Nie będzie już domysłami. Nie będę mógł tego ignorować.