14.07.2023, 14:41 ✶
Kochał wszystkich ludzi, którzy przewinęli się przez tę salę, to nie uległo jego wątpliwości nawet na moment, dlaczego więc czuł w środku, że chciał powiedzieć Danielle jeszcze gorsze rzeczy, niż te wyduszone w przypływie gniewu? Chciał głośno skomentować to, co próbowała mu jeszcze odpowiedzieć, zanim wyszła z sali - bo domyślał się tych słów: że nie chciała, że to był tylko głupi błąd, albo coś czego nie kontrolowała, ale on by jej w tym momencie po prostu nie uwierzył. Czy chciał, żeby Eden ją stąd wygoniła? Nie. Był zmieszany. Bo jednocześnie miał jej dosyć, z drugiej strony nie był głupi, wiedział dobrze, że jej również na Idzie zależało, a w świetle tego jak przed chwilą walczyła o jej życie, miała takie samo prawo do zostania tutaj jak on... może nawet i większe.
Ale nie powiedział nic. Nie wstał. Nie skinął nawet głową do Bones, chociaż kiedy tylko znajdowała się w tym samym pomieszczeniu co on, wszystko powoli traciło na znaczeniu - chciałby po prostu wrócić do tej chwili, kiedy zeskoczył na dół z majowego pala i zobaczył ją skąpaną w blasku ognisk Beltane. Pewnie oszalał już kompletnie, dużo ludzi mu to mówiło od dawna, wytykając mu dziwaczne reakcje i obsesyjne podejście do bezpieczeństwa, ale to... To już była przesada, żeby być tak rozdartym pomiędzy dwiema kobietami, skoro do tej pory nieszczególnie chciał stać się stałą częścią czyjegoś życia, a koncepcję zostania przy kimś na dłużej zwykł przy przyjaciołach określać słowem „uwiązanie”. I co, teraz się chciał uwiązać do dwóch? Jakim skończonym chujem trzeba było być, żeby w ogóle mieć jakiś dylemat? To wszystko brzmiało tak obco, jakby to wcale nie był on, ale przecież czuł jak wali mu serce. Mogła być zimna jak trup, tak czy siak chciał, żeby trzymała na nim rękę, tak samo jak lgnął do dotyku Malfoy.
Oszalał więc. No i trudno.
No i trudno, bo się i tak przy nich obu czuł jak ćma lecąca do świecy.
Kiedy odkleił dłonie od twarzy, w pomieszczeniu znajdowali się już tylko w trójkę. On, Eden i walcząca o życie pod maską spokoju Ida. Jego wzrok wpierw odwrócił się w stronę siostry i wtedy poczuł, że miał mokrą twarz. Po jego policzkach spływały gorzkie łzy, których nie potrafił powstrzymać nawet mimo prób zaciśnięcia oczu. Nie wiedział jak zareagować, bo nie pamiętał już kiedy ostatnio płakał. Pewnie wtedy, kiedy był dzieckiem, bo wszystkie dzieci płakały, ale jemu życie kazało dojrzeć wyjątkowo wcześnie, a społeczeństwo nie tolerowało łez od takich jak on i Alastor w tę pułapkę wpadł już dawno - to dlatego szybko wytarł twarz rękawem siwej bluzki, chcąc jakkolwiek zamaskować słabość przed Eden. Na to było już za późno. Zanim się zorientował, że płacze, minęło kilka długich sekund.
- Cholera - warknął, uderzając dłonią w blat stolika, ale szybko zreflektował, że od tak gwałtownego ruchu, kucająca przy nim dziewczyna mogła upaść. Szybko złapał ją i przyciągnął do siebie. Nawet kiedy spojrzał na nią wreszcie, miał zaczerwienione poliki i oczy. Musiał pogodzić się z porażką. - Przepraszam, nie chciałem, żebyś mnie takim widziała... - przyznał z wyraźnym bólem, ale nie drążył tematu. Wolałby chyba, żeby go musiała wyciągać na siłę z jakiejś bójki, niż żeby go nakryła na płakaniu z powodu choroby siostry i na nic by było mówienie mu, że to strasznie głupie - dla niego to była normalność. Tak działał ten świat. - Przeżyłem to Beltane, ale tam umarło tyłu niewinnych ludzi, że nie wiem jak mam wrócić jutro do biura. - Mówił to jakby do ściany, może do tego łóżka, na którym leżała Ida, ale na pewno nie do Eden, chociaż wciąż trzymał ją mocno za rękę, żeby nie straciła równowagi. A może tak sobie tylko mówił, że jej pomagał w tym żeby nie upaść, bo po prostu chciał mieć ją blisko? Pewnie tak. Po prostu tak. Bo zawsze był na ten dotyk trochę chciwy, nawet kiedy nie wypadało. Tylko jak miał wyobrazić sobie granicę tego, czego ona od niego chciała?
