12.07.2023, 21:48 ✶
Widziała każdego z nich osobno tysiące razy, ale zobaczenie razem i to w momencie, gdy Tori nosiła na palcu pierścionek, sprawiło, że zlustrowała ich spojrzeniem błękitnych oczu nieco dłużej, niż powinna. Wizualnie byli parą atrakcyjną, a jeśli wierzyć temu, co podczas ich babskiej randki opowiadała jej przyjaciółka, wszystko było na dobrej drodze przynajmniej ku przyjaźni, która przecież mogła być solidnym fundamentem pod leniwie kiełkujące uczucie. Czy mogli się pokochać? Nie była pewna, ale z drugiej strony, co Cynthia o miłości wiedziała? Chcąc lub nie, musiała zaufać Saurielowi, powierzyć mu swoją niepowiązaną krwią siostrę i liczyć, że tego nie popsuje.
Dźwięk jego głosu, wypowiadane słowa sprawiły, że brew jej nieco drgnęła, jednak w wyuczonym uśmiechu uniosła kąciki ust, skupiając przez ułamek sekundy wzrok bezpośrednio na jego ciemnych oczach.
- Jak zawsze szarmancki i czarujący, Mroczny Książe. - odparła równie uroczo, pozwalając sobie na ten niewinny ton głosu, który czasem wykorzystywała w pracy. Potem jednak subtelnie wywróciła oczami, a twarz jej złagodniała i zdawała się zastygnąć w obojętnym bezruchu. Lubiła Rookwooda na swój pokrętny sposób, jednak w żaden sposób nie był dla niej jednostką atrakcyjną. Czy kobiety łapały się na takie pochlebstwa i uśmieszek? Mimowolnie zerknęła na Tori, zdawało się, że coś na jej twarzy drgnęło, jednak mogło to być tylko złudzenie. Przytulenie przez przyjaciółkę, nawet jeśli chłodne — było przyjemne. Wszak czym dla koronera nowym było zimno i dreszcz przebiegający na karku. Zignorowała komentarz narzeczonego trzymanej jeszcze chwilę w ramionach kobiety, lustrując ją uważnie wzrokiem. - Z chłodem Ci do twarzy. Wolałabym jednak, aby nie było następnych takich wycieczek oraz artykułów, dopóki się nie odezwałaś, odchodziłam od zmysłów.
W jej głosie rozbrzmiała nienaturalna aż dla niej szczerość, łagodność i troska, które rozpłynęły się równie szybko, co pojawiły.
Poprowadziła ich do salonu, chociaż Lestrange znała drogę, setki razy bywała, ba, nawet nocowała w tym domu. Migotka ją uwielbiała, posiadłość i okoliczne tereny nie miały praktycznie przed czarnowłosą żadnych tajemnic.
- Zostałeś tu przyprowadzony, czy chciałeś dać się przyprowadzić? - zaczęła tylko, podnosząc na niego spojrzenie i po upiciu z filiżanki, wstała, kierując się do barku swojego ojca. Pamiętała, co lubił Louvain, ale nie miała pojęcia, jakie trunki preferował Rookwood. Była pewna, że istniała w nim malutka cząstka, która nie chciała po ostatnich wydarzeniach puścić Victorii samej po nocy, nawet do Cynthii. Była zbyt popularna, narobiła sobie wrogów. Nie chciała zagłębiać się jednak za bardzo w konflikt, dla którego Beltane było tylko iskrą. - Whisky? Burbon? A może rumu? - zapytała go, przyglądając się butelką, a gdy odpowiedział, przygotowała trunek i podała mu, przenosząc wzrok na stół. - Wybacz mi ten nietakt, straciłam poczucie czasu. Znalazłeś coś interesującego? Obawiam się, że nie ma tam nic na Twoje ulubione tematy.
I znów uśmiechnęła się słodko, odszukując jego spojrzenie. Gdy się wyprostowała, wygładziła sukienkę oraz poprawiła włosy, kierując się na kilka chwil do kuchni, aby przygotować przyjaciółce herbaty, która wylądowała w eleganckiej filiżance i w towarzystwie jakichś ciastek, które miała w domowej puszce. Na jej słowa westchnęła z rezygnacją, dając tym samym znać, że niezbyt podobała się jej nieobecność tej dwójki w domu, zwłaszcza w obecnej sytuacji, gdzie każdy bywał podejrzany.
- Ojciec popłynął chyba w okolicę Grenlandii, ma wrócić za trzy lub cztery dni, zależnie od pogody oraz rozładunku. Castiel natomiast.. Sama chciałabym wiedzieć. Mój brat odkrył w sobie żeglarza, pływa tym swoim jachtem gdzieś po świecie, przypuszczam, że nie sam, aczkolwiek nie chce ojcu robić nadziei. Czasem wyśle list. - wyjaśniła, zajmując miejsce i sięgając po swój wciąż gorący napar. Specjalnie usiadła tak, aby ich dwójkę dokładnie widzieć. - To prawda, kostnica wypełniona po brzegi, brakuje nam rąk do pracy. Nie wszystkie trupy zostały zidentyfikowane, wciąż są zaginieni, a przecież rozwój wypadków na Beltane wcale nie sprawił, że cała reszta zagadkowych śmierci dookoła ustała. - kontynuowała ze spokojem, może nawet odrobiną ekscytacji, której jawnie nie wypadało. Cynthia taka już jednak była, odrobinę upośledzona emocjonalnie, skupiona przesadnie na pracy, jakby miała to być ucieczką przed okropną dla kobiet rzeczywistością. Zwilżyła wargi, pozbywając się z nich resztek napoju, odszukując następnie oczu przyjaciółki. - Nie jesteś tu jednak po to, aby obgadywać festyn. Konwencjonalne metody wciąż nie odnalazły przyczyny, a tym bardziej rozwiązania Twojego problemu, prawda? Jak się czujesz?
