Nie chciało mu się mówić. Nie chciał mówić. Mówienie teraz, zostawanie tutaj, było kolejnym kolosalnym wysiłkiem, jaki podjął. Było możliwe chyba tylko dlatego, że znów - COŚ nie pozwalało mu tego tak zostawić, że coś zostać kazało. Chociaż chwilowo nie był pewny, czy to na pewno grało tutaj swoją pierwszorzędną rolę. Złość i gniew to źli doradcy, ale kiedy nie masz żadnego innego to potem wychodziło co wychodziło. Gówno. A jeśli już nabrudziłeś to wypada posprzątać. I być może wytłumaczyć się, dlaczego w ogóle brudzić zacząłeś. Sęk w tym, że Sauriel często brudził i rzadko sprzątał. Zostawiał rzeczy, jakie były, niedomówione, rozmemłane, pozostawiające ból i dziury w sercach. I niezrozumienie. Jakby życie to był jeden wielki teatr, a w nim odbywały się spektakle na pomniejszych scenach. Zostawiasz suspens, żeby ktoś czekał na ciąg dalszy. Niestety tu nie było słodkiego oczekiwania i zastanawiania się w napięciu co będzie dalej. Co mogło być - nic dobrego, jeśli startujesz ze zbyt wysokiej pozycji nie mając doświadczenia w odgrywaniu podstawowych ról. Emocjami nie powinno się bawić.
Skrzywił się paskudnie, znowu napinając, kiedy go minęła i poszła do kanapy.
- Masz rację. Rozmówię się z rodziną. - Znowu słychać było w jego głosie napięcie, ale teraz też i chłód. Ale było to powiedziane całkowicie stanowczo - tak samo, jak oświadczał jej, że żadnego więcej latania, chociażby. Tak, miała rację w ciągu dalszym. To znaczy nie, wcale nie miała, bo to była przesada - istniała różnica między tym, co grzebie ci w głowie i tym, nad czym możesz mieć kontrolę, na przykład nad tą relacją, a tym, co jest twoim więzieniem. Rozburzanie swojego życia przez zaręczyny nie miało sensu, musiałby całe musiałby porzucić, żeby myśleć o ucieczce od tego. Jeśli nie ta to inna. Tyle. Ale teraz już nie miało to żadnego znaczenia. Miała rację ona, miał rację Fergus, miał rację Charles - wszystko to było jedno wielkie fiasko i może po prostu wystarczyło... nie, nie wystarczyło, ale Sauriel miał to teraz w dupie.
- A w chuju to mam, jak tak uważasz to uważaj. - Ruszył nerwowym krokiem w stronę kominka.
Powinien był się wytłumaczyć, chciał się wytłumaczyć, co samo w sobie było dla niego dziwaczne. Ale to było za trudne. To, co się tutaj wydarzyło było za trudne. Zbyt dziwne, zbyt niezrozumiałe dla niego. Zbyt duszące, choć nie musiał oddychać. Przecież to nie tak, że mu nie zależało. Albo że by nie przyszedł, gdyby nie rytuał. Przyszedłby. Bo martwił się o nią - o jej zdrowie, a tego nikt mu nie podpowiadał, nie szeptał, nie ciągnął. Przecież to już było przed Beltane. Tak jak wiele rzeczy.
- Załatwię to dzisiaj i będziesz miała święty... - spokój. Sauriel nerwowo przesunął kilka rzeczy obok kominka, szukając szkatułki z proszkiem fiuu, ale zwolnił. I kiedy powinno zabrzmieć "spokój" zatrzymał się. Będziesz miał święty spokój. Czuł mrowienie w koniuszkach palców, któremu towarzyszyło uczucie odrętwienia. Może trzeba było to zrobić już dawno temu. Rozmówić się z ojcem? Nie, przecież próbował nie raz. Bóg mu świadkiem, że próbował. A może tak naprawdę nigdy nie próbował wystarczająco mocno.
Przesunął delikatnie rzeczy na stoliku, żeby wróciły na swoje pierwotne miejsce po jego nerwowych ruchach.
- Mylisz się. - Odezwał się znowu spokojnie. - Jesteś jedną z większych krzywd, jakie mnie spotkały w ostatnim czasie. Mieszasz w moim życiu. Łamiesz moje zasady i postanowienia. Wyciągasz ze mnie rzeczy, do których nie chciałem wracać. Ty chyba masz jakieś mylne wyobrażenie, że jestem dla wszystkich "przyjaciół" taki dobry, jak dla ciebie. - Spojrzał na Victorię. - Może dla ciebie to jest nie ważne i śmieszne. Dla mnie to było ważne, że dla odmiany łączyło nas coś dobrego, miłego i niewymuszonego. - A teraz to wszystko... było popaprane. Brudne. Niedobre. Trzymał dłoń na szkatułce z proszkiem fiuu.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.