Strach mieszał się z bólem, nie chciała, aby się przed nią otwierał. Pragnęła, aby po prostu ją zostawił, żeby zniszczył ją w ten swój sposób, żeby był pieprzonym Rookwoodem, który przy pierwszym spotkaniu spowodował, że czuła ogromną obawę przed obcowaniem z nim. Teraz stała przed nim i pokręciła delikatnie głową, gdy rozpostarł ramiona. Wiedziała, że jeśli ja przytuli rozpłacze się, tak cholernie rozpłacze się. Czy chciał, aby też ukazała mu swoje słabości? Przecież tyle lat znajomości, a ona nie otwierała się przed nim za bardzo. Próbowała chronić ich znajomość, ich uczucia, próbowała stawiać te jebane ściany, aby ich nie przebiło nic. Teraz wszystko runęło. Budowała domek z piasku zapominając, że byle podmuch mógł go zniszczyć. Zbliżył się, a ona utonęła ponownie w jego ramionach.
– Nie… – szepnęła, a z jej ust wydostał się szloch. – Pieprzony debilu – wydusiła między jednym wciągnięciem powietrza a drugim. Zaczęła łzami moczyć mu koszulę stojąc tak i nie mogąc się ruszyć. Jego ramiona cholernie silne, jak żelazne kajdany pętały jej serce, duszę i skuwały łańcuchami. Na zawsze już będą należeć do tego Rookwooda, a to sprawiało, że miała ochotę się rozpaść na kawałki.
Dlaczego ludzie nie mogli przestać istnieć jeśli jakiś kawałek puzzli się zgubił, dlaczego uparcie egzystowali w rzeczywistości nie będąc pełnym obrazem siebie? Ona i on byli jak układanka, do której zgubiono puzzle, a może perfidnie ktoś je schował? Społeczność? Schowali je, aby nigdy nie mogli być w pełni sobą.
– To nie rób mi tego – szepnęła zaciskając dłonie na jego ubraniu – nie otwieraj się do jasnej cholery, Rookwood… – wydusiła z siebie zagryzając zęby na swojej pięści, aby nie wydusić z siebie większego szlochu. – Kurwa… – zaklęła i znowu zapłakała tracąc siły, czując bezsilność do jego osoby. – Przysięgnij, że dzisiejszy dzień będziemy traktować jak sen, że pójdziesz swoją drogą, że nie zatrzymasz się i będziesz robił to, co chcesz, to co powinieneś i zapomnisz o mnie – szepnęła – jesteś moim przyjacielem, ale… ale nie możemy rozumiesz? Jesteś z innego świata jeśli otworzę dla ciebie serce to je zniszczysz, to twoja… twoja rodzina je zniszczy, a wiem, że tego nie przetrwasz. Ja sobie poradzę, ale... – mówiąc to cały czas szlochała, przerywała i jąkała się. Nie dawała rady wypowiadać pełnych zdań bez przerywania ich.