Bardzo dużo złej ciszy zawisnęło między nimi. Niedowierzań, braku akceptacji na sytuację, w której siebie stawiali i złości, że w ogóle się pojawiła. To nie tak miało wyglądać grzmiało aż w uszach między nimi. A to tylko jeden gest. Jedna różdżka. Jeden rytuał.
Złapał tę różdżkę i ona sama wyślizgnęła się niemal z dłoni Victorii. Ujął ją, złapał, cofnął - do siebie. I gniew został przysłonięty przez zdziwienie. Sekundy na minutniku wydłużyły się, czas zaburzył. Jej mętne spojrzenie i jakiś rodzaj niedowładu i jego szok w reakcj na to, co się stało. A... co się właściwie stało? Pustka głowy nie była tak naprawdę pusta, bo przecież te wszystkie emocje wcale nie wygasły. Zostały tylko zmyte na moment, nakryte czymś istotniejszym - reakcją na nic. I na wszystko jednocześnie. To ja zrobiłem? Uderzyłem za mocno? Czy Victoria chciała rzucić zaklęcie, magia zaszwankowała? Tak to wyglądało - jakby sparaliżowało ją własne zaklęcie rzucone w strachu i niepewności tego, co się dzieje. Wyciągnął do niej rękę znów - ale tym razem po to, żeby ją odruchowo podtrzymać. Z jej własną różdżką w dłoni.
- Żyjesz? - Podobno nie ma głupich pytań, ale Sauriel chciał teraz jakiejkolwiek odpowiedzi, która potwierdzi to, że Victoria tu jest, że reaguje, że robi cokolwiek. I że jest w stanie mówić.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.