Gwiazdy zawsze lubiły układać się w takim porządku, żeby jak najbardziej ci dowalić. I nie ważne, jak bardzo będziesz się starał unikać pewnych wydarzeń czy ludzi - one zawsze cię znajdą. Tak jak w całym Ministerstwie musiał akurat trafić na Victorię. Choć nie był akurat bardzo zaskoczony. Bardzo nie, co nie znaczyło, że w ogóle. Właściwie to może powinien się ucieszyć, że to akurat ona? W końcu różne pojeby kręciły się tutaj (no przecież jego kochany wujek Skrzynka między innymi), a trafił tak naprawdę na osobę, która mogła go potraktować najmilej z nich wszystkich. O paradoksie, mimo bycia kryminalistą to akurat Victoria traktowała go nie jak jednego z nich. Oczywiście poza korytarzami tego miejsca, bo tutaj nawet nie zrobił żadnego ruchu mającego sugerować, że miało być inaczej. Chodzi jednak o samo odnoszenie się, o spojrzenie, o... słowa. Ani nie zamierzał jej prosić o nic więcej ani nawet nie chciałby, żeby teraz miała wychodzić ze swojej skóry dumnej przedstawicielki prawa. Były rzeczy, do których nawet nie chciałby jej namawiać, bo przecież to była jedna z takich, które mogłyby jej zaszkodzić. Mocno. Za mocno.
Wzruszył lekko ramionami w takiej formie "nic na to nie poradzę", kiedy Victoria rzuciła hasło o pięknym początku znajomości i zerknęła na niego tak, jakby chciała coś jeszcze dodać, powiedzieć. Albo jakby była rozczarowana w zasadzie tym, że w ogóle widzi taką scenerię.
- Przemawiają za mną okoliczności łagodzące, w którym napastowany mężczyzna jest jest niebezpiecznym handlarzem. Pani Longbottom wkroczyła w akt naruszenia nietykalności cielesnej, co wywołało naturalny odruch samoobrony... - Sauriel przymknął na moment oczy i uśmiechnął się. - Walnąłem ją tylko raz a potem się broniłem. To był odruch, nie świadome działanie, a obecność Brenny zamieniła akt pobicia w bójkę, co jest o wiele łagodniej rozumiane w świetle prawa. - Co pewnie Victoria dobrze wiedziała, ale nie chodziło o to - chodziło o to, że Sauriel chciał się wytłumaczyć z tego, czemu Brenna miała siniaka na twarzy. Jego też bolał policzek, ale na jego skórze praktycznie nie było tego widać. Bo jak, skoro nie miał ukrwionej skóry. - Hm. - Spojrzał na Brennę unosząc jedną brew. - Miło mi poznać. - Tak, teraz śpiewka trochę się zmieniła. Bo jednak przy Victorii Sauriel był milszym facetem. Chociaż odrobinkę. Tyci-tyci.
- Muszę posłać sowę. Nie wiedzą. Może ze dwie, trzy godziny temu trafiłem tu z twoją koleżanką. - Uniósł głowę, przechylając ją na bok. - Aaaa... - Zaintonował wręcz śpiewnie. - 200 galeonów w dupę. A mogłem być mądrzejszy. - Uśmiechnął się znowu lekko sam do siebie i swojego debilizmