18.07.2023, 22:19 ✶
Cathal zupełnie jej nie pomagał, żadna większa emocja nie zatańczyła na jego twarzy, nie wywołała iskier w spojrzeniu, przez co Cynthii trudno było wyciągać wnioski. Kto by pomyślał, że Pan archeolog będzie lepiej kontrolował emocje, niż ona? Trzeba przyznać, że zupełnie nie spodziewała się wszystkich tych wydarzeń, które miały podczas ich spotkania nadejść. Z decyzją na temat jego ulubionego lustra zamierzała jednak wstrzymać się do samego końca, jak już obejdą wszystko i na bazie własnych doświadczeń, będzie próbowała zgadnąć, wydało się jej to najrozsądniejsze.
- Rozczarowany, ale i będzie tęsknił, nie doceniając tego, co już ma w dłoniach. Zauważyłeś, jak częsty, pospolity wręcz zrobił się z tego problem? Łatwo w chciwości stracić równowagę.
Nawiązywała do magicznego społeczeństwa, ale intuicja jej podpowiadała, że magiczne również się z tym borykało, tylko nie miała wiedzy, czy doświadczenia, aby o tym mówić. Miała wrażenie, że w ostatnich latach wszystko dookoła bardzo się zmieniło, nie tylko za sprawą podsycającego bunt Czarnoksiężnika, który pragnął uwspółcześnienie zatrzymać. Jego dłonie były doświadczone, a blondynka miała wrażenie, że nie tylko pracą lub też wiekiem, ale namaszczone w pewien sposób tym, przez co przeszedł. Jej palce z łatwością tonęły pomiędzy jego palcami, otulone ciepłą i przyjemną aurą, która od nich biła. Niepokojąca była maleńka myśl, która tliła się w umyśle Cynthii o tym, że mogłaby się do tego przyzwyczaić lub co gorsza, mogłaby za tym tęsknić, gdyby tkwili złączeni w uścisku dłoni częściej. W milczeniu zerknęła na jego twarz, przyglądając się tysięczny raz chyba profilowi, bo za każdym razem, gdy odkrywał przed nią kolejną ze swoich kart, rysował się jej na nowo. Dziś był cwanym lisem, ostatnio był mądrą sową, a czym będzie na kolejnym ich spotkaniu? Złapała się na tym, że kolejny raz uznała, że ono po prostu się odbędzie, jakby nie było innej możliwości. Jej myśli kolejny raz powędrowały do przyjaciółki, której słowa odbiły się echem, sprawiając, że bezgłośnie przełknęła powietrze.
Nie sądziła, nie mogłaby uwierzyć, że pamięć, którą Shafiq mógł się szczycić, była również pewną formą klątwy, kary. Bo jaki człowiek chciał pamiętać obrazy przykre, traumatyczne? Oglądać po zamknięciu powiek demony, które zwykle mózg starał się wymazać, zasłonić wydarzeniami dobrymi?
- Zmieniły się, a Ty wciąż tkwisz, jak ten posąg w lesie. - odparła z westchnięciem, zastanawiając się nad tymi lustrami. Nie wyglądał na masochistę, który lubiłby oglądać rzeczy straszne, ale jeśli nie zareagował w żaden sposób? Za chwile Flintówna będzie skłonna uwierzyć, że miał więcej twarzy, niż ona, a to było sztuką i wyzwaniem, bo przecież ona nad tym skrupulatnie pracowała, a on chyba miał tak zupełnie nieświadomy. Może nie tylko ona powinna próbować w teatrze?
Dała mu się prowadzić, wyjątkowo pozwoliła przejąć pełną kontrolę w tym labiryncie zwierciadeł, słuchając o ich kolejnych, zaskakujących właściwościach. Miała wrażenie, że pokazują całe jestestwo przeglądającej się osoby, włącznie z przeszłością i przyszłością, alternatywnymi ścieżkami, które mogła wybrać. Niezwykłe doświadczenie, chociaż ktoś taki, jak ona, nie mógł nazwać go do końca komfortowym. Obraz matki nachalnie przemykał jej przed oczami, przypominała sobie coraz więcej szczegółów, coraz więcej związanych z nią rzeczy, jak brzmienie głosu lub fakt, że zawsze miała ciepłe dłonie. Owszem, miała podzielność uwagi, ale zagrzebane wspomnienia, które wyciągnął po tylu latach, krzyczały głośno i sprawiały, że czasem nie reagowała w sposób, w jaki by chciała, co znów budziło w niej obawy o tym, że mężczyzna pomyśli, że ta go ignoruje lub co gorsza, nie słucha.
