16.07.2023, 21:35 ✶
Rozluźnił się nieznacznie, gdy nieprzyjemnie brudny obiekt zwyczajnie rozpłynął się w powietrzu. Jego znudzony wzrok wrócił do ciemnych oczu Mayi, acz jego twarz pozostała beznamiętna jeszcze przez kilka dłużących się sekund; później uśmiechął się uprzejmie.
Zapomniał usiąść, na stojąco wodził wzrokiem za młodszą dziewczyną. Dłuższą chwilę śledził jej ruchy w zupełnej ciszy, jego skupienie wydawało się niepokojąco przesadne.
Poruszył się dopiero, gdy Maya postawiła na stoliku szkło i trunek. Znał ten schemat i wiedział dobrze, jak powinien zareagować. Pewnym ruchem otworzył butelkę i rozlał im po kolejce, gorliwie dbając o to, aby żadna nie była większa ani mniejsza.
– Lubię pić rum chociaż wolę whisky – skomentował cicho.
Mocny, ciężki i rażący w smaku alkohol był dla niego istotnym symbolem męskości; kojarzył mu się z Ojcem. Na samą myśl o nim, wyprostował się mocniej i zmarszczył groźnie brwi. Później ze sztywną manierą zasiadł na kanapie obok koleżanki, oczywiście zachowując bezpieczny dystans od niej.
Pytanie zadane przez Mayę było... trudne. Nie był w stanie wybiec poza ponurą rzeczywistość na tyle, aby zacząć marzyć. Słuchał o życzeniach innych, słuchał o ich nierozsądnych planach, przyjemnych majakach, rojeniach ułudy - częstokroć były imponujące, intensywne, pyszne i szalone. Czy potrafił zdobyć się na coś takiego? Nie chciał wyjść na nudnego człowieka.
Milczał dłuższą chwilę, uważnie obserwując mimikę dziewczyny i starając się odgadnąć, czego tak naprawdę od niego oczekuje. Stresował się, ale gdzieś na skraju świadomości wciąż rozważał myśli o tym, jak łatwo byłoby mu ją fizycznie zdominować. Bardzo lubił w sobie to, że dzięki dobrym genom tak szybko nabrał słusznych rozmiarów.
– To tajemnica – odpowiedział nareszcie. – Może następne kilka szotów przekona mnie żeby ci ją zdradzić.
Wypił rum duszkiem, skrzywił się i odkaszlnął. Potrzebował dobrej minuty, żeby dojść do siebie.
– Nie spodziewałem się że będziesz chciała się ze mną dzisiaj spotkać – zaczął sucho, nalewając sobie więcej trunku. – Co cię do tego skłoniło.
Czy ktoś ją podpuścił? Czy czegoś od niego chciała? W życiu nigdy nie zdarzało się nic jednoznacznie dobrego, Desmond nie wierzył w coś takiego.
Zapomniał usiąść, na stojąco wodził wzrokiem za młodszą dziewczyną. Dłuższą chwilę śledził jej ruchy w zupełnej ciszy, jego skupienie wydawało się niepokojąco przesadne.
Poruszył się dopiero, gdy Maya postawiła na stoliku szkło i trunek. Znał ten schemat i wiedział dobrze, jak powinien zareagować. Pewnym ruchem otworzył butelkę i rozlał im po kolejce, gorliwie dbając o to, aby żadna nie była większa ani mniejsza.
– Lubię pić rum chociaż wolę whisky – skomentował cicho.
Mocny, ciężki i rażący w smaku alkohol był dla niego istotnym symbolem męskości; kojarzył mu się z Ojcem. Na samą myśl o nim, wyprostował się mocniej i zmarszczył groźnie brwi. Później ze sztywną manierą zasiadł na kanapie obok koleżanki, oczywiście zachowując bezpieczny dystans od niej.
Pytanie zadane przez Mayę było... trudne. Nie był w stanie wybiec poza ponurą rzeczywistość na tyle, aby zacząć marzyć. Słuchał o życzeniach innych, słuchał o ich nierozsądnych planach, przyjemnych majakach, rojeniach ułudy - częstokroć były imponujące, intensywne, pyszne i szalone. Czy potrafił zdobyć się na coś takiego? Nie chciał wyjść na nudnego człowieka.
Milczał dłuższą chwilę, uważnie obserwując mimikę dziewczyny i starając się odgadnąć, czego tak naprawdę od niego oczekuje. Stresował się, ale gdzieś na skraju świadomości wciąż rozważał myśli o tym, jak łatwo byłoby mu ją fizycznie zdominować. Bardzo lubił w sobie to, że dzięki dobrym genom tak szybko nabrał słusznych rozmiarów.
– To tajemnica – odpowiedział nareszcie. – Może następne kilka szotów przekona mnie żeby ci ją zdradzić.
Wypił rum duszkiem, skrzywił się i odkaszlnął. Potrzebował dobrej minuty, żeby dojść do siebie.
– Nie spodziewałem się że będziesz chciała się ze mną dzisiaj spotkać – zaczął sucho, nalewając sobie więcej trunku. – Co cię do tego skłoniło.
Czy ktoś ją podpuścił? Czy czegoś od niego chciała? W życiu nigdy nie zdarzało się nic jednoznacznie dobrego, Desmond nie wierzył w coś takiego.