Ale nie powiedział nic. Nie wstał. Nie skinął nawet głową do Bones, chociaż kiedy tylko znajdowała się w tym samym pomieszczeniu co on, wszystko powoli traciło na znaczeniu - chciałby po prostu wrócić do tej chwili, kiedy zeskoczył na dół z majowego pala i zobaczył ją skąpaną w blasku ognisk Beltane. Pewnie oszalał już kompletnie, dużo ludzi mu to mówiło od dawna, wytykając mu dziwaczne reakcje i obsesyjne podejście do bezpieczeństwa, ale to... To już była przesada, żeby być tak rozdartym pomiędzy dwiema kobietami, skoro do tej pory nieszczególnie chciał stać się stałą częścią czyjegoś życia, a koncepcję zostania przy kimś na dłużej zwykł przy przyjaciołach określać słowem „uwiązanie”. I co, teraz się chciał uwiązać do dwóch? Jakim skończonym chujem trzeba było być, żeby w ogóle mieć jakiś dylemat? To wszystko brzmiało tak obco, jakby to wcale nie był on, ale przecież czuł jak wali mu serce. Mogła być zimna jak trup, tak czy siak chciał, żeby trzymała na nim rękę, tak samo jak lgnął do dotyku Malfoy.
Oszalał więc. No i trudno.
No i trudno, bo się i tak przy nich obu czuł jak ćma lecąca do świecy.
Kiedy odkleił dłonie od twarzy, w pomieszczeniu znajdowali się już tylko w trójkę. On, Eden i walcząca o życie pod maską spokoju Ida. Jego wzrok wpierw odwrócił się w stronę siostry i wtedy poczuł, że miał mokrą twarz. Po jego policzkach spływały gorzkie łzy, których nie potrafił powstrzymać nawet mimo prób zaciśnięcia oczu. Nie wiedział jak zareagować, bo nie pamiętał już kiedy ostatnio płakał. Pewnie wtedy, kiedy był dzieckiem, bo wszystkie dzieci płakały, ale jemu życie kazało dojrzeć wyjątkowo wcześnie, a społeczeństwo nie tolerowało łez od takich jak on i Alastor w tę pułapkę wpadł już dawno - to dlatego szybko wytarł twarz rękawem siwej bluzki, chcąc jakkolwiek zamaskować słabość przed Eden. Na to było już za późno. Zanim się zorientował, że płacze, minęło kilka długich sekund.
- Cholera - warknął, uderzając dłonią w blat stolika, ale szybko zreflektował, że od tak gwałtownego ruchu, kucająca przy nim dziewczyna mogła upaść. Szybko złapał ją i przyciągnął do siebie. Nawet kiedy spojrzał na nią wreszcie, miał zaczerwienione poliki i oczy. Musiał pogodzić się z porażką. - Przepraszam, nie chciałem, żebyś mnie takim widziała... - przyznał z wyraźnym bólem, ale nie drążył tematu. Wolałby chyba, żeby go musiała wyciągać na siłę z jakiejś bójki, niż żeby go nakryła na płakaniu z powodu choroby siostry i na nic by było mówienie mu, że to strasznie głupie - dla niego to była normalność. Tak działał ten świat. - Przeżyłem to Beltane, ale tam umarło tyłu niewinnych ludzi, że nie wiem jak mam wrócić jutro do biura. - Mówił to jakby do ściany, może do tego łóżka, na którym leżała Ida, ale na pewno nie do Eden, chociaż wciąż trzymał ją mocno za rękę, żeby nie straciła równowagi. A może tak sobie tylko mówił, że jej pomagał w tym żeby nie upaść, bo po prostu chciał mieć ją blisko? Pewnie tak. Po prostu tak. Bo zawsze był na ten dotyk trochę chciwy, nawet kiedy nie wypadało. Tylko jak miał wyobrazić sobie granicę tego, czego ona od niego chciała?
fear is the mind-killer.