Avelina natomiast czuła się dobrze, gdy nie musiała mówić. Milczenie w jego obecności było bezpieczne. Nie ryzykowała tym, że lepiej by go poznała, nie ryzykowała pamiętaniem o drobnych szczegółach, które były dla niego ważne. Po prostu bezpieczna sytuacja, gdy żadne z nich nie mówiło. Prawą dłoń obejmowała siebie trzymając ją na lewym ramieniu drapiąc je nieświadomie. Miała wiele tików nerwowych, które ukrywały jej emocje. Nie wiedziała, dlaczego tak bardzo chciała się chować, ale bała się otwierania przed innymi.
Gdyby wiedziała o czym myślał Rookwood na pewno by się speszyła, zawstydziła, uciekła? Miała niecałe trzynaście lat – jeszcze nie miała na oku żadnego chłopca, który by się jej podobał – na pewno nie miała takiego świadomie. Czytała czasem romanse i marzyła o pierwszym pocałunku, ale żadnego jeszcze nie przeżyła. Nie myślała o posiadaniu swojego chłopca na wyłączność, nawet nie była pewna, czy chciała ryzykować złamanym sercem i angażować się w jakąś tego typu relacje.
Avelina nie chciała myśleć o tej bliskości, do której zostali zmuszeni, do której doprowadziła. Nie wiedziała, dlaczego go wtedy ze sobą pociągnęła, dlaczego sama się nie schowała? Może bała się, że ten ją wyda? Nie mieli zbyt ciepłego pierwszego spotkania, chciał ją wystraszyć, chciał pokazać jej, że jest demonem i w pewnym sensie mu się udało, ale dzisiaj? Dzisiaj sprawił, że poczuła ciepło na sercu, gdy o nim myślała. Wzbudził w niej mieszane uczucia.
Jej wzrok przesuwał się w zamyśleniu po obrazach, które co jakiś jęczały niezadowolone, gdy rozchybotane światło lampy w ręku Rookwooda oświetlały je bestialsko. Było to magiczne i jednocześnie lekko zabawne. Czuła się o dziwo bezpiecznie, bo wiedziała, że nie będzie mieć kłopotów, gdy będzie w jego obecności. Był prefektem i to on mógł dać jej karę, prawda? W teorii… Gdy się zatrzymał spojrzała na niego zaskoczona również się zatrzymując o krok dalej od niego. Przekrzywiła lekko głowę niczym ciekawski kot, który nie rozumie o co mu chodzi. Nie lubiła nieskończonych pytań, ale wtedy zaświecił jej lampą w twarz, więc zmrużyła oczy delikatnie zdenerwowana. Nikt nie lubił, gdy ktoś oślepiał ich twarz światłem. Osłoniła lekko oczy od światła.
– Co robisz? – zapytała cicho przyzwyczajając wzrok do jasności. Spojrzała mu na twarz z wymalowanym niezrozumieniem wobec jego zachowania. Miał ją odprowadzić, mieli się w spokoju pożegnać, a on robił jakieś niezrozumiałe dla niej gierki.
Gdy zadał jej pytania poczuła jak ktoś uderza ją w twarz. Czemu chciał wiedzieć, co nim myśli? Dlaczego miała mu powiedzieć kim jest, jaki jest? Nie wiedziała, nie znali się za długo, a miała odpowiadać na tak trudne pytania. W jej oczach mógł zobaczyć zaskoczenie, niezrozumienie, ale nie było tam nutki obawy, ponieważ wybił ją z rytmu. Nie tego spodziewała się po tym wieczorze. Otworzyła lekko usta, ale zaraz je zamknęła. Zmarszczyła brwi z cichym westchnięciem.
– Rookwood? – zapytała cicho – co to za pytanie? – ale nie była to opowiedzieć i wiedziała, że on nie będzie z tego zadowolony. Był rzeczowy, chciał konkretnych odpowiedzi, ale ona nie mogła mu tego dać. Nie była w stanie dać mu konkretnych odpowiedzi jeśli nie znała jego zamiarów. Zaskoczył ją, a Aveliny Paxton się nie zaskakuje. – Nie jestem w stanie ci odpowiedzieć, co o tobie myślę, ponieważ nie pokazałeś mi siebie. Nie znam cię, Rookwood. To co mi pokazujesz to za mało, mącisz w głowie – zagryzła wargę i odwróciła się do niego zanurzając się w ciemność korytarza – lepiej chodźmy dalej, a jak dasz mi szansę to ci odpowiem jak już będę wiedzieć, co o tobie myślę – dodała jeszcze ze spokojem w głosie. Na jej policzkach znowu pojawiły się rumieńce zawstydzenia. Nie rozumiała dlaczego tak na niego reagowała, ale przez to była delikatnie zła, że robił z nią co chciał. Nie mogła mu na to pozwolić.