18.07.2023, 22:12 ✶
Praca była dla niej formą ucieczki, podróżą do nieznanego świata, gdzie z każdym dniem coraz bardziej oswajała się z widmem śmierci. Ta nie była już taka straszna, krew i gnicie w żaden sposób Cynthii już nie odrzucało, nawet swoim specyficznym swądem. Lubiła to pogrążone w ciszy oraz chłodzie miejsce, gdzie po godzinach mogła do woli zapoznawać się z zawiłym sposobem działania ludzkiego ciała, przyglądać się sprawą, które niekoniecznie akceptowane były przez społeczeństwo. Dlatego też trzymała w sobie wiele sekretów, nosząc maskę kogoś powszechnie lubianego, grzecznego, doprawionego nutą słodyczy oraz niewinności, kogoś, kto był nieco głupszy, niż było w rzeczywistości. Tak było rozsądniej, nawet jeśli bywało to czasem męczące. Owszem, była ambitna, ale zdawała sobie sprawę, że miała przed sobą wiele do zrobienia, jeśli chciała w przyszłości zostać głową Ministerskiej kostnicy dzięki temu, co miała w głowie, a nie dzięki wpływom lub pieniądzom, była zbyt dumna, aby obrać drogę na skróty.
- Rozsądnie. - odparła dość łagodnie, pozornie ciepło na jego słowa o kominku, nieświadoma zupełnie — może to jednak lepiej? - jego przemyśleń na temat jej stanu matrymonialnego oraz braku dzieci. Maleńka myśl na temat jej parszywego, potencjalnego przyszłego męża sprawiała, że przechodził ją dreszcz odrazy i niechęci. Oh, gdyby tylko urodziła się chłopcem, świat byłby znacznie łatwiejszy do zdobycia, a wszystkie jej ambicje oraz cele tkwiłyby praktycznie na wyciągnięcie dłoni, a tak? Bieg ku nim zdawał się nie mieć końca.
Kolejne słowa sprawiły, że zerknęła na gazetę i lico widniejącego na okładce mężczyzny, którego spojrzenie było zarówno hipnotyzujące, jak i niebezpieczne. Oto i on, zwiastun burzy i pogromca mugoli, których krew tak rozrzedzała te srebrną, magiczną. Większość zgonów próbowano zrzucić na niego lub jego popleczników, nawet jeśli te nijak związane były z ingerencją osób trzecich. Cyna miała jednak wrażenie, że właśnie chodziło o plotki i szepty, aby kontrowersyjne, ale jednocześnie tak konserwatywne poglądy Voldemorta dotarły do jak największej ilości osób. Rozprzestrzeniały się, niczym smocza ospa, a Ci wszyscy głupcy nie mieli pojęcia, jak silną broń dają mu, stawiając go w centrum uwagi magicznego społeczeństwa. - Mówią, że jego działania skupiają się głównie na osobach pozbawionych magicznych korzeni, jako część dążenia do w pełni magicznego społeczeństwa. Dziękuje za troskę oraz radę, kominek brzmi jak dobry pomysł.
Zacytowała w odpowiedzi fragment proroka, podnosząc na niego na chwilę spojrzenie nienaturalnie błękitnych tęczówek. Nie gdybała nad tym wszystkim zbyt dużo, nie miała czasu i nie widziała sensu na rozmyślanie nad tym, na co nie miała wpływu i co mogło rozejść się, niczym poranna mgła, gdy szum opadnie. Nie czuła strachu przed samozwańczym Lordem, ale też dlatego, że odczuwanie tej emocji miała w pełni upośledzone.
Dopytała Augustusa, czy woli kawę, czy może herbatę z dodatkiem miodu bądź kropelką rumu na rozgrzanie, kręcąc się po pomieszczeniu w oczekiwaniu na naparzenie uprzednio przygotowanych naparów. Duże filiżanki z porcelany dzięki obszernym talerzykom, były wygodne w trzymaniu i podstawka nie łapała szybko temperatury. Postawiła ostrożnie napój przed Augustusem, a swój zaniosła do swojego biurka, zajmując następnie za nim miejsce. Wyprostowała plecy, założyła nogę na nogę i westchnęła, czując intensywny aromat przygotowanej przez nią herbaty, a następnie spojrzeniem omiotła tkwiącą na blacie dokumentację, ignorując przynajmniej na chwilę oblicze czarnoksiężnika. - Panna Black prosiła, aby przejrzeć raport dotyczący zwłok z komory ósmej, który robił ten stażysta po sekcji z nią. Zdaje się, że nie ufa jego zdolnością, jak stwierdził, że przyczyną jego zgonu był atak wyznawców Czarnej Magii, a nie pęknięta aorta. Zajmujesz się tym? - zapytała swojego jedynego w prosektorium towarzysza, łapiąc za różdżkę, aby przywołać z pokoiku puszkę z ciastkami, która leniwie zaczęła unosić się w powietrzu i płynąć w ich kierunku. Udało się jej dorwać korzenne ciasteczka oraz cytrynowe muffinki przed pracą, które idealnie dopełnią herbatę.
