15.07.2023, 23:06 ✶
Gdybym mógł usłyszeć jej myśli, zapewne przytaknąłbym na to trafne sformułowanie. Stąd było zakłopotanie, zdenerwowanie, niepewność i wściekłość. Wszystko składało się do tego, że nasza relacja była z kategorii tych, która nigdy nie miała dojść do skutku, nie dobiec do przysłowiowej mety. Być może nigdy nie zostanie określona. Być może skończy się tragicznie. Urwie ją - kto wie - może czyiś trup albo po prostu zapomnienie?
Na szczęście - bądź nieszczęście - nie czytałem w myślach. Może inaczej trzymałbym się od niej z daleka? Może jakaś jej myśl skłoniłaby mnie ku ucieczce? Może zmysły nie kusiłyby mnie do odsłonienia jej tajemnic? Poznawania charakteru? I tym samym jej obecność, jak i nieobecność, nie kusiłaby mnie do dalszych spotkań?
Nie dowiem się. Za to rozkoszowałem się chwilą, nawet wtedy kiedy unikała jasnej odpowiedzi, kiedy złapała mnie na delikatnym przygadywaniu. Była jak ta żmija. Harda. Nie rozumiałem aby, czemu tak bardzo starała się to stłamsić. Czemu próbowała to ukrywać? Czemu tak się tego krępowała? Była dziewczyną z charakterem. Nie żadną mimozą, jak to na początku myślałem.
Odpowiedź rzuciła mi tak pokrętną, że aż zachichotałem. Znowu. Może byłem za bardzo zmęczony? Było mi tak lekko, jak gdybym był na eliksirach uspokajających. Ziewnąłem nawet.
Stwierdzałem również, że Avelina miała szczęście, skoro jej rodziców wiecznie nie było w domu, że byli lekkoduchami. Moi byli kompletnie inni. Myślę, że rażące przeciwieństwo rodziców Aveliny Paxton. No cóż, rodziny się nie wybierało, czyż nie? Dzięki temu byłem taki, jaki byłem. Doskonały, hehe.
- Gdzie podróżują...? - zacząłem, ale zatrzymałem się zaskoczony. Niestety, byliśmy już na miejscu, więc nie miałem za bardzo nic do gadania. Był czas idealny na rozstanie... Może inaczej, na rozejście się w swoje strony. Nie mogliśmy wystawać pod Domem Ravenclawu, bo nas jeszcze ktoś przyłapie, a tego nie chciałem, dlatego sztywno obróciłem się w kierunku Aveliny Paxton i... W sumie co?
- Zgodnie z takim obrotem sprawy, nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć ci miłych snów - odparłem jakże szarmancko, jakże dostojnie, szlachetnie, ąę, nieco diabelsko. Uśmiechnąłem się delikatnie i wstrzymałem jakiekolwiek ukłony czy przytulenia. Nie byliśmy w relacji. Nic z tych rzeczy. Paxton godności również nie miała, a ja szacunku do Krukonów, więc... Siema nara?
Odsunąłem się jedynie, by mogła swobodnie przejść do tajemnych drzwi. Oświetliłem jej drogę lampą.
- Dziękuję raz jeszcze za sama-wiesz-co - dodałem jedynie, patrząc jak zmyka w czeluściach mroku. Zostałem sam i jakoś jednocześnie zrobiło się o parę stopni chłodniej. Pomacałem kieszeń z podarkami i, cóż, westchnąłem, oddalając się dalej korytarzami. Trzeba było zrobić obchód.
Na szczęście - bądź nieszczęście - nie czytałem w myślach. Może inaczej trzymałbym się od niej z daleka? Może jakaś jej myśl skłoniłaby mnie ku ucieczce? Może zmysły nie kusiłyby mnie do odsłonienia jej tajemnic? Poznawania charakteru? I tym samym jej obecność, jak i nieobecność, nie kusiłaby mnie do dalszych spotkań?
Nie dowiem się. Za to rozkoszowałem się chwilą, nawet wtedy kiedy unikała jasnej odpowiedzi, kiedy złapała mnie na delikatnym przygadywaniu. Była jak ta żmija. Harda. Nie rozumiałem aby, czemu tak bardzo starała się to stłamsić. Czemu próbowała to ukrywać? Czemu tak się tego krępowała? Była dziewczyną z charakterem. Nie żadną mimozą, jak to na początku myślałem.
Odpowiedź rzuciła mi tak pokrętną, że aż zachichotałem. Znowu. Może byłem za bardzo zmęczony? Było mi tak lekko, jak gdybym był na eliksirach uspokajających. Ziewnąłem nawet.
Stwierdzałem również, że Avelina miała szczęście, skoro jej rodziców wiecznie nie było w domu, że byli lekkoduchami. Moi byli kompletnie inni. Myślę, że rażące przeciwieństwo rodziców Aveliny Paxton. No cóż, rodziny się nie wybierało, czyż nie? Dzięki temu byłem taki, jaki byłem. Doskonały, hehe.
- Gdzie podróżują...? - zacząłem, ale zatrzymałem się zaskoczony. Niestety, byliśmy już na miejscu, więc nie miałem za bardzo nic do gadania. Był czas idealny na rozstanie... Może inaczej, na rozejście się w swoje strony. Nie mogliśmy wystawać pod Domem Ravenclawu, bo nas jeszcze ktoś przyłapie, a tego nie chciałem, dlatego sztywno obróciłem się w kierunku Aveliny Paxton i... W sumie co?
- Zgodnie z takim obrotem sprawy, nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć ci miłych snów - odparłem jakże szarmancko, jakże dostojnie, szlachetnie, ąę, nieco diabelsko. Uśmiechnąłem się delikatnie i wstrzymałem jakiekolwiek ukłony czy przytulenia. Nie byliśmy w relacji. Nic z tych rzeczy. Paxton godności również nie miała, a ja szacunku do Krukonów, więc... Siema nara?
Odsunąłem się jedynie, by mogła swobodnie przejść do tajemnych drzwi. Oświetliłem jej drogę lampą.
- Dziękuję raz jeszcze za sama-wiesz-co - dodałem jedynie, patrząc jak zmyka w czeluściach mroku. Zostałem sam i jakoś jednocześnie zrobiło się o parę stopni chłodniej. Pomacałem kieszeń z podarkami i, cóż, westchnąłem, oddalając się dalej korytarzami. Trzeba było zrobić obchód.
Koniec sesji