Labirynt był prawdziwym potrzaskiem, a towarzyszący jej człowiek dość bezkarnie pozbawiał ją kolejnych warstw, próbując dotrzeć gdzieś, gdzie nikogo nie było lub był tak dawno, że już nie pamiętała. Wiele wysiłku kosztowało ją trzymanie fasonu — jakiegokolwiek właściwie, zachowywanie twarzy obojętnej, chłodnej i w tym wszystkim łagodnej, przyprawionej niewinnością, która ostatnimi laty sprawdzała się najlepiej, zarówno w towarzystwie, jak i w pracy.
- Twoje wybory również były trudne, czy od początku wiedziałeś, dokąd chcesz dotrzeć? - nie powstrzymała pytania, posyłając mu krótkie spojrzenie, próbując widocznie coś sobie w głowie na jego temat znów ustalić, zakodować. Był stanowczy, wiedział, czego chciał — a przynajmniej tak odbierała jego zachowanie, jednocześnie zdając sobie sprawę, że takie osoby w pewien sposób miały właśnie te wybory najgorsze, bo cena niezależności oraz wolności była wysoka, a wymiana musiała być równowarta. Nie chciałaby jednak, aby tlił się w nim jakiś żal, być może tęsknota, nie życzyłaby tego nikomu, kogo w jakikolwiek sposób obdarzyła nicią sympatii. - Jak byś więc to nazwał? Jeśli mogę zapytać.
Nie chciała pokazać mu, jak była uparta, a niestety, niczym osioł, co również starała się maskować. Musiała się więc zreflektować odpowiednim dodatkiem słownym, niż spojrzenie zatonęło w szklanej tafli, która okazała się jeszcze gorsza, niż poprzednia. Tego nie pamiętała zupełnie, mając wrażenie, że widzi to po raz pierwszy, a jednocześnie nieprzyjemne deja vu rozniosło się po jej pulsującej głowie, uwalniającej kolejne fragmenty, które obraz w lustrze sugerował. Łatwiej było wymazać istnienie tej kobiety niż żyć z tym obrazem. Prawda była taka, że gdy umarła tak wcześnie, to Cynthia musiała dorosnąć, aby zająć się bratem, pomagać ojcu. Tamtego dnia coś w niej umarło razem z nią. Wtedy już zainteresowała się trupami? Nie, wmawiała sobie, że chce być uzdrowicielką, aby nie dopuścić do śmierci osób, na których jej zależało, ale przecież tak naprawdę to chciała zaprzyjaźnić się z kostuchą, aby kres nie był tak szary i ciemny. Nie bała się śmierci teraz, ale czy nie było w jej życiu okresu — zaraz na początku problemów ze snem, gdy śniła o umieraniu i budziła się z krzykiem, bo jako dziecko, nie umiała sobie z nim poradzić i wytłumaczyć, że taki poniekąd był cel istnienia? Aby umrzeć? Podróż życia była przecież krótka. Zaciśniętych szczęk nie zauważyła, nie słyszała też, jak szybko bije jej serce i pulsuje głowa, jakby zwilgotniały jej trochę oczy. Przecież nie płakała. I pewnie wpatrywałaby się w szkarłatną ciecz na jasnym materiale, gdyby nie zacisnął swojej dłoni, nie zmusił jej poniekąd do zrobienia kroku.
Przeniosła spojrzenie na jego palce, usiłując się pozbierać i odzyskać kontrolę, wrócić do rzeczywistości. Owszem, jej twarz niezbyt wiele wyrażała, ale było to przez zdobytą na przestrzeni lat wprawę, a nie dlatego, że sobie radziła. Jego głos przerwał wyjątkowo paskudną ciszę, a ona obdarzyła go spojrzeniem, wydając z siebie mruknięcie zastanowienia. Potrzebowała kupić trochę czasu, musiała znaleźć sposób na odzyskanie równowagi, przekierowanie własnych myśli, odnalezienie innych bodźców, zanim utonie w na nowo odkrytej przeszłości.
