18.07.2023, 22:10 ✶
Mieli wygodne życie, niezależnie z jakim piętnem i jakimi obowiązkami, bo faktycznie, gdy nazwisko Czarodzieja widniało w skorowidzu, znajdując się po tej bardziej szanowanej stronie, żyło się czasem, niczym te pączki w lukrze, które sprzedawano w tutejszej kawiarni. Wiele im wybaczano, ich prezencja wywoływała zwykle poruszenie, wśród zwykłych czarodziejów lub mieszańców, uchodzili za elitę, mogąc pozwolić sobie na dyktowanie warunków. Owszem, oznaczało to, że musieli się pilnować, zarówno ze słowami, jak i z czynami, ale czy nawet jeśli coś przeskrobali, to czy koneksje, znajomości i przede wszystkim pieniądze, nie ratowały im skóry oraz reputacji? Wszystko to było słodko-gorzkie.
Nie wyglądał na zachwyconego jej interwencją, a przede wszystkim oceną, co wcale blondynki nie zaskoczyło, wszak na pierwszy rzut oka było widać, jak Nicholas gardzi okazywaniem jakiejkolwiek słabości oraz pokazywaniem prawdziwej twarzy, co sprawiało, że w pewnych kwestiach mogli być do siebie nawet podobni. Miała chłodne palce, które bez cienia zawstydzenia wędrowały czy to po szyi, czy przy skroniach, sprawdzając najważniejsze parametry i mierząc niezbyt stabilny, rozchwiany wręcz puls. Problemy związane z sercem należały do tych, których bagatelizować się nie powinno, nawet jeśli nie chciało się o nich głośno mówić. Bez dokładniejszych informacji, nie mogła zrobić nic więcej, zrzucając to głównie na przemęczenie, nie chcąc snuć hipotez oraz domysłów, które mogłyby Yaxleya urazić. Twarz miał bladą, skórę pod nosem wciąż zaczerwienioną od wcześniejszego wycierania chusteczką, a na białkach oczu jawiły się czerwone żyłki. Jak na przyszłą głowę rodu, niezbyt o siebie dbał.
- Rozumiem. - odparła równie krótko na jego słowa, przenosząc na chwilę spojrzenie uprzednio wędrujące gdzieś po jego twarzy, wprost na niebieskie tęczówki. Oddanie pracy oraz brak czasu również by zrozumiała, wolała po stokroć przesiadywać przy swoich trupach, badając przyczyny ich śmierci, niż haftować na popołudniowej herbatce z młodymi pannami oraz swoim kuzynostwem. Castiel wciąż podróżował, a jej ojca więcej nie było, niż był, stąd też Cynthia przywykła do ciszy oraz samotności, którą prosektorium — zwłaszcza po godzinach, również jej ofiarowało.
Wybrała odpowiednią mieszankę ziół, dodała nawet kilka kropel eliksiru wzmacniającego, który miała przy sobie, zajmując się alchemią hobbistycznie. Zakryła spodkiem filiżanki, przenosząc je następnie na biurko, gdzie postawiła jedną przed siedzącym Nicholasem, drugą przy swoim krześle. Uprzątnęła kilka papierów z blatu, doprowadzając miejsce pracy do porządku — miała chyba najczyściej ze wszystkich, wszystko tkwiło schowane lub posortowane, a zbędne bibeloty chowała w szufladach. Zasiadła, zakładając nogę na nogę i wyprostowała plecy, podnosząc na niego wzrok. - Musi się parzyć dwie lub trzy minuty, zależnie od Pana preferencji smakowych. Mieszanka powinna obniżyć ciśnienie, uspokoić bicie serca, a kilka kropel eliksiru wzmacniającego postawi Pana na nogi, przynajmniej chwilowo. Jest tam również dodatek ashwagadny, doda energii i rozjaśni umysł, ale nie zakłóci rytmu serca oraz oddechu.
Odrobinę wyjaśniła mu zawartość jego filiżanki, której aromat był dość intensywny, nawet zakryty talerzykiem. Przypomniała sobie o ciastkach, których zapomniała zabrać, sięgając po jasną, srebrnawą różdżkę i przywołała je jednym machnięciem, unosząc wieczko. - Kupiłam rogaliki rano, jedne są z konfiturą z dodatkiem hibiskusa, a drugie z kremem czekoladowym lub waniliowym, zmienia się co jakiś czas. To jakaś nowość, niech Pan skosztuje.
Zachęciła go z tym swoim wyuczonym, niewinnym uśmiechem, starając się jak najlepiej dostosować do odgrywanej przez nią roli.
Nie wyglądał na zachwyconego jej interwencją, a przede wszystkim oceną, co wcale blondynki nie zaskoczyło, wszak na pierwszy rzut oka było widać, jak Nicholas gardzi okazywaniem jakiejkolwiek słabości oraz pokazywaniem prawdziwej twarzy, co sprawiało, że w pewnych kwestiach mogli być do siebie nawet podobni. Miała chłodne palce, które bez cienia zawstydzenia wędrowały czy to po szyi, czy przy skroniach, sprawdzając najważniejsze parametry i mierząc niezbyt stabilny, rozchwiany wręcz puls. Problemy związane z sercem należały do tych, których bagatelizować się nie powinno, nawet jeśli nie chciało się o nich głośno mówić. Bez dokładniejszych informacji, nie mogła zrobić nic więcej, zrzucając to głównie na przemęczenie, nie chcąc snuć hipotez oraz domysłów, które mogłyby Yaxleya urazić. Twarz miał bladą, skórę pod nosem wciąż zaczerwienioną od wcześniejszego wycierania chusteczką, a na białkach oczu jawiły się czerwone żyłki. Jak na przyszłą głowę rodu, niezbyt o siebie dbał.
- Rozumiem. - odparła równie krótko na jego słowa, przenosząc na chwilę spojrzenie uprzednio wędrujące gdzieś po jego twarzy, wprost na niebieskie tęczówki. Oddanie pracy oraz brak czasu również by zrozumiała, wolała po stokroć przesiadywać przy swoich trupach, badając przyczyny ich śmierci, niż haftować na popołudniowej herbatce z młodymi pannami oraz swoim kuzynostwem. Castiel wciąż podróżował, a jej ojca więcej nie było, niż był, stąd też Cynthia przywykła do ciszy oraz samotności, którą prosektorium — zwłaszcza po godzinach, również jej ofiarowało.
Wybrała odpowiednią mieszankę ziół, dodała nawet kilka kropel eliksiru wzmacniającego, który miała przy sobie, zajmując się alchemią hobbistycznie. Zakryła spodkiem filiżanki, przenosząc je następnie na biurko, gdzie postawiła jedną przed siedzącym Nicholasem, drugą przy swoim krześle. Uprzątnęła kilka papierów z blatu, doprowadzając miejsce pracy do porządku — miała chyba najczyściej ze wszystkich, wszystko tkwiło schowane lub posortowane, a zbędne bibeloty chowała w szufladach. Zasiadła, zakładając nogę na nogę i wyprostowała plecy, podnosząc na niego wzrok. - Musi się parzyć dwie lub trzy minuty, zależnie od Pana preferencji smakowych. Mieszanka powinna obniżyć ciśnienie, uspokoić bicie serca, a kilka kropel eliksiru wzmacniającego postawi Pana na nogi, przynajmniej chwilowo. Jest tam również dodatek ashwagadny, doda energii i rozjaśni umysł, ale nie zakłóci rytmu serca oraz oddechu.
Odrobinę wyjaśniła mu zawartość jego filiżanki, której aromat był dość intensywny, nawet zakryty talerzykiem. Przypomniała sobie o ciastkach, których zapomniała zabrać, sięgając po jasną, srebrnawą różdżkę i przywołała je jednym machnięciem, unosząc wieczko. - Kupiłam rogaliki rano, jedne są z konfiturą z dodatkiem hibiskusa, a drugie z kremem czekoladowym lub waniliowym, zmienia się co jakiś czas. To jakaś nowość, niech Pan skosztuje.
Zachęciła go z tym swoim wyuczonym, niewinnym uśmiechem, starając się jak najlepiej dostosować do odgrywanej przez nią roli.