17.07.2023, 19:29 ✶
Stałem jak sparaliżowany. Bezradnie stałem i obserwowałem swoje emocje, odczucia. Wiedziałem, że transformują. Drżałem. O zgrozo! W żaden sposób nie mogłem pokonać tego drżenia, w żaden sposób go powstrzymać. To trochę jak z nadciągającymi, burzowymi chmurami. Wisiało to nade mną i musiało ujść, uwolnić mnie z tego napięcia wiszącego w moim sercu. Na swój sposób. Niechybnie tam krwawiłem. Musiałem uwolnić się od cierpienia. Zerwać więzy.
- Avelino... - wyskrzeczałem szeptem przez ściśnięte gardło. - Pamię-tasz jak pytałem... - zacząłem, ale nie mogłem normalnie się wysławiać. Zająknąłem się, byłem ledwo słyszalny. Podchodziłem pod stan paniki. Załkałem, starając się powstrzymać łzy. Nie chciałem tego robić przy Avelinie Paxton ani przy nikim innym. Nie mogłem. Tak się nie godziło.
Próbowałem oddychać głęboko, ale na nic to się zdawało. Im bardziej myślałem o powstrzymaniu tajfunu, tym sprawniej on nadciągał. Łzy pociekły mi z oczu. Czułem się taki słaby, taki nieistotny, mały. Niegodny. Nie wypadało mi płakać, a mimo to właśnie to robiłem. W obecności Aveliny. Niebo ewidentnie postanowiło upaść.
Czułem jak mnie przytula. Niepewny położyłem dłonie na jej rękach obejmujących mnie w pasie. Pragnąłem jeszcze bardziej czuć ten gest, który nadpłynął bezinteresownie z jej strony. Nie sądziłem, że mogłem potrzebować czegoś tak trywialnego jak przytulenie. Kiedyś, jak byłem małym smykiem, dosyć często przytulała mnie matka, ale odkąd podrosłem... Wszystko się zmieniło przez ostatnie lata.
Ująłem ją za ręce i obróciłem się delikatnie, nie chcąc by uciekła, by mnie puszczała. Postanowiłem przytulić ją w odpowiedzi by jeszcze bardziej czuć jej ciepło. Wtuliłem zapłakaną twarz w jej burzę loków. Wcześniej nie zwróciłem uwagi na to, że ma tak gęste włosy. Miała je wtedy upięte? Nie pamiętałem. Czemu nie zwracałem uwagi na takie szczegóły? Powinienem był pamiętać.
- Wyb-acz... Że to widzisz - szeptałem do niej jak opętany.
Nie chciałem, by była świadkiem mojej słabości. Stało się. Teraz próbowałem jak ten idiota wszystko załągodzić, choć właśnie płakałem jej we włosy i nie mogłem się powstrzymać. Całe to spięcie z ostatnich dni schodziło ze mnie.
- Avelino... Proszę... Nie zapamiętuj... Mnie takim - kontynuowałem, obejmując ją nieco mocniej. Ewidentnie chciałem się wchłonąć, zniknąć w odmętach jej włosów.
- Avelino... - wyskrzeczałem szeptem przez ściśnięte gardło. - Pamię-tasz jak pytałem... - zacząłem, ale nie mogłem normalnie się wysławiać. Zająknąłem się, byłem ledwo słyszalny. Podchodziłem pod stan paniki. Załkałem, starając się powstrzymać łzy. Nie chciałem tego robić przy Avelinie Paxton ani przy nikim innym. Nie mogłem. Tak się nie godziło.
Próbowałem oddychać głęboko, ale na nic to się zdawało. Im bardziej myślałem o powstrzymaniu tajfunu, tym sprawniej on nadciągał. Łzy pociekły mi z oczu. Czułem się taki słaby, taki nieistotny, mały. Niegodny. Nie wypadało mi płakać, a mimo to właśnie to robiłem. W obecności Aveliny. Niebo ewidentnie postanowiło upaść.
Czułem jak mnie przytula. Niepewny położyłem dłonie na jej rękach obejmujących mnie w pasie. Pragnąłem jeszcze bardziej czuć ten gest, który nadpłynął bezinteresownie z jej strony. Nie sądziłem, że mogłem potrzebować czegoś tak trywialnego jak przytulenie. Kiedyś, jak byłem małym smykiem, dosyć często przytulała mnie matka, ale odkąd podrosłem... Wszystko się zmieniło przez ostatnie lata.
Ująłem ją za ręce i obróciłem się delikatnie, nie chcąc by uciekła, by mnie puszczała. Postanowiłem przytulić ją w odpowiedzi by jeszcze bardziej czuć jej ciepło. Wtuliłem zapłakaną twarz w jej burzę loków. Wcześniej nie zwróciłem uwagi na to, że ma tak gęste włosy. Miała je wtedy upięte? Nie pamiętałem. Czemu nie zwracałem uwagi na takie szczegóły? Powinienem był pamiętać.
- Wyb-acz... Że to widzisz - szeptałem do niej jak opętany.
Nie chciałem, by była świadkiem mojej słabości. Stało się. Teraz próbowałem jak ten idiota wszystko załągodzić, choć właśnie płakałem jej we włosy i nie mogłem się powstrzymać. Całe to spięcie z ostatnich dni schodziło ze mnie.
- Avelino... Proszę... Nie zapamiętuj... Mnie takim - kontynuowałem, obejmując ją nieco mocniej. Ewidentnie chciałem się wchłonąć, zniknąć w odmętach jej włosów.