Zabawna sprawa. Bójka w takim miejscu była zdecydowanie debilnym pomysłem i całkowicie naturalym było wyciągnięcie jej na zewnątrz. No tak by postąpił MĄDRY czarodziej. Właśnie - z Ravenclaw na przykład, prawda? Na szczęście każdy dom potrzebował czarnych owiec i wyjątków, które będą kompromitowały regułę. Bo tak się składało, że Sauriel z Ravenclaw był.
Pan William wylądował na podłodze, a tusza wstała ze stołku. Przynajmniej co poniektórzy, których martwiło to, co widzieli, o wiele bardziej, niż powinno. No bo przecież Rookwood miał wszystko pod kontrolą! Nie. Nie miał. Jego zimna dłoń przed momentem wylądowała na podbródku celu, a teraz czarnowłosy opadł na czarownika, przygniatając go do ziemi i uderzając go prosto w nos. Coś trzasnęło, poleciała krew.
- Kurwa, przestań..! - Sauriel słyszał, Sauriel rozumiał, ale jednocześnie - nie chciał zaakceptować. Nic go nie obchodziło proszenie o przestanie. To, że wycelowano w niego kila różdżek. Czuł się, o zgrozo, bezpiecznie na tym terenie - na podłodze, między stolikami i nogami ludzi, którzy się odsunęli, żeby czasem o nich nie zahaczyła cała ta zabawa. I bardzo dobrze. Dzięki temu robili więcej miejsca i nie narażali się na to, że przypadkiem, całkiem przypadkiem, ktoś, albo coś, na nich poleci. Więc nie - nie przestał. I przestać nie zamierzał. Tutaj jednak wchodził element zewnętrzny, który powinien być uwzględniony, a jednak nie został przewidziany. W nerwach człowiek gubi myśli, gubi sprawy, gubi samego siebie. Zostaje zmielona kulka o ostrych kantach - to tylko papier, myślisz sobie. I ten papier tnie ci palce.
Usłyszał ten głos - kolejny gdzieś z boku. Nawołanie do zaprzestania, przedstawienie się jako osoba w pełni uprawniona do ingerencji w taką sprawę. Pies by posłuchał. Chyba. Ale Kot? Nie był nawet w połowie tak zainteresowany, żeby przestać. Nie chciał przestawać. Czerwień pięknie ozdobiła twarz Williama i błysnęło coś w czeluści czarnych oczu Sauriela. Kilka kropel opadło na skórę, w
którą był ubrany. Czerń jego odzienia doskonale kontrastowała z bielą jego skóry i tym smakowitym karminem. Jak wino, rozlane od niechcenia z pańskiego stołu.
Takim sposobem Brenna, która miała dobry dzień i dobre życie chciała wleźć między zagryzkę a zakąskę. Czy jakkolwiek się to mówi. I Sauriel sprzedał jej piąchę w nochala. Albo przynajmniej spróbował. Co by się nie wtrącała.
Sukces!
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.