Patrzyła na niego nie wiedząc, co robić. Czuła jak serce jej się rozpada, gdy patrzyła jak uderzał w ścianę. Kawałek po kawałku rozrywało je od środka, gdy widziała jego bezradność. Nie wiedziała jak sobie z tym poradzić, jak mu pomóc, jak mu ulżyć. Czekała, aż się uspokoi – nie chciała go atakować, nie chciała go szarpać, tylko trzymała dłoń na jego ramieniu, aby go delikatnie powstrzymać. W końcu nie wytrzymała i po prostu objęła go od tyłu w talii i ścisnęła mocno przytulając. Oparła policzek na jego plecach czując jak wszystko w niej się gotuje.
Nie wiedziała, że będzie przytulać dzisiaj Rookwooda, nie wiedziała, że będzie jej go żal, ale tego żalu nie miała zamiaru mu pokazywać. Chciała, aby się uspokoił, chciała, aby przestał być wściekły. Wiedziała, że robiła błąd przytulając go, ale kiedyś chciała to zrobić, kiedyś chciała mu pokazać, że jest w jej życiu dosyć ważną personą. Czuła jak serce podchodzi jej do gardła. Wiedziała, że ją odrzuci. Wręcz liczyła na to, ale chciała poczuć jego ciepło, chciała powstrzymać jego wściekłość i bezradność. Chciała obudzić w nim Rookwooda, który walczy o swoją siłę. Była twarda jak skała, obejmowała go niczym chłodny posąg, mocno, stabilnie, bez żadnego drżenia. Powieki miała mocno zaciśnięte, a usta wręcz zwężone w wąską linię. Włosy opadły jej na twarz zasłaniając ją lekko, ale on nie mógł tego zobaczyć, bo obejmowała go od tyłu.