Nie znali siebie z jeszcze bardzo wielu stron. Sauriel, na ten przykład, z tej również się nie znał. Tyle razy powtarzał, że nie chce być jak swój ojciec. Skupiał się na tym, żeby być lepszym człowiekiem. Lecz nie. Mijały lata, a on zamiast się oddalać od tej wizji, stawał się coraz bardziej jak on. Jak Eryk. Oto więc scenka żywa, jak z obrazka wyciął. Czy tak wyglądało małżeństwo Anny od początku? Czy najpierw były tylko lekkie wstawki przemocy, które potem przeradzały się w terror? Sauriel rozumiał. Rozumiał Eryka. Im głębiej w to wchodził, tym bardziej czuł tę pustkę, która pozwalała ci na więcej. Kiedy już zjedziesz ze zjeżdżalni strach przed spadaniem potrafił znikać. Zaczynałeś kochać to, że nauczyłeś się latać.
Nie wiedział, jakiego ruchu się spodziewać od strony Viictorii i tak jak chciał odtrącić tę różdżkę, tak gęsia skórka informowała o strachu. Siedzieć czy ruszyć? Wycofać się czy iść naprzód? Tak czy nie? Nie. Tak? Oliwy do ognia dolało jej żądanie. Jej ustawienie warunku. Ona? Ona miała tutaj stawiać WARUNKI? JEMU? Nie wystarczająco już psuła? Nie wystarczająco mieszała? Była jak sól w oku, która nawet nie mogła wycisnąć z niego łez, żeby wypłukał swoje oczy. Tylko wkurwiała i bolała, nic więcej! Ale te wszystkie myśli i odczucia były podyktowane tylko i wyłącznie gniewem pompowanym przez puste żyły.
Sięgnął ręką gwałtowanie po różdżkę Victorii, od boku, żeby przesunąć ją w bok. W przestrzeń poza swoim ciałem.
Sukces!
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.