Nie byłem miły, chciałem zdobyć jej zaufanie, zdobyć jej uwagę. Chciałem, aby była dla mnie teraz i na tak długo jak będę w stanie dawać jej swoją własną atencję. Lubiłem obcować wśród ludzi, lubiłem kolekcjonować ich historie, ich osobowości, ich przyjaźnie. Na ten czas Ula była wystarczająco intrygująca, aby zabiegać o jej względy. Była bardziej ślepa ode mnie i to było dla mnie wyzwanie. Lubiłem wyzwania społeczne, a ona dawała ich naprawdę ogrom.
– Tak, kot. Bell. Już go kiedyś poznałaś, ale chyba nie byłaś za bardzo skupiona, aby go zauważyć – odpowiedziałem z uśmiechem, a Bell przeciągnął się pod stołem i zaczął mruczeć coś o głupocie, więc szturchnąłem go lekko butem. Miauknął tylko niezadowolony, ale poszedł chyba spać.
To nie tak, że byłem otwarty. Moja historia przewinęła się nie raz przez Proroka Codziennego, więc nie zamierzałem udawać, że moja mama nie żyje i, że nie straciłem wzroku w wypadku. Były to informacje, które gdzieś były w eterze społeczeństwa, a które mogłem jej udzielić, ponieważ już się z nimi pogodziłem. Przetrwałem całą naukę w Hogwarcie, rozwijałem się w pracy jako klątwołamacz, więc nie miałem zamiary płakać nad tym, że nie widziałem.
– Chętnie się na coś takiego umówię. Naprawdę dawno nie malowałem, a to może być ciekawe doświadczenie – ucieszyłem się niezmiernie, gdy sama wykazała się entuzjazmem. – Mogę też zostać twoim modelem jeśli lubisz malować ludzi. Nie krępuje mnie, gdy ktoś na mnie patrzy, bo sam tego nie zauważam – zaśmiałem się.