17.07.2023, 22:29 ✶
Wiedziałem, co w tej chwili czuła. Sam parę minut temu rozpadałem się na miliony skrawków. Nie potrafiłem zebrać myśli. Ba, dalej to czułem. Mniej intensywniej, bo byłem w tej chwili bardziej skupiony na Avelinie aniżeli na sobie, ale... Wciąż miałem to w sobie, ten żal, tą rozpacz. Zachowywałem siłę dla niej, choć ta siła również była ulotna. Obawiałem się, że jak tylko stracę Avelinę Paxton z oczu, to rozpadnę się totalnie.
Nie chciałem tego czuć. Nie chciałem do tego dotrwać. Nie chciałem słuchać jej słów. Spodziewałem się czegoś innego, ale... czego mogłem oczekiwać? Nic, czego mogłem pragnąć, nie mogło wymknąć się spomiędzy tych warg. Była rozbita. Łamała się. Też miałem ponownie łzy w oczach. Nie chciałem patrzeć, jak płacze. Serce mi pęknie. Nie mogłem...
- Avelino... Czy aby na pewno tego chcesz? Dokładnie to mam ci przyrzec? - pytałem powoli, niepewnie, starając się to jak najdłużej rozciągnąć w czasie, byleby nie usłyszeć odpowiedzi na jej pytanie. Kończył się rok szkolny. Za chwilę mieliśmy udać się do powozów, które odwiozą nas na pociąg. I tyle. Koniec przygody w Hogwarcie.
Wstrzymałem oddech w oczekiwaniu. Nie chciałem o niej zapominać. Nie chcialem zniszczyć jej serca. Czy nie było innej drogi?
Przełknąłem głośno ślinę i zamknąłem oczy, pragnąc zapamiętać tę chwilę, to uczucie, ten zapach. Zaraz to zniknie. Minie. Niczego już nie będzie. Tak jak mówiła Avelina, zapomnę ją. Tak trzeba było.
Nie musiałem czekać na odpowiedź. Nie potrzebowaliśmy jej. Wszystko zostało już zasądzone z góry - wiedzieliśmy to, kiedy tylko stanęliśmy na swojej drodze. Dlatego byliśmy skurwysynami dla siebie. Nienawidziliśmy się, czyż nie?
Puściłem ją, nie patrząc już na nią. Powoli zabrałem swoje dłonie. Robiły się sztywne, kiedy to robiłem. Stawały się puste. Nie rozumiałem tych nowych uczuć. Były bezsensowne, niepotrzebne. Może faktycznie powinienem o tym zapomnieć, ale... To ciepło, ten dotyk, ten zapach. Było spuścizną... bezsensowną, niepotrzebną, czyż nie?
Zacisnąłem zęby. Wcześniej Avelina klęła, obrażała mnie. Nie byłem w stanie się odgryźć. Nie czułem się wystarczająco... Nie było to na miejscu. Już nie. Stanąłem ze dwa metry od niej. Niemalże stykałem się plecami ze ścianą. Uniosłem delikatnie podbródek, dumnie, ale nic nie mówiłem. Czekałem, ale sam nie wiedziałem na co. Na to, że pęknie, że jednak się ukorzy i do mnie wróci? Czy na to, że sobie pójdzie i zostawi mnie w diabli samego?
Czułem całym sobą, że koniec był bliski. Wszystko zniknie. Cały świat.
Nie chciałem tego czuć. Nie chciałem do tego dotrwać. Nie chciałem słuchać jej słów. Spodziewałem się czegoś innego, ale... czego mogłem oczekiwać? Nic, czego mogłem pragnąć, nie mogło wymknąć się spomiędzy tych warg. Była rozbita. Łamała się. Też miałem ponownie łzy w oczach. Nie chciałem patrzeć, jak płacze. Serce mi pęknie. Nie mogłem...
- Avelino... Czy aby na pewno tego chcesz? Dokładnie to mam ci przyrzec? - pytałem powoli, niepewnie, starając się to jak najdłużej rozciągnąć w czasie, byleby nie usłyszeć odpowiedzi na jej pytanie. Kończył się rok szkolny. Za chwilę mieliśmy udać się do powozów, które odwiozą nas na pociąg. I tyle. Koniec przygody w Hogwarcie.
Wstrzymałem oddech w oczekiwaniu. Nie chciałem o niej zapominać. Nie chcialem zniszczyć jej serca. Czy nie było innej drogi?
Przełknąłem głośno ślinę i zamknąłem oczy, pragnąc zapamiętać tę chwilę, to uczucie, ten zapach. Zaraz to zniknie. Minie. Niczego już nie będzie. Tak jak mówiła Avelina, zapomnę ją. Tak trzeba było.
Nie musiałem czekać na odpowiedź. Nie potrzebowaliśmy jej. Wszystko zostało już zasądzone z góry - wiedzieliśmy to, kiedy tylko stanęliśmy na swojej drodze. Dlatego byliśmy skurwysynami dla siebie. Nienawidziliśmy się, czyż nie?
Puściłem ją, nie patrząc już na nią. Powoli zabrałem swoje dłonie. Robiły się sztywne, kiedy to robiłem. Stawały się puste. Nie rozumiałem tych nowych uczuć. Były bezsensowne, niepotrzebne. Może faktycznie powinienem o tym zapomnieć, ale... To ciepło, ten dotyk, ten zapach. Było spuścizną... bezsensowną, niepotrzebną, czyż nie?
Zacisnąłem zęby. Wcześniej Avelina klęła, obrażała mnie. Nie byłem w stanie się odgryźć. Nie czułem się wystarczająco... Nie było to na miejscu. Już nie. Stanąłem ze dwa metry od niej. Niemalże stykałem się plecami ze ścianą. Uniosłem delikatnie podbródek, dumnie, ale nic nie mówiłem. Czekałem, ale sam nie wiedziałem na co. Na to, że pęknie, że jednak się ukorzy i do mnie wróci? Czy na to, że sobie pójdzie i zostawi mnie w diabli samego?
Czułem całym sobą, że koniec był bliski. Wszystko zniknie. Cały świat.