16.07.2023, 15:55 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.07.2023, 15:56 przez Augustus Rookwood.)
To były ostatnie godziny mojej Prefektury Naczelnej, ale zamiast nadzorować rozwydrzone dzieciaki, które chorobliwie cieszyły się na wakacje, ja przemierzałem te bardziej opustoszałe fragmenty lochów by być z dala od tej dzieciarni. Wiedziałem, że moja siostra da sobie radę sama, a nawet jeśli nie... Zaprzęgnie kogoś do pomocy. Nie chciałem o tym myśleć. W dupie to miałem. Jej pocieszenia również. Potrzebowałem się wyciszyć i uspokoić, a beztroskie śmiechy i chichoty niezbyt mi w tym pomagały, a obecność mojej bliźniaczki i jej trzody przyjaciółek również.
Przełknąłem głośno ślinę. Miałem wrażenie, że ten dźwięk odbił się od ścian, podobnie jak to robił odgłos moich kroków. Z jednej strony lżej mi było samemu, a z drugiej czułem się przytłoczony tymi wszystkimi ścianami, jak gdybym chciał opuścić loch i biec przed siebie, przez błonia, Zakazany Las i kto wie gdzie dalej. Może tak byłoby lepiej? Nie chciałem wracać do domu. Kiedy tu już miałem wszystko w miarę poukładane, tam będę musiał iść dalej. Staż, nauka, staż, nauką, staż... Ojciec.
Zagryzłem wargę, ale zaraz się opamiętałem. To zawsze robiła Avelina ze swoimi ustami. Wyglądały paskudnie. Wyrastała na piękną dziewczynę. Zawsze była ładna, ale... Omijała mnie łukiem. Unikała. Po kilku miesiącach tego roku szkolnego zauważyłem, że widujemy się rzadziej. Podrzucała mi eliksiry, ale większe porcje na raz. Znikała szybciej niż się pojawiała, a za dnia na korytarzach była bardziej... A może mi się wydawało? Chyba była wycofana. Sam nie wiedziałem. Miałem dużo nauki na ostatnim roku. Przygotowywałem się do stażu w Ministerstwie Magii, Prefektowałem, pojedynkowałem się w Klubie... Sam nie wiedziałem, kiedy minął ten rok szkolny. Jak mignięcie - na domiar złego.
I ten kot... Miałem ochotę go kopnąć, kiedy sobie poszedł. Tego mi jeszcze brakowało, by wkurwiał mnie zwierzak jeszcze może jakiegoś mugolaka.
- Komu się zgubiłeś, futrzaku? Wracaj do swojej klatki - syknąłem na niego, próbując rękoma przepędzić. Niech mnie lepiej nie denerwuje, bo jak dostanie zaklęciem po tyłku, na zawsze odechce mu się spacerów po lochach, a przede wszystkim tępego wpatrywania się w ludzi. - Nie mam nastroju. Spieprzasz stąd albo zrobię z ciebie pieczeń! - warknąłem już mnie przyjaźnie, wyciągając swoją różdżkę. Jeszcze do niego nie mierzyłem, ale kusiło. Szukałem odpowiedniego zaklęcia.
Przełknąłem głośno ślinę. Miałem wrażenie, że ten dźwięk odbił się od ścian, podobnie jak to robił odgłos moich kroków. Z jednej strony lżej mi było samemu, a z drugiej czułem się przytłoczony tymi wszystkimi ścianami, jak gdybym chciał opuścić loch i biec przed siebie, przez błonia, Zakazany Las i kto wie gdzie dalej. Może tak byłoby lepiej? Nie chciałem wracać do domu. Kiedy tu już miałem wszystko w miarę poukładane, tam będę musiał iść dalej. Staż, nauka, staż, nauką, staż... Ojciec.
Zagryzłem wargę, ale zaraz się opamiętałem. To zawsze robiła Avelina ze swoimi ustami. Wyglądały paskudnie. Wyrastała na piękną dziewczynę. Zawsze była ładna, ale... Omijała mnie łukiem. Unikała. Po kilku miesiącach tego roku szkolnego zauważyłem, że widujemy się rzadziej. Podrzucała mi eliksiry, ale większe porcje na raz. Znikała szybciej niż się pojawiała, a za dnia na korytarzach była bardziej... A może mi się wydawało? Chyba była wycofana. Sam nie wiedziałem. Miałem dużo nauki na ostatnim roku. Przygotowywałem się do stażu w Ministerstwie Magii, Prefektowałem, pojedynkowałem się w Klubie... Sam nie wiedziałem, kiedy minął ten rok szkolny. Jak mignięcie - na domiar złego.
I ten kot... Miałem ochotę go kopnąć, kiedy sobie poszedł. Tego mi jeszcze brakowało, by wkurwiał mnie zwierzak jeszcze może jakiegoś mugolaka.
- Komu się zgubiłeś, futrzaku? Wracaj do swojej klatki - syknąłem na niego, próbując rękoma przepędzić. Niech mnie lepiej nie denerwuje, bo jak dostanie zaklęciem po tyłku, na zawsze odechce mu się spacerów po lochach, a przede wszystkim tępego wpatrywania się w ludzi. - Nie mam nastroju. Spieprzasz stąd albo zrobię z ciebie pieczeń! - warknąłem już mnie przyjaźnie, wyciągając swoją różdżkę. Jeszcze do niego nie mierzyłem, ale kusiło. Szukałem odpowiedniego zaklęcia.