- Powinniśmy..- zaczęła w końcu, czując suchość w ustach, przystając na chwilę. Spojrzała w lewo, a potem w prawo, a potem znów na Shafiqa, ściągając odrobinę brwi. On był jej rozwiązaniem. Musiała skupić na nim swoją uwagę, na niego przelać każdy bodziec, aby mogła odzyskać równowagę oraz kontrolę, przynajmniej na razie, bo potem będzie musiała znów to jakoś zamknąć. Nie pamiętała, jaka była z tym całym bagażem, umiała tylko funkcjonować bez niego. Westchnęła więc jej wzrok nieco złagodniał i niewiele myśląc, pociągnęła jego rękę do siebie, zmuszając tym samym przez nagły ruch, aby nieco się nachylił. Musiała go wykorzystać, czy może po prostu chciała to zrobić? Trudno powiedzieć, ale wspięła się na palce, a wolną dłonią przesunęła po jego policzku, pozwalając sobie dwoma palcami musnąć skórę na szyi. O dziwo pocałowała go dość delikatnie, chociaż przemawiała w tym akcie bardziej stanowczość, niż niepewność, bo przecież doskonale wiedziała, co robi, nie była nieśmiałym podlotkiem. Miał miękkie i ciepłe usta, podobnie, jak dłonie, a zapach jego skóry wymieszanej z perfumami wdarła się jej do nozdrzy, na czym przez chwilę skupiła. Wszystko wewnątrz cicho, wszystko zdawało się wracać na swoje miejsce. Pocałunek nie był długi i nachalny, stanowił jakby przedsmak tego wszystkiego, co usta mogły sobie przecież ofiarować. Odsunęła się na kilka milimetrów, unosząc powieki, aby z bliska przyjrzeć się wyrazowi jego twarzy, jego oczom, oddechem musnąć wilgotne od pocałunku wargi. - Powinniśmy iść w prawo, skoro jest intrygujące. - stwierdziła, jak gdyby nigdy nic, opadając na nogi, a obcas z cichym stuknięciem przywarł do posadzki. Zerknęła w prawy korytarz, zastanawiając się, co miał na myśli w związku z tym, że było intrygujące, skoro to miejsce całe takie było?
- Rozczarowany, ale i będzie tęsknił, nie doceniając tego, co już ma w dłoniach. Zauważyłeś, jak częsty, pospolity wręcz zrobił się z tego problem? Łatwo w chciwości stracić równowagę.
Nawiązywała do magicznego społeczeństwa, ale intuicja jej podpowiadała, że magiczne również się z tym borykało, tylko nie miała wiedzy, czy doświadczenia, aby o tym mówić. Miała wrażenie, że w ostatnich latach wszystko dookoła bardzo się zmieniło, nie tylko za sprawą podsycającego bunt Czarnoksiężnika, który pragnął uwspółcześnienie zatrzymać. Jego dłonie były doświadczone, a blondynka miała wrażenie, że nie tylko pracą lub też wiekiem, ale namaszczone w pewien sposób tym, przez co przeszedł. Jej palce z łatwością tonęły pomiędzy jego palcami, otulone ciepłą i przyjemną aurą, która od nich biła. Niepokojąca była maleńka myśl, która tliła się w umyśle Cynthii o tym, że mogłaby się do tego przyzwyczaić lub co gorsza, mogłaby za tym tęsknić, gdyby tkwili złączeni w uścisku dłoni częściej. W milczeniu zerknęła na jego twarz, przyglądając się tysięczny raz chyba profilowi, bo za każdym razem, gdy odkrywał przed nią kolejną ze swoich kart, rysował się jej na nowo. Dziś był cwanym lisem, ostatnio był mądrą sową, a czym będzie na kolejnym ich spotkaniu? Złapała się na tym, że kolejny raz uznała, że ono po prostu się odbędzie, jakby nie było innej możliwości. Jej myśli kolejny raz powędrowały do przyjaciółki, której słowa odbiły się echem, sprawiając, że bezgłośnie przełknęła powietrze.
