Dwa mrugnięcia później czar stłamszenia prysł i powróciła Victoria Lestrange do własnego ciała.
Sauriel poczuł pod swoimi palcami, jak mięśnie kobiety znowu tężeją i nabierają na mocy, że to kruche ciało przestaje być kruche. Pozostawało tylko bezbronne bez magicznego patyka, ale w głowie Sauriela nie było teraz nawet malutkiej myśli o tym, że chciałby ją uderzyć. Czarnowłosy ją puścił i znów dzieliła ich ta sama odległość. Może odrobinkę mniejsza. Krok, wyciągnięcie ramienia - chyba zależy, czyjego. Przecież Sauriel nie był małym gościem - szczególnie jeśli patrzeć na wyemancypowanych arystokratów.
- Jak patrzę? - Znowu pojawiła się agresja, ucięta klatka w chwili zastoju ruszyła do przodu. Film musiał dalej trwać. - Normalnie na ciebie patrzę! - W zasadzie to tak, ale jednocześnie był moment zmartwienia. Pierwszy. Drugi miał dopiero nadejść. Mimo to ten gniew został rzeczywiście trochę ostudzony - u niego również. Przynajmniej był w stanie się już normalnie komunikować i nie patrzeć na nią jak na wroga publicznego, na którym chcesz się tylko wyżyć za wszystkie zebrane na grzbiecie krzywdy z całego tygodnia, bo "gdyby nie ona to byłoby dobrze". Wcale nie. Victoria nie była odpowiedzialna za to, co mu się przytrafiało. I nie była odpowiedzialna za to, jak go nosiło ani za to, że odczuwał, kiedy coś jej groziło. TO nie była jej wina. Kiedy jednak wchodzą w grę emocje przestaje się myśleć logicznie.
- Pytałem, gdzie byłaś i co robiłaś. - Powtórzył, znowu się napinając. - Co ty ostatnio robisz, co? W co pogrywasz? To jakiś eliksir? Czary? Nie mogę się uspokoić, ciągle mnie coś do ciebie ciągnie, WKURWIA MNIE TO. I co to było wczesnym wieczorem? CZUŁEM, że coś ci groziło.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.