12.07.2023, 19:52 ✶
Poczułem zawód, ale jednocześnie uśmiechnąłem się jak ktoś szalony. Mój plan sczeznął na niczym, a ja stałem i wpatrywałem się w zmieszaną, zmęczoną i zniecierpliwioną dziewczynę. Wkurzyło ją to, że świeciłem jej po oczach, choć lampa wcale nie wydawała z siebie szczególnie jasnego światła... Ale było ciemno.
Sam nie wiedziałem, co teraz czułem. Myślę, że radość. Dzikie pragnienia, które mną przed chwilą dominowały, odeszły gdzieś w bok, bo ja miałem ubaw z panny Paxton oraz z jej reakcji, a przy okazji też odczułem ulgę. Ogromną ulgę.
Stałem chwilę i analizowałem jej słowa. Starała się mnie nie oceniać - to pierwsze. Mąciłem jej w głowie - to drugie, co również mnie bawiło niezmiernie. Oraz to trzecie - odpowie, jak już będzie wiedzieć... A to oznaczało jedno, że to nie było nasze ostatnie spotkanie, ostatnia rozmowa. Planowała poznawać mnie bliżej, a ja... Chciałem tego i jednocześnie nie chciałem. Ale teraz chciałem, dlatego czułem ulgę, przez którą zapewne za godzinę będę pluć sobie w brodę. Byłem kretynem, ale zadowolonym kretynem. Nie wiem, z czego tak naprawdę się cieszyłem, skoro nie potrzebowałem jej osoby ani towarzystwa. Przynajmniej tak sobie to wciskałem, próbowałem wbić do głowy. Ale taka była prawda, czyż nie?
I się tak pięknie rumieniła... Wprawiała mnie to w stan, gdzie miałem ochotę robić więcej i więcej tych rumieńców. Dobra, oddychamy paniczu Rookwood!
- Nie tego oczekiwałem - odparłem do niej rozbawiony, bo nie potrafiłem, ale też nie chciałem opanować emocji. Było mi z tym lżej na piersi, na ramionach. Odłożyłem w czasie analizę tego zachowania i jego poprawności, bo nie chciałem pozbywać się tego uczucia. Było poniekąd uzależniające, a ja miałem skłonności do używek.
- Obawiam się, że teraz nie będę mógł ofiarować ci spokoju, co wiąże się z tym, że będę za tobą chodził niczym cień, Paxton - kontynuowałem, poniekąd ją przedrzeźniając. Sama mówiła mi po nazwisku, więc zamierzałem się odwdzięczyć tym samym. Chociaż, może bardziej preferowałem korzystanie z jej imienia? Paxton? Avelina? Nie potrafiłem się zdecydować. Może zależeć będzie od momentu?
Stuknąłem ją zaczepnie w ramię. Nie za lekko, ale też nie za mocno. Po naszym pierwszym spotkaniu wnioskowałem, że nie była zbyt silna, a ja z kolei byłem jak najbardziej.
- I wspomniałaś... Tak mi się przypomniało, że mącę ci w głowie? Stąd te rumieńce? - zagaiłem, chcąc nieco jej podokuczać.
Obróciłem się w poprzednim kierunku z uśmiechem satysfakcji na wargach, po czym zachichotałem. Jej mina była nie do opisania. Nadal miałem ochotę zbesztać ją za przygryzanie warg, ale postanowiłem nieco opóźnić to w czasie. Mieliśmy przed sobą cały ten czas na świecie by się nieco poznać i trochę się pognoić.
Sam nie wiedziałem, co teraz czułem. Myślę, że radość. Dzikie pragnienia, które mną przed chwilą dominowały, odeszły gdzieś w bok, bo ja miałem ubaw z panny Paxton oraz z jej reakcji, a przy okazji też odczułem ulgę. Ogromną ulgę.
Stałem chwilę i analizowałem jej słowa. Starała się mnie nie oceniać - to pierwsze. Mąciłem jej w głowie - to drugie, co również mnie bawiło niezmiernie. Oraz to trzecie - odpowie, jak już będzie wiedzieć... A to oznaczało jedno, że to nie było nasze ostatnie spotkanie, ostatnia rozmowa. Planowała poznawać mnie bliżej, a ja... Chciałem tego i jednocześnie nie chciałem. Ale teraz chciałem, dlatego czułem ulgę, przez którą zapewne za godzinę będę pluć sobie w brodę. Byłem kretynem, ale zadowolonym kretynem. Nie wiem, z czego tak naprawdę się cieszyłem, skoro nie potrzebowałem jej osoby ani towarzystwa. Przynajmniej tak sobie to wciskałem, próbowałem wbić do głowy. Ale taka była prawda, czyż nie?
I się tak pięknie rumieniła... Wprawiała mnie to w stan, gdzie miałem ochotę robić więcej i więcej tych rumieńców. Dobra, oddychamy paniczu Rookwood!
- Nie tego oczekiwałem - odparłem do niej rozbawiony, bo nie potrafiłem, ale też nie chciałem opanować emocji. Było mi z tym lżej na piersi, na ramionach. Odłożyłem w czasie analizę tego zachowania i jego poprawności, bo nie chciałem pozbywać się tego uczucia. Było poniekąd uzależniające, a ja miałem skłonności do używek.
- Obawiam się, że teraz nie będę mógł ofiarować ci spokoju, co wiąże się z tym, że będę za tobą chodził niczym cień, Paxton - kontynuowałem, poniekąd ją przedrzeźniając. Sama mówiła mi po nazwisku, więc zamierzałem się odwdzięczyć tym samym. Chociaż, może bardziej preferowałem korzystanie z jej imienia? Paxton? Avelina? Nie potrafiłem się zdecydować. Może zależeć będzie od momentu?
Stuknąłem ją zaczepnie w ramię. Nie za lekko, ale też nie za mocno. Po naszym pierwszym spotkaniu wnioskowałem, że nie była zbyt silna, a ja z kolei byłem jak najbardziej.
- I wspomniałaś... Tak mi się przypomniało, że mącę ci w głowie? Stąd te rumieńce? - zagaiłem, chcąc nieco jej podokuczać.
Obróciłem się w poprzednim kierunku z uśmiechem satysfakcji na wargach, po czym zachichotałem. Jej mina była nie do opisania. Nadal miałem ochotę zbesztać ją za przygryzanie warg, ale postanowiłem nieco opóźnić to w czasie. Mieliśmy przed sobą cały ten czas na świecie by się nieco poznać i trochę się pognoić.