12.07.2023, 21:46 ✶
Miał szczęście być mężczyzną w świecie, który ich faworyzował i poza obowiązkiem przedłużenia rodu, mógł robić właściwie to, na co miał ochotę. Był pierworodnym, oczkiem w głowie — jak się Cynthi wydawało — rodziców. Kobiety były natomiast kartą przetargową, musiały zostać jak najlepiej wżenione, aby przynieść korzyść obu rodzinom i zwiększyć potencjał magiczny, a potem już zająć się domem oraz haftowaniem. Mnóstwo czynników składało się na posiadanie opinii dobrej kandydatki, która mogłaby zostać rozpatrzona przez najpotężniejszych przedstawicieli skorowidza, bo czystokrwiści i szanujący się czarodzieje poza niego raczej nie spoglądali. Śmierć Edwarda dała jej trochę czasu, mogła skupić się na nauce oraz karierze, unikała i zwodziła tematu, ale doskonale wiedziała, że prędzej czy później ojciec oznajmi jej, że znalazł odpowiedniego jegomościa. I na nic zda się fakt, że była córeczką tatusia, ulubienicą — w tej całej grze chodziło przecież o coś więcej. O historie, legendę, dbanie o tradycję i wykluczanie mugoli ze swojej linii, ot co. Z biegiem lat zobojętniała, nauczyła się dostosowywać i zmieniać maski, a prawdziwa Cyna.. Cóż, kto wie, jaka właściwie była? Czasem miała wrażenie, że już zapomniała.
Lata praktyki i obcowania z ludźmi, wykształcenie sprawiły, że zauważenie złego samopoczucia u mężczyzny nie stanowiło dla niej żadnego problemu. I mógł się kłócić, dyskutować lub odmówić — jego wola, ona ze względu na swoją normalną relację z Theonem oraz sympatię między ich rodzinami, chciała po prostu oszczędzić mu kłopotu. Mężczyzna taki, jak Nicholas z pewnością nie życzył sobie współczucia lub podejrzenia o słabość, a tym mogłoby się skończyć opuszczenie jej prosektorium, o czym świadczyła barwiąca skórę krew. Ojciec zawsze mówił, że Yaxleyowie są po jednej stronie barykady z Flintami, tego więc się trzymała.
Odłożyła papiery na bok, zaraz przy skończonym raporcie. Przekręciła głowę na bok na jego słowa, kiwając jedynie delikatnie w ramach podziękowania, zupełnie ich nie komentując. Nie sprawiał wrażenia chętnego wejścia w żadną relację, a blondynka nie była typem narzucającego się drugiej osobie człowieka. Zresztą, nadal nie zdecydowała, która z masek będzie odpowiednia przy tej konwersacji.
- To Pana decyzja, a jest Pan mądrym człowiekiem. - powiedziała jedynie, pozwalając sobie na delikatne wzruszenie ramion. Nie chodziło o samą herbatę, zamierzała postawić go na nogi na tyle, aby nikt, kogo mógłby spotkać po drodze nie zwrócił uwagi na bladość jego skóry, płytkość oddechu, drgające na szyi żyły lub okazjonalnie pojawiające się kropelki potu na skroniach. Tworzył wizerunek perfekcyjnego, ale chłodnego i pełnego dystansu przedstawiciela departamentu tajemnic, a więc tego należało się trzymać.
- Nikt już tutaj nie przyjdzie. - zaczęła wstając, jakby chciała go uspokoić, że tylko ona będzie świadkiem ataku jego przypadłości. Ruszyła w stronę czajnika, chcąc zagotować wody. Przygotowała również filiżankę, ale oprócz niej z szafki zamykanej na kluczyk, do której poszła do ich kanciapy, podpisanej inicjałami "C.F", wyjęła niewielką fiolkę. Odgłos obcasów rozniósł się echem po pustym i wysokim pomieszczeniu kostnicy, gdy dziewczyna stanęła obok Nicholasa i odstawiła fiolkę na stół. - Mogę? - zapytała jedynie, a gdy ten przytaknął i tylko wtedy, pchnęła go delikatnie na fotel, odchylając nieco głowę do tyłu. Spojrzała w błękitne oczy, palcami przyłożonymi do szyi w odpowiednim miejscu sprawdziła rytm uderzeń serca, a także przysłuchiwała się temu, jak oddychał. Wyjęła mu z rąk chusteczkę, przecierając ze skóry czerwone zabarwienie. - Jest Pan przemęczony, za długo Pan również siedział — był Pan dziś na zewnątrz? - cofnęła się, prostując i zwiększając dystans między nimi, obdarzyła go jeszcze pociągłym spojrzeniem, zanim ruszyła w kierunku gwiżdżącego czajnika. Miała tu mnóstwo herbat, ale i ziół, których odpowiedniej mieszanki szukała w pojemniczkach, wahając ich zawartość, a nie tylko sprawdzając etykiety.
