12.07.2023, 21:51 ✶
Błysk w niebieskich oczach Cathala sprawił, że przez moment po prostu patrzyła w milczeniu, jakby trochę zahipnotyzowana, a trochę szukająca inspiracji oraz zaskoczona. Jawnie rzucał jej wyzwanie, jawnie ją prowokował, a że Cynthia była kobietą dumną i ambitną, będzie musiała przejść samą siebie. Trudno będzie przebić grobowiec czy gabinet luster, ale może piękno tkwi w prostocie i zaskoczy go czymś w zupełnie innym stylu, mniej ekstrawaganckim, niż podejrzewał?
Ciekawość zawsze podsycała zainteresowanie, podobnie jak tajemnice. Jakby w zastanowieniu przesunęła wzrokiem po otaczających ich lustrach, nieco zachęcona wizją nagrody, ale i gnana samą ciekawością. Jaka tafla mogła być jego ulubioną? Lustro pragnień wydawało się jej zbyt banalne, wspomnień zbyt odległe i zakurzone, Jasnowłosy wszak był człowiekiem praktycznym poza swoją miłością do archeologii. Zdawało się jej, że lubił grzebać w przeszłości miejsc i ludzi, których od setek lat nie było, ale nie we własnej. Jego słowa znów były w punkt, myślała przecież tak samo. Ciekawość oraz chęć posiadania lub zagłębienia wiedzy była paliwem, pozwalała przekraczać własne granice. - Balansowanie na krawędzi przyzwoitej, a nieprzyzwoitej chciwości bywa zgubna, Cathalu. Bo co, jeśli w pewnym momencie będziemy chcieli po prostu wszystko? - odparła najpierw, zainteresowana tym, co mógłby jej odpowiedzieć, odwracając twarz w jego stronę i lustrując jego twarz wzrokiem. Myślała nad tym, ile prawdy kryło się w tym, że jeśli czegoś się chciało, to wszystko dookoła pozwalało to osiągnąć i to od nas samych zależał w dużej mierze nas sukces, napędzany w tej koncepcji właśnie chciwością. Złapanie jego dłoni wydawało się jej niepokojąco naturalne, o dziwo przyjemne, bo zwykle forma kontaktu fizycznego z drugim człowiekiem — którą zwykle wymuszała, jeśli było to konieczne do dotarcia do celu, wzbudzała w niej niesmak oraz dyskomfort. Jego dłoń była przyjemnie ciepła, stabilna i być może była to najgłupsza z myśli, która przemknęła przez umysł koronera, ale dobrze leżała w jej własnej.
Nie wiedziała, czego po lustrach się spodziewać, ale prawdą było, że nic bardziej wstrząsającego, niż twarz własnej matki nie mogło się już chyba pojawić, a przynajmniej nic nie przychodziło jej do głowy. Miała zaburzone odczuwanie strachu, lęk praktycznie jej nie nawiedzał i być może dlatego zareagowała na widok kobiety w taki, a nie inny sposób. Czasem miała wrażenie, że zamknęła jej oblicze w jakimś ciemnym pudełku, schowanym najgłębiej, jak się da we własnym umyśle i wspomnieniach. Musiała mieć wszystko pod kontrolą, nie umiała w inny sposób funkcjonować.
Nie pragnęła ich mocno, żaden obraz nie przedstawiał tego, co mogłaby chcieć w zamian za to, co już miała w dłoniach. Dosłownie i w przenośni. Niewątpliwym atutem dziewczyny, a przynajmniej ona sama tak uważała, było podejmowanie decyzji tak, aby nie żałować. Nigdy wiec nie gdybała, nie odwracała się za siebie, nie szukała porzuconych już ścieżek, które do niczego nie mogły doprowadzić. Prawdopodobnie odczuwanie poczucia żalu było kolejnym zaburzeniem wywołanym przez zbyt wiele masek, które przywdziewała.
- Dlatego zdajesz się zupełnie nie reagować na to, co w nich widzisz.. - dokończyła pod nosem, szeptem, a kąciki ust drgnęły jej ku górze. Był przygotowany, przyprowadził ją tu, bo chciał wiedzieć i sprawdzić, jak ona poradzi sobie z wizjami niesionymi przez zaczarowane szkło? Cwany list z tego Shafiqa. - Jeśli zaczniesz wątpić w drogę, którą poszedłeś, rozleci Ci się cała teraźniejszość i być może zrujnuje przyszłość. To nie kwestia bycia szczęściarą, mój Drogi, to po prostu świadomość swoich wyborów. Patrząc jednak na Ciebie, wydaje mi się, że masz tak samo. - przerwała na chwilę, powracając do niego wzrokiem, przez co musiała trochę odchylić do tyłu głowę, a poprawiony wcześniej warkocz, znów uciekł na plecy. - Cokolwiek widzisz w lustrach, nie zmieniłbyś rzeczywistości na ten obraz. Niezależnie, czy czujesz żal, smutek, szczęście czy tęsknotę. Zwłaszcza jeśli są to rzeczy, które możesz urzeczywistnić z miejsca, w którym jesteś. Nic więc straconego.
Sugerowała mu tym samym, że zawsze postrzegała go jako człowieka niebywale konsekwentnego, odpowiedzialnego. Owszem, może czasem postępował wbrew sobie, a już na pewno wbrew regułom towarzyszącym magicznemu społeczeństwu, ale zawsze tak, aby mógł z tym wstać następnego dnia. Nie była pewna, czy ma rację, wszak Shafiq niewiele o sobie mówił.
- Oczywiście. Nie mogę się doczekać. - uśmiechnęła się zadziornie, ściskając odrobinę jego dłoń, autentycznie pchana ciekawością, być może chcąc nieco podchwycić jego przebiegłość i obserwować jego reakcje na to, co jawiły im zwierciadła. Victoria miała rację, inteligentni mężczyźni byli niebezpieczni i nieśli ze sobą ryzyko. Szli chwilę w ciszy, a Cyna starała się nie spoglądać w każdą kolejną taflę, aby nie dostać oczopląsu, bo te zmieniały się dość szybko. Często więc wracała wzrokiem do niego, jego oczu czy ramion, czasem do dłoni, która zamykała jej własną, aby nie zwariować.
- To może być problematyczne. - stwierdziła z zaintrygowaniem, bo nie bardzo wiedziała, co zobaczy. Nie zdawała sobie sprawy, co jej głowa uznała za wspomnienie najgorsze, jak się teraz nad tym zastanawiała. Moment, gdy ojciec przedstawił jej tego nieszczęsnego Edwarda? A może słoje, szopę i echo słów, które tam padły? Pierwsze zniszczone przez nią serce, podczas nauki? Mała obawa rozpaliła się gdzieś w jej wnętrzu, że kryło się tam coś, co wyparła z pamięci, o czym sama nie wiedziała, bo miałoby zbyt duży wpływ na jej codzienność. Nie była jednak tchórzem. Nim jednak spojrzała, utkwiła spojrzenie w mężczyźnie, obserwując jego reakcję. Stał niewzruszony, coś się tliło w jego oczach, ale nie było to przerażenie. Przypominał kamienny posąg, oswojony ze swoim koszmarem. Cokolwiek przedstawiał obraz, musiało długo w nim dojrzewać, być może prześladować na tyle, że się z tym oswoił? Przy pierwszym poznaniu, Cathal nie wydawał się tak silnym człowiekiem, jakim jawił się jej teraz, bo czy strach i to, co rozbudzał, nie było największą słabością ludzkości? Nie on pchał do tego, co było w nas najbardziej żałosne, nie skłaniał do uczynków godnych potępienia? Opanowanie strachu — niezaburzenia jego odczuwania — opanowanie własnych horrorów sprawiło, że było się trochę niepokonanym.
- Nie zrozum mnie źle, ale wyglądasz, jakbyś żył w harmonii z tym, co powinno Cię paraliżować. Fascynujący z Ciebie człowiek. - rzuciła znów ciszej, jakby atmosfera przed lustrem skłaniała do szeptu swoją nietypową aurą, niepewnością. Jej ramię znalazło się jakoś bliżej niego, jakby nieświadomie chciała go wesprzeć, jednak nie miała czasu już nad tym gdybać, bo wyprostowała głowę i pozwoliła spojrzeniu zatonąć w spokojnej na pozór tafli. Obrazy przeskakiwały, jakby nie mogło się zdecydować. Jeszcze chwila, a Cynthia naprawdę uwierzy, że Cathal usiłował zdjąć jej maskę, rozbić lodową podobiznę na tysiące odłamków, gdy z odmętów i mgły znów wyłoniła się sylwetka jej matki. Starała się jednak ze wszelką cenę pozostać opanowaną, kontrolować każdy mięsień w ciele, może poza szczęką, która niezauważenie się zacisnęła.
Ciekawość zawsze podsycała zainteresowanie, podobnie jak tajemnice. Jakby w zastanowieniu przesunęła wzrokiem po otaczających ich lustrach, nieco zachęcona wizją nagrody, ale i gnana samą ciekawością. Jaka tafla mogła być jego ulubioną? Lustro pragnień wydawało się jej zbyt banalne, wspomnień zbyt odległe i zakurzone, Jasnowłosy wszak był człowiekiem praktycznym poza swoją miłością do archeologii. Zdawało się jej, że lubił grzebać w przeszłości miejsc i ludzi, których od setek lat nie było, ale nie we własnej. Jego słowa znów były w punkt, myślała przecież tak samo. Ciekawość oraz chęć posiadania lub zagłębienia wiedzy była paliwem, pozwalała przekraczać własne granice. - Balansowanie na krawędzi przyzwoitej, a nieprzyzwoitej chciwości bywa zgubna, Cathalu. Bo co, jeśli w pewnym momencie będziemy chcieli po prostu wszystko? - odparła najpierw, zainteresowana tym, co mógłby jej odpowiedzieć, odwracając twarz w jego stronę i lustrując jego twarz wzrokiem. Myślała nad tym, ile prawdy kryło się w tym, że jeśli czegoś się chciało, to wszystko dookoła pozwalało to osiągnąć i to od nas samych zależał w dużej mierze nas sukces, napędzany w tej koncepcji właśnie chciwością. Złapanie jego dłoni wydawało się jej niepokojąco naturalne, o dziwo przyjemne, bo zwykle forma kontaktu fizycznego z drugim człowiekiem — którą zwykle wymuszała, jeśli było to konieczne do dotarcia do celu, wzbudzała w niej niesmak oraz dyskomfort. Jego dłoń była przyjemnie ciepła, stabilna i być może była to najgłupsza z myśli, która przemknęła przez umysł koronera, ale dobrze leżała w jej własnej.
Nie wiedziała, czego po lustrach się spodziewać, ale prawdą było, że nic bardziej wstrząsającego, niż twarz własnej matki nie mogło się już chyba pojawić, a przynajmniej nic nie przychodziło jej do głowy. Miała zaburzone odczuwanie strachu, lęk praktycznie jej nie nawiedzał i być może dlatego zareagowała na widok kobiety w taki, a nie inny sposób. Czasem miała wrażenie, że zamknęła jej oblicze w jakimś ciemnym pudełku, schowanym najgłębiej, jak się da we własnym umyśle i wspomnieniach. Musiała mieć wszystko pod kontrolą, nie umiała w inny sposób funkcjonować.
Nie pragnęła ich mocno, żaden obraz nie przedstawiał tego, co mogłaby chcieć w zamian za to, co już miała w dłoniach. Dosłownie i w przenośni. Niewątpliwym atutem dziewczyny, a przynajmniej ona sama tak uważała, było podejmowanie decyzji tak, aby nie żałować. Nigdy wiec nie gdybała, nie odwracała się za siebie, nie szukała porzuconych już ścieżek, które do niczego nie mogły doprowadzić. Prawdopodobnie odczuwanie poczucia żalu było kolejnym zaburzeniem wywołanym przez zbyt wiele masek, które przywdziewała.
- Dlatego zdajesz się zupełnie nie reagować na to, co w nich widzisz.. - dokończyła pod nosem, szeptem, a kąciki ust drgnęły jej ku górze. Był przygotowany, przyprowadził ją tu, bo chciał wiedzieć i sprawdzić, jak ona poradzi sobie z wizjami niesionymi przez zaczarowane szkło? Cwany list z tego Shafiqa. - Jeśli zaczniesz wątpić w drogę, którą poszedłeś, rozleci Ci się cała teraźniejszość i być może zrujnuje przyszłość. To nie kwestia bycia szczęściarą, mój Drogi, to po prostu świadomość swoich wyborów. Patrząc jednak na Ciebie, wydaje mi się, że masz tak samo. - przerwała na chwilę, powracając do niego wzrokiem, przez co musiała trochę odchylić do tyłu głowę, a poprawiony wcześniej warkocz, znów uciekł na plecy. - Cokolwiek widzisz w lustrach, nie zmieniłbyś rzeczywistości na ten obraz. Niezależnie, czy czujesz żal, smutek, szczęście czy tęsknotę. Zwłaszcza jeśli są to rzeczy, które możesz urzeczywistnić z miejsca, w którym jesteś. Nic więc straconego.