Nie sądziła, nie mogłaby uwierzyć, że pamięć, którą Shafiq mógł się szczycić, była również pewną formą klątwy, kary. Bo jaki człowiek chciał pamiętać obrazy przykre, traumatyczne? Oglądać po zamknięciu powiek demony, które zwykle mózg starał się wymazać, zasłonić wydarzeniami dobrymi?
- Zmieniły się, a Ty wciąż tkwisz, jak ten posąg w lesie. - odparła z westchnięciem, zastanawiając się nad tymi lustrami. Nie wyglądał na masochistę, który lubiłby oglądać rzeczy straszne, ale jeśli nie zareagował w żaden sposób? Za chwile Flintówna będzie skłonna uwierzyć, że miał więcej twarzy, niż ona, a to było sztuką i wyzwaniem, bo przecież ona nad tym skrupulatnie pracowała, a on chyba miał tak zupełnie nieświadomy. Może nie tylko ona powinna próbować w teatrze?
Dała mu się prowadzić, wyjątkowo pozwoliła przejąć pełną kontrolę w tym labiryncie zwierciadeł, słuchając o ich kolejnych, zaskakujących właściwościach. Miała wrażenie, że pokazują całe jestestwo przeglądającej się osoby, włącznie z przeszłością i przyszłością, alternatywnymi ścieżkami, które mogła wybrać. Niezwykłe doświadczenie, chociaż ktoś taki, jak ona, nie mógł nazwać go do końca komfortowym. Obraz matki nachalnie przemykał jej przed oczami, przypominała sobie coraz więcej szczegółów, coraz więcej związanych z nią rzeczy, jak brzmienie głosu lub fakt, że zawsze miała ciepłe dłonie. Owszem, miała podzielność uwagi, ale zagrzebane wspomnienia, które wyciągnął po tylu latach, krzyczały głośno i sprawiały, że czasem nie reagowała w sposób, w jaki by chciała, co znów budziło w niej obawy o tym, że mężczyzna pomyśli, że ta go ignoruje lub co gorsza, nie słucha.
Labirynt był prawdziwym potrzaskiem, a towarzyszący jej człowiek dość bezkarnie pozbawiał ją kolejnych warstw, próbując dotrzeć gdzieś, gdzie nikogo nie było lub był tak dawno, że już nie pamiętała. Wiele wysiłku kosztowało ją trzymanie fasonu — jakiegokolwiek właściwie, zachowywanie twarzy obojętnej, chłodnej i w tym wszystkim łagodnej, przyprawionej niewinnością, która ostatnimi laty sprawdzała się najlepiej, zarówno w towarzystwie, jak i w pracy.
- Twoje wybory również były trudne, czy od początku wiedziałeś, dokąd chcesz dotrzeć? - nie powstrzymała pytania, posyłając mu krótkie spojrzenie, próbując widocznie coś sobie w głowie na jego temat znów ustalić, zakodować. Był stanowczy, wiedział, czego chciał — a przynajmniej tak odbierała jego zachowanie, jednocześnie zdając sobie sprawę, że takie osoby w pewien sposób miały właśnie te wybory najgorsze, bo cena niezależności oraz wolności była wysoka, a wymiana musiała być równowarta. Nie chciałaby jednak, aby tlił się w nim jakiś żal, być może tęsknota, nie życzyłaby tego nikomu, kogo w jakikolwiek sposób obdarzyła nicią sympatii. - Jak byś więc to nazwał? Jeśli mogę zapytać.
