Ciało człowieka miało takie punkty, że wystarczyło w nie przywalić - i jakoś ofiara wykluczona z bójki. Sauriel nie potrafiłby ich nazwać. Nie musiał. Wystarczyło, że potrafił w nie wycelować. Zazwyczaj robił to również niecelowo - jak w przypadku Williama. Czy raczej - odruchowo. Tak, odruch to dobre słowo. Prowadziło ludzi do niesamowitych czynów podejmowanych ledwo z powodu jakiegoś przesmyku informacji, widma obrazu. Pamięci mięśniowej. William jednak leżał, jęczał, trzymał się za nos i zgadza się - łzawił. Niektórzy mogliby powiedzieć, że płakał i tak by to określił Sauriel. Że ryczy, żeby się ogarnął, że ma, na co zasłużył, a to ledwie początek tego, co mógł i co zamierzał mu zgotować. Tylko nie tutaj, oj nie. Tutaj trzeba było tylko zaspokoić pierwszą potrzebę krwi. Niekoniecznie związaną z jej piciem - ledwo z jej przelewem.
Kobieta się odsunęła, a czarnowłosy jak opętany - obrócił się znów w kierunku Williama, który teraz odpełznął z metr w tył, starając się podeprzeć brudnymi od własnej krwi rękoma krzesła, na którym chwilę temu siedział, żeby wstać. I nawet mu się to udawało. Drżał jak osika, kiedy czarne oczy znowu się na nim skupiły, kiedy został zrobiony krok w jego stronę. Nastąpił jednak krzyk, który sprawił, że Rookwood skupił się na Brennie - tym razem w pełni. A William po sekundzie paraliżu dał rurę między ludzi. Nie zamierzał marnować okazji. I nie zamierzał oglądać się na kobietkę, którą zostawił przy stoliku.
Wampir odtrącił nieco rękę Brenny nie spodziewając się, ewidentnie, tego, że kobieta ma więcej pary w tych łapach niż na to wyglądało. I to pozostawiło go zaskoczonego. To, że cios wylądował jednak na jego facjacie mimo wszystko i że... zabolało. Obejrzał się szybko za siebie. A raczej - obok siebie. Na Williama, którym był o wiele bardziej zainteresowany niż Brenną.
- Sz kurwa...
Sukces!
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.