Lata praktyki i obcowania z ludźmi, wykształcenie sprawiły, że zauważenie złego samopoczucia u mężczyzny nie stanowiło dla niej żadnego problemu. I mógł się kłócić, dyskutować lub odmówić — jego wola, ona ze względu na swoją normalną relację z Theonem oraz sympatię między ich rodzinami, chciała po prostu oszczędzić mu kłopotu. Mężczyzna taki, jak Nicholas z pewnością nie życzył sobie współczucia lub podejrzenia o słabość, a tym mogłoby się skończyć opuszczenie jej prosektorium, o czym świadczyła barwiąca skórę krew. Ojciec zawsze mówił, że Yaxleyowie są po jednej stronie barykady z Flintami, tego więc się trzymała.
Odłożyła papiery na bok, zaraz przy skończonym raporcie. Przekręciła głowę na bok na jego słowa, kiwając jedynie delikatnie w ramach podziękowania, zupełnie ich nie komentując. Nie sprawiał wrażenia chętnego wejścia w żadną relację, a blondynka nie była typem narzucającego się drugiej osobie człowieka. Zresztą, nadal nie zdecydowała, która z masek będzie odpowiednia przy tej konwersacji.
- To Pana decyzja, a jest Pan mądrym człowiekiem. - powiedziała jedynie, pozwalając sobie na delikatne wzruszenie ramion. Nie chodziło o samą herbatę, zamierzała postawić go na nogi na tyle, aby nikt, kogo mógłby spotkać po drodze nie zwrócił uwagi na bladość jego skóry, płytkość oddechu, drgające na szyi żyły lub okazjonalnie pojawiające się kropelki potu na skroniach. Tworzył wizerunek perfekcyjnego, ale chłodnego i pełnego dystansu przedstawiciela departamentu tajemnic, a więc tego należało się trzymać.
- Nikt już tutaj nie przyjdzie. - zaczęła wstając, jakby chciała go uspokoić, że tylko ona będzie świadkiem ataku jego przypadłości. Ruszyła w stronę czajnika, chcąc zagotować wody. Przygotowała również filiżankę, ale oprócz niej z szafki zamykanej na kluczyk, do której poszła do ich kanciapy, podpisanej inicjałami "C.F", wyjęła niewielką fiolkę. Odgłos obcasów rozniósł się echem po pustym i wysokim pomieszczeniu kostnicy, gdy dziewczyna stanęła obok Nicholasa i odstawiła fiolkę na stół. - Mogę? - zapytała jedynie, a gdy ten przytaknął i tylko wtedy, pchnęła go delikatnie na fotel, odchylając nieco głowę do tyłu. Spojrzała w błękitne oczy, palcami przyłożonymi do szyi w odpowiednim miejscu sprawdziła rytm uderzeń serca, a także przysłuchiwała się temu, jak oddychał. Wyjęła mu z rąk chusteczkę, przecierając ze skóry czerwone zabarwienie. - Jest Pan przemęczony, za długo Pan również siedział — był Pan dziś na zewnątrz? - cofnęła się, prostując i zwiększając dystans między nimi, obdarzyła go jeszcze pociągłym spojrzeniem, zanim ruszyła w kierunku gwiżdżącego czajnika. Miała tu mnóstwo herbat, ale i ziół, których odpowiedniej mieszanki szukała w pojemniczkach, wahając ich zawartość, a nie tylko sprawdzając etykiety.