Jej przypadek był — doprawdy, fascynujący i Cyna nie mogła ukryć iskierek w oczach, ciężko było jednak dokładnie je sprecyzować.
Dźwięk jego głosu, wypowiadane słowa sprawiły, że brew jej nieco drgnęła, jednak w wyuczonym uśmiechu uniosła kąciki ust, skupiając przez ułamek sekundy wzrok bezpośrednio na jego ciemnych oczach.
- Jak zawsze szarmancki i czarujący, Mroczny Książe. - odparła równie uroczo, pozwalając sobie na ten niewinny ton głosu, który czasem wykorzystywała w pracy. Potem jednak subtelnie wywróciła oczami, a twarz jej złagodniała i zdawała się zastygnąć w obojętnym bezruchu. Lubiła Rookwooda na swój pokrętny sposób, jednak w żaden sposób nie był dla niej jednostką atrakcyjną. Czy kobiety łapały się na takie pochlebstwa i uśmieszek? Mimowolnie zerknęła na Tori, zdawało się, że coś na jej twarzy drgnęło, jednak mogło to być tylko złudzenie. Przytulenie przez przyjaciółkę, nawet jeśli chłodne — było przyjemne. Wszak czym dla koronera nowym było zimno i dreszcz przebiegający na karku. Zignorowała komentarz narzeczonego trzymanej jeszcze chwilę w ramionach kobiety, lustrując ją uważnie wzrokiem. - Z chłodem Ci do twarzy. Wolałabym jednak, aby nie było następnych takich wycieczek oraz artykułów, dopóki się nie odezwałaś, odchodziłam od zmysłów.
W jej głosie rozbrzmiała nienaturalna aż dla niej szczerość, łagodność i troska, które rozpłynęły się równie szybko, co pojawiły.
Poprowadziła ich do salonu, chociaż Lestrange znała drogę, setki razy bywała, ba, nawet nocowała w tym domu. Migotka ją uwielbiała, posiadłość i okoliczne tereny nie miały praktycznie przed czarnowłosą żadnych tajemnic.
- Zostałeś tu przyprowadzony, czy chciałeś dać się przyprowadzić? - zaczęła tylko, podnosząc na niego spojrzenie i po upiciu z filiżanki, wstała, kierując się do barku swojego ojca. Pamiętała, co lubił Louvain, ale nie miała pojęcia, jakie trunki preferował Rookwood. Była pewna, że istniała w nim malutka cząstka, która nie chciała po ostatnich wydarzeniach puścić Victorii samej po nocy, nawet do Cynthii. Była zbyt popularna, narobiła sobie wrogów. Nie chciała zagłębiać się jednak za bardzo w konflikt, dla którego Beltane było tylko iskrą. - Whisky? Burbon? A może rumu? - zapytała go, przyglądając się butelką, a gdy odpowiedział, przygotowała trunek i podała mu, przenosząc wzrok na stół. - Wybacz mi ten nietakt, straciłam poczucie czasu. Znalazłeś coś interesującego? Obawiam się, że nie ma tam nic na Twoje ulubione tematy.
I znów uśmiechnęła się słodko, odszukując jego spojrzenie. Gdy się wyprostowała, wygładziła sukienkę oraz poprawiła włosy, kierując się na kilka chwil do kuchni, aby przygotować przyjaciółce herbaty, która wylądowała w eleganckiej filiżance i w towarzystwie jakichś ciastek, które miała w domowej puszce. Na jej słowa westchnęła z rezygnacją, dając tym samym znać, że niezbyt podobała się jej nieobecność tej dwójki w domu, zwłaszcza w obecnej sytuacji, gdzie każdy bywał podejrzany.
- Ojciec popłynął chyba w okolicę Grenlandii, ma wrócić za trzy lub cztery dni, zależnie od pogody oraz rozładunku. Castiel natomiast.. Sama chciałabym wiedzieć. Mój brat odkrył w sobie żeglarza, pływa tym swoim jachtem gdzieś po świecie, przypuszczam, że nie sam, aczkolwiek nie chce ojcu robić nadziei. Czasem wyśle list. - wyjaśniła, zajmując miejsce i sięgając po swój wciąż gorący napar. Specjalnie usiadła tak, aby ich dwójkę dokładnie widzieć. - To prawda, kostnica wypełniona po brzegi, brakuje nam rąk do pracy. Nie wszystkie trupy zostały zidentyfikowane, wciąż są zaginieni, a przecież rozwój wypadków na Beltane wcale nie sprawił, że cała reszta zagadkowych śmierci dookoła ustała. - kontynuowała ze spokojem, może nawet odrobiną ekscytacji, której jawnie nie wypadało. Cynthia taka już jednak była, odrobinę upośledzona emocjonalnie, skupiona przesadnie na pracy, jakby miała to być ucieczką przed okropną dla kobiet rzeczywistością. Zwilżyła wargi, pozbywając się z nich resztek napoju, odszukując następnie oczu przyjaciółki. - Nie jesteś tu jednak po to, aby obgadywać festyn. Konwencjonalne metody wciąż nie odnalazły przyczyny, a tym bardziej rozwiązania Twojego problemu, prawda? Jak się czujesz?
Jej przypadek był — doprawdy, fascynujący i Cyna nie mogła ukryć iskierek w oczach, ciężko było jednak dokładnie je sprecyzować.