Wolał blondynki, ale czy zamieniłby ten pierścionek z dłoni Victorii na dłoń Cynthii? Nie. Albo na dłoń jakiejkolwiek innej blondynki, którą znał? Hell no. Fizyczność stała poniżej tego, co było dla niego naprawdę istotne. Nie można tutaj było mówić o jakimś wyborze, właściwie o jakimkolwiek, bo tak - zadecydowali ich starzy. Tak wyszło. Natomiast Victoria pokazała mu coś pięknego. Coś, na co nie wpłynął rytuał wianków, co nie miało nic wspólnego z pożądaniem, z fizyczną miłością. Pokazała mu takie ciepło, że nie musiała mieć blond włosów, żeby przypominać światło dnia. I nie musiała mieć przy tym ciepłej skóry. Więc nie ważne było to, że coś dyktowało potrzebę troski o niej - a dyktowało, po tych paru dniach, prawie tygodniu, był pewien. Że pojawiło się COŚ, co ukierunkowywało jego emocjonalność i myśli. Coś, co go wkurwiało do granicy jego wytrzymałości. Starał się tego nie okazywać, stay cool, ale jak to z nim bywało - kiepsko wychodziło mu ukrywanie emocji. Zwłaszcza tych silniejszych. Pomagało tylko to, że przy niej się uspakajał.
- Miód na moje serce. - Odparł słysząc taki piękny zwrot posłany w jego kierunku. Ułożył dłoń na klatce piersiowej, jakby rzeczywiście jakkolwiek miało teraz zabić to wielkie kokoro, ale nie. Na szczęście pozostawało tak samo martwiutkie. Nie znaczyło to, że przez to mniej mu się podobał ten śmieszny zwrot, jakiego użyła wobec niego Cynthia. Byłoby kłamstwem powiedzenie, że takie teksty nie były w pewien sposób prowokacyjne, tylko kogo prowokowały? W tym wypadku drażniły co najwyżej biedną Victorię, bo Sauriel po prostu nie mógł się powstrzymać. Muszę, albo się uduszę. A mógł - bo przecież wampiry nie oddychają, to i z duszeniem się problemów by nie było. Mimo wszystko tak, jak był gotów na bardzo wiele rzeczy dla swojej Selene, tak nie zamierzał rezygnować z tej małej przyjemności, jaką dawał mu ten niezobowiązujący z jego strony flirt. Dziwnie się robiło dopiero, kiedy kobiety brały go jednak bardziej zobowiązująco. Wtedy już śmiało można było powiedzieć, że to była zabawa cudzym kosztem. Niestety dla reszty społeczeństwa - Sauriel nie był aż tak wspaniałomyślny, żeby poczuć coś na swoim sumieniu z racji tego. Jeśli jednak o Cynthię chodzi to nawet nie był flirt. To była zaczepka, ale i okaz sympatii z jego strony jej względem. Bo tak, dobrze to zostało określone: "lubił ją w pokrętny sposób". Nie mógł mówić o po prostu "lubieniu". Za to na pewno o szacunku. O tym, że trochę ich łączyło. A nawet więcej niż trochę, co wyszło całkiem niedawno, kiedy ostatni raz z Królową Śniegu rozmawiał.
- Prawda? Teraz naprawdę może konkurować z samą Selene zawieszoną na niebie. - Odniósł się do słów Cynthii apropo tego, że z chłodem Victorii było do twarzy. Ale nie zgadzał się z tym. Nie chciał tego mówić, bo nie chciał Victorii sprawia przykrości, ale według niego do twarzy było jej z ciepłem i kawałkiem słońca na twarzy, które łapała szlajając się za przestępcami. - Hmm... - Zatrzymał się w swoich uważnych oględzinach otoczenia, gotów niemalże niuchać wszystkie kąty nowego terytorium, na którym się znalazł i spojrzał na Cynthię, lekko mrużąc oczy. - Jeśli sugerujesz, że jestem jak pies strażniczy, to nie będę zaprzeczać. Z grzeczności. - Smirknął, zajmując swoje miejsce z boku - nie przy samych kobietach. Z tego co zrozumiał to Victoria wiedziała, że się znali. On i Cynthia. I że Cynthia była dla Victorii bardzo ważna. Chciał to uszanować i nie zamierzał też wbijać się w babskie pogadanki, nie potrzebował aktualnie atencji. W końcu Viki już mu zapowiedziała, że jeśli by takowej potrzebował wystarczy dać znać. I nie zamierzał tego przyzwolenia nie wykorzystać przy pierwszej lepszej okazji. - Wszystko. - Odpowiedział na pytanie o alkohol. Zrobił malutką przerwę. - A tak serio to może być rum. - Żeby nie trzymać gospodyni w zbyt długim napięciu tej jakże odpowiedzialnej decyzji... - Zdziwiłabyś się, co może mnie zainteresować... - Mruknął, skupiony chwilowo na tekście. Sauriel był prawdziwą książką wiedzy bezużytecznej. Cóż, przynajmniej Sauriel nie oszukiwał samego siebie, że jest jak dziecko - dasz mu kartkę i kolorowe kredki i będzie zajęte sobą na godziny. W końcu był facetem. Każdy facet był dzieckiem - mniejszym albo większym. Mimo to słuchał. Jak smok na kopcu złota, który zawsze nadstawia czujne ucho.
I dlatego przeszedł go przyjemny dreszcz, poczucie satysfakcji, jakby był artystą, którego dzieła wystawiają. Wystarczyło tylko wspomnieć o tragedii Beltane i jego trupach.
- Zadam kluczowe pytanie każdego z naszych spotkań - widziałaś się z Fergusem? Żyje czy już zdechł?
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.