Nie chciała pokazać mu, jak była uparta, a niestety, niczym osioł, co również starała się maskować. Musiała się więc zreflektować odpowiednim dodatkiem słownym, niż spojrzenie zatonęło w szklanej tafli, która okazała się jeszcze gorsza, niż poprzednia. Tego nie pamiętała zupełnie, mając wrażenie, że widzi to po raz pierwszy, a jednocześnie nieprzyjemne deja vu rozniosło się po jej pulsującej głowie, uwalniającej kolejne fragmenty, które obraz w lustrze sugerował. Łatwiej było wymazać istnienie tej kobiety niż żyć z tym obrazem. Prawda była taka, że gdy umarła tak wcześnie, to Cynthia musiała dorosnąć, aby zająć się bratem, pomagać ojcu. Tamtego dnia coś w niej umarło razem z nią. Wtedy już zainteresowała się trupami? Nie, wmawiała sobie, że chce być uzdrowicielką, aby nie dopuścić do śmierci osób, na których jej zależało, ale przecież tak naprawdę to chciała zaprzyjaźnić się z kostuchą, aby kres nie był tak szary i ciemny. Nie bała się śmierci teraz, ale czy nie było w jej życiu okresu — zaraz na początku problemów ze snem, gdy śniła o umieraniu i budziła się z krzykiem, bo jako dziecko, nie umiała sobie z nim poradzić i wytłumaczyć, że taki poniekąd był cel istnienia? Aby umrzeć? Podróż życia była przecież krótka. Zaciśniętych szczęk nie zauważyła, nie słyszała też, jak szybko bije jej serce i pulsuje głowa, jakby zwilgotniały jej trochę oczy. Przecież nie płakała. I pewnie wpatrywałaby się w szkarłatną ciecz na jasnym materiale, gdyby nie zacisnął swojej dłoni, nie zmusił jej poniekąd do zrobienia kroku.
Przeniosła spojrzenie na jego palce, usiłując się pozbierać i odzyskać kontrolę, wrócić do rzeczywistości. Owszem, jej twarz niezbyt wiele wyrażała, ale było to przez zdobytą na przestrzeni lat wprawę, a nie dlatego, że sobie radziła. Jego głos przerwał wyjątkowo paskudną ciszę, a ona obdarzyła go spojrzeniem, wydając z siebie mruknięcie zastanowienia. Potrzebowała kupić trochę czasu, musiała znaleźć sposób na odzyskanie równowagi, przekierowanie własnych myśli, odnalezienie innych bodźców, zanim utonie w na nowo odkrytej przeszłości.
- Powinniśmy..- zaczęła w końcu, czując suchość w ustach, przystając na chwilę. Spojrzała w lewo, a potem w prawo, a potem znów na Shafiqa, ściągając odrobinę brwi. On był jej rozwiązaniem. Musiała skupić na nim swoją uwagę, na niego przelać każdy bodziec, aby mogła odzyskać równowagę oraz kontrolę, przynajmniej na razie, bo potem będzie musiała znów to jakoś zamknąć. Nie pamiętała, jaka była z tym całym bagażem, umiała tylko funkcjonować bez niego. Westchnęła więc jej wzrok nieco złagodniał i niewiele myśląc, pociągnęła jego rękę do siebie, zmuszając tym samym przez nagły ruch, aby nieco się nachylił. Musiała go wykorzystać, czy może po prostu chciała to zrobić? Trudno powiedzieć, ale wspięła się na palce, a wolną dłonią przesunęła po jego policzku, pozwalając sobie dwoma palcami musnąć skórę na szyi. O dziwo pocałowała go dość delikatnie, chociaż przemawiała w tym akcie bardziej stanowczość, niż niepewność, bo przecież doskonale wiedziała, co robi, nie była nieśmiałym podlotkiem. Miał miękkie i ciepłe usta, podobnie, jak dłonie, a zapach jego skóry wymieszanej z perfumami wdarła się jej do nozdrzy, na czym przez chwilę skupiła. Wszystko wewnątrz cicho, wszystko zdawało się wracać na swoje miejsce. Pocałunek nie był długi i nachalny, stanowił jakby przedsmak tego wszystkiego, co usta mogły sobie przecież ofiarować. Odsunęła się na kilka milimetrów, unosząc powieki, aby z bliska przyjrzeć się wyrazowi jego twarzy, jego oczom, oddechem musnąć wilgotne od pocałunku wargi. - Powinniśmy iść w prawo, skoro jest intrygujące. - stwierdziła, jak gdyby nigdy nic, opadając na nogi, a obcas z cichym stuknięciem przywarł do posadzki. Zerknęła w prawy korytarz, zastanawiając się, co miał na myśli w związku z tym, że było intrygujące, skoro to miejsce całe takie było?