15.07.2023, 21:12 ✶
- Myślę, że to obietnica - odpowiedziałem dalej roześmiany. Sam nie wiedziałem, co też najlepszego wyczyniałem. Merlin jeden wiedział, czy mówiłem poważnie, czy tylko się droczyłem. Może to i to? Najpewniej.
Towarzystwo dziewczyny zaczęło mi odpowiadać jak mało co w tej szkole. Próbowałem znaleźć źródło tego uczucia, aczkolwiek gubiłem się, widziałem nicość, starając się znaleźć jakieś sensowne powody. Cokolwiek nie myślałem sobie, kierowało mnie ku wnioskom, że nasza znajomość była skazana prędzej czy później na porażkę. Lepiej by było, gdybym od razu przyjął to na klatę i dał jej poniekąd kosza... Ale kiedy analizowałem podobny scenariusz, stwierdzałem, że na dobrą sprawę nic nas nie łączyło, więc nie miałem powodu by dawać jej tego kosza. Czyż nie? Prosta sprawa.
Tylko rozmawialiśmy. Przecież za wiele nie ujawniałem o sobie, a ona o sobie jeszcze mniej, więc... To nawet nie była znajomość. Po prostu rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym.
A ja jeszcze jej dokuczałem, więc pozostawałem sobą. Obserwowałem ją, jak się bardziej rumieni, jak odwraca wzrok, jaka jest zmieszana. Doprawdy, była przeurocza. Żenująca? Słodka? Wstrętna? Kochana? Żałosna? Delikatna? Nie zapominajmy, że potrafiła dokopać słowem. Jak na Krukonkę, miała naprawdę niewyparzoną mordkę. Chyba mi tym imponowała. Może nie powinna być Krukonką, tylko Ślizgonką?
Na pytanie o to, czemu chcę wiedzieć, co mnie myśli, odpowiedziałem krótko:
- Kto wie? Może w dalekiej przyszłości podzielę się z tobą tą informacją. Aktualnie zaniecham.
Uśmiech nie schodził z mojej twarzy, aczkolwiek poczułem nutę tego, co czułem, kiedy zadawałem jej to pytanie. Między innymi dużo strachu i niepewności, walki ze sobą samym. Mogła ujrzeć to delikatne przerażenie w moim spojrzeniu, skrawek chłodu, aczkolwiek nie patrzyłem na nią, więc mogło umknąć gdzieś niezauważone. Sam osobiście nie chciałem do tego wracać.
- Opowiedz mi, proszę, o swojej rodzinie. Jestem ciekawy, kto wychował cię na taką żmijowatą Krukonkę - odparłem po chwili by podtrzymać rozmowę, ale też by się czegoś dowiedzieć o Avelinie Paxton. Nie wlepiałem w nią spojrzenia. Dałem jej swobodę. Chciałem również zająć czymś myśli, więc postanowiłem skierować je na ten temat. Może wrażliwy, bacząc na to, że wychowano mnie na konserwatystę, ale zdawałem sobie sprawę, że nie była czystej krwi. No trudno.
Towarzystwo dziewczyny zaczęło mi odpowiadać jak mało co w tej szkole. Próbowałem znaleźć źródło tego uczucia, aczkolwiek gubiłem się, widziałem nicość, starając się znaleźć jakieś sensowne powody. Cokolwiek nie myślałem sobie, kierowało mnie ku wnioskom, że nasza znajomość była skazana prędzej czy później na porażkę. Lepiej by było, gdybym od razu przyjął to na klatę i dał jej poniekąd kosza... Ale kiedy analizowałem podobny scenariusz, stwierdzałem, że na dobrą sprawę nic nas nie łączyło, więc nie miałem powodu by dawać jej tego kosza. Czyż nie? Prosta sprawa.
Tylko rozmawialiśmy. Przecież za wiele nie ujawniałem o sobie, a ona o sobie jeszcze mniej, więc... To nawet nie była znajomość. Po prostu rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym.
A ja jeszcze jej dokuczałem, więc pozostawałem sobą. Obserwowałem ją, jak się bardziej rumieni, jak odwraca wzrok, jaka jest zmieszana. Doprawdy, była przeurocza. Żenująca? Słodka? Wstrętna? Kochana? Żałosna? Delikatna? Nie zapominajmy, że potrafiła dokopać słowem. Jak na Krukonkę, miała naprawdę niewyparzoną mordkę. Chyba mi tym imponowała. Może nie powinna być Krukonką, tylko Ślizgonką?
Na pytanie o to, czemu chcę wiedzieć, co mnie myśli, odpowiedziałem krótko:
- Kto wie? Może w dalekiej przyszłości podzielę się z tobą tą informacją. Aktualnie zaniecham.
Uśmiech nie schodził z mojej twarzy, aczkolwiek poczułem nutę tego, co czułem, kiedy zadawałem jej to pytanie. Między innymi dużo strachu i niepewności, walki ze sobą samym. Mogła ujrzeć to delikatne przerażenie w moim spojrzeniu, skrawek chłodu, aczkolwiek nie patrzyłem na nią, więc mogło umknąć gdzieś niezauważone. Sam osobiście nie chciałem do tego wracać.
- Opowiedz mi, proszę, o swojej rodzinie. Jestem ciekawy, kto wychował cię na taką żmijowatą Krukonkę - odparłem po chwili by podtrzymać rozmowę, ale też by się czegoś dowiedzieć o Avelinie Paxton. Nie wlepiałem w nią spojrzenia. Dałem jej swobodę. Chciałem również zająć czymś myśli, więc postanowiłem skierować je na ten temat. Może wrażliwy, bacząc na to, że wychowano mnie na konserwatystę, ale zdawałem sobie sprawę, że nie była czystej krwi. No trudno.