Sugerowała mu tym samym, że zawsze postrzegała go jako człowieka niebywale konsekwentnego, odpowiedzialnego. Owszem, może czasem postępował wbrew sobie, a już na pewno wbrew regułom towarzyszącym magicznemu społeczeństwu, ale zawsze tak, aby mógł z tym wstać następnego dnia. Nie była pewna, czy ma rację, wszak Shafiq niewiele o sobie mówił.
- Oczywiście. Nie mogę się doczekać. - uśmiechnęła się zadziornie, ściskając odrobinę jego dłoń, autentycznie pchana ciekawością, być może chcąc nieco podchwycić jego przebiegłość i obserwować jego reakcje na to, co jawiły im zwierciadła. Victoria miała rację, inteligentni mężczyźni byli niebezpieczni i nieśli ze sobą ryzyko. Szli chwilę w ciszy, a Cyna starała się nie spoglądać w każdą kolejną taflę, aby nie dostać oczopląsu, bo te zmieniały się dość szybko. Często więc wracała wzrokiem do niego, jego oczu czy ramion, czasem do dłoni, która zamykała jej własną, aby nie zwariować.
- To może być problematyczne. - stwierdziła z zaintrygowaniem, bo nie bardzo wiedziała, co zobaczy. Nie zdawała sobie sprawy, co jej głowa uznała za wspomnienie najgorsze, jak się teraz nad tym zastanawiała. Moment, gdy ojciec przedstawił jej tego nieszczęsnego Edwarda? A może słoje, szopę i echo słów, które tam padły? Pierwsze zniszczone przez nią serce, podczas nauki? Mała obawa rozpaliła się gdzieś w jej wnętrzu, że kryło się tam coś, co wyparła z pamięci, o czym sama nie wiedziała, bo miałoby zbyt duży wpływ na jej codzienność. Nie była jednak tchórzem. Nim jednak spojrzała, utkwiła spojrzenie w mężczyźnie, obserwując jego reakcję. Stał niewzruszony, coś się tliło w jego oczach, ale nie było to przerażenie. Przypominał kamienny posąg, oswojony ze swoim koszmarem. Cokolwiek przedstawiał obraz, musiało długo w nim dojrzewać, być może prześladować na tyle, że się z tym oswoił? Przy pierwszym poznaniu, Cathal nie wydawał się tak silnym człowiekiem, jakim jawił się jej teraz, bo czy strach i to, co rozbudzał, nie było największą słabością ludzkości? Nie on pchał do tego, co było w nas najbardziej żałosne, nie skłaniał do uczynków godnych potępienia? Opanowanie strachu — niezaburzenia jego odczuwania — opanowanie własnych horrorów sprawiło, że było się trochę niepokonanym.
- Nie zrozum mnie źle, ale wyglądasz, jakbyś żył w harmonii z tym, co powinno Cię paraliżować. Fascynujący z Ciebie człowiek. - rzuciła znów ciszej, jakby atmosfera przed lustrem skłaniała do szeptu swoją nietypową aurą, niepewnością. Jej ramię znalazło się jakoś bliżej niego, jakby nieświadomie chciała go wesprzeć, jednak nie miała czasu już nad tym gdybać, bo wyprostowała głowę i pozwoliła spojrzeniu zatonąć w spokojnej na pozór tafli. Obrazy przeskakiwały, jakby nie mogło się zdecydować. Jeszcze chwila, a Cynthia naprawdę uwierzy, że Cathal usiłował zdjąć jej maskę, rozbić lodową podobiznę na tysiące odłamków, gdy z odmętów i mgły znów wyłoniła się sylwetka jej matki. Starała się jednak ze wszelką cenę pozostać opanowaną, kontrolować każdy mięsień w ciele, może poza szczęką, która niezauważenie się zacisnęła.