- Rozsądnie. - odparła dość łagodnie, pozornie ciepło na jego słowa o kominku, nieświadoma zupełnie — może to jednak lepiej? - jego przemyśleń na temat jej stanu matrymonialnego oraz braku dzieci. Maleńka myśl na temat jej parszywego, potencjalnego przyszłego męża sprawiała, że przechodził ją dreszcz odrazy i niechęci. Oh, gdyby tylko urodziła się chłopcem, świat byłby znacznie łatwiejszy do zdobycia, a wszystkie jej ambicje oraz cele tkwiłyby praktycznie na wyciągnięcie dłoni, a tak? Bieg ku nim zdawał się nie mieć końca.
Kolejne słowa sprawiły, że zerknęła na gazetę i lico widniejącego na okładce mężczyzny, którego spojrzenie było zarówno hipnotyzujące, jak i niebezpieczne. Oto i on, zwiastun burzy i pogromca mugoli, których krew tak rozrzedzała te srebrną, magiczną. Większość zgonów próbowano zrzucić na niego lub jego popleczników, nawet jeśli te nijak związane były z ingerencją osób trzecich. Cyna miała jednak wrażenie, że właśnie chodziło o plotki i szepty, aby kontrowersyjne, ale jednocześnie tak konserwatywne poglądy Voldemorta dotarły do jak największej ilości osób. Rozprzestrzeniały się, niczym smocza ospa, a Ci wszyscy głupcy nie mieli pojęcia, jak silną broń dają mu, stawiając go w centrum uwagi magicznego społeczeństwa. - Mówią, że jego działania skupiają się głównie na osobach pozbawionych magicznych korzeni, jako część dążenia do w pełni magicznego społeczeństwa. Dziękuje za troskę oraz radę, kominek brzmi jak dobry pomysł.
Zacytowała w odpowiedzi fragment proroka, podnosząc na niego na chwilę spojrzenie nienaturalnie błękitnych tęczówek. Nie gdybała nad tym wszystkim zbyt dużo, nie miała czasu i nie widziała sensu na rozmyślanie nad tym, na co nie miała wpływu i co mogło rozejść się, niczym poranna mgła, gdy szum opadnie. Nie czuła strachu przed samozwańczym Lordem, ale też dlatego, że odczuwanie tej emocji miała w pełni upośledzone.
Dopytała Augustusa, czy woli kawę, czy może herbatę z dodatkiem miodu bądź kropelką rumu na rozgrzanie, kręcąc się po pomieszczeniu w oczekiwaniu na naparzenie uprzednio przygotowanych naparów. Duże filiżanki z porcelany dzięki obszernym talerzykom, były wygodne w trzymaniu i podstawka nie łapała szybko temperatury. Postawiła ostrożnie napój przed Augustusem, a swój zaniosła do swojego biurka, zajmując następnie za nim miejsce. Wyprostowała plecy, założyła nogę na nogę i westchnęła, czując intensywny aromat przygotowanej przez nią herbaty, a następnie spojrzeniem omiotła tkwiącą na blacie dokumentację, ignorując przynajmniej na chwilę oblicze czarnoksiężnika. - Panna Black prosiła, aby przejrzeć raport dotyczący zwłok z komory ósmej, który robił ten stażysta po sekcji z nią. Zdaje się, że nie ufa jego zdolnością, jak stwierdził, że przyczyną jego zgonu był atak wyznawców Czarnej Magii, a nie pęknięta aorta. Zajmujesz się tym? - zapytała swojego jedynego w prosektorium towarzysza, łapiąc za różdżkę, aby przywołać z pokoiku puszkę z ciastkami, która leniwie zaczęła unosić się w powietrzu i płynąć w ich kierunku. Udało się jej dorwać korzenne ciasteczka oraz cytrynowe muffinki przed pracą, które idealnie dopełnią herbatę.