- To za zniszczone wyobrażenia trzeba przepraszać? - Trochę go w sumie tymi słowami rozbawiła. Tak jakby bała się, że ym, że zniszczy jakiś tam jej obraz w swojej głowie mogła mu zaszkodzić. Mogłaby na pewno ich relacji, gdyby Sauriel ją poznał i uznał, że nie - taka mu się jednak nie podoba. Ale to wciąż przepraszałaby siebie, nie jego. To tak, jakby przepraszała za to, kim jest. Miał wrażenie, że nie bardzo zdawała sobie z tego sprawę, ale to nie szkodzi. Była teraz oszołomiona i chyba wiele rzeczy aktualnie nie do końca do niej docierało, to w pełni zrozumiałe. Miała taką potrzebę to wypowiedziała te magiczne słowo i chyba poczuła się lepiej, że nie miało to żadnych efektów, np odpowiedzi w stylu "no jest za co przepraszać". - Chyba to ustaliliśmy. - Że to nie były żadne inwestycje, gdzie kiedy pobierałeś musiałeś równo oddać, inaczej cała ekonomia zaczęłaby się sypać. Albo i nie ustalali? Wydawało mu się, że niektóre rzeczy między nimi zostały już powiedziane, może i nie dosadnie, ale przewijając się od rozmowy do rozmowy przyjmowały w końcu swój soczysty i jędrny kształt.
- Magia. - Lekko wzruszył ramionami, co mogło nawet ujść uwadze, było na tyle nikły gestem. Ano - magia działała cuda. Na przykład ożywiała kogoś, kto naprawdę zmarł i sobie potem hasał po świecie jako abominacja. Jako przedstawiciel takowych abominacji podchodził z dużą dozą sceptyczności co do dziwienia się, że ktoś żył albo i nie. A z Victorią, oprócz tego, że była chłodna, wszystko było w porządku pod względem norm życiowych więc... what's the problem? - U mnie ciężko wymusić atencję. - Powiedział nieco krytycznie. Nie lubił takich zachowań i kiedy się pojawiały to raczej je ignorował i tym bardziej omijał. Ale tutaj bardzo dużo zależało. Bo co innego jak ktoś się źle czuje i po prostu... jakoś tak wychodzi. Jeszcze co innego, kiedy ktoś coś peplał i chciał po prostu wymusić zainteresowanie. Natomiast w jej przypadku w ogóle mu coś takiego nawet nie wpadło do głowy. Może powinno, skoro już urządzała scenkę pod tytułem "jestem obrażona to się nie odzywam", ale każde baby miały najebane w głowach pod pewnymi względami. A jemu się dziwili w Hogwarcie, że nie jest zainteresowany romansami... Wystarczyło, że sam miał totalnie nie po kolei pod kopułą, po co mu jeszcze problem w postaci baby? - Nie odebrałem tak tego. - Dopowiedział, bo to nie było wcale jasne, ewidentnie, skoro w ogóle o tym wspomniała i musiała to tak widocznie wyłożyć na blat między nimi. - Jak będziesz chciała to mi powiesz. Nie będziesz to nie powiesz. Jest mi wszystko jedno, co się stało i jak się stało. Najważniejsze, że jesteś cała i zdrowa. - Pokazał ją rękoma, bo tutaj kwestia poobijania i jakichś takich niedogodności pomniejszych nie była dla niego wyznacznikiem zdrowia.
- Że pamiętałaś. - Zamerdał bransoletką przed nią. Bo przecież nie musiała pamiętać. Właściwie to on by nie wiedział, jaki ma znak zodiaku, czy raczej nie zapamiętałby. I nie to, że nie chciał, po prostu jakoś do takich rzeczy nie miał głowy. Może i wróżbiarstwo było interesujące, ale był do tego strasznie sceptyczny. Większość przepowiedni była nijaka, a ludzie się nad nimi spuszczali jakby mieli do tego dopasować całe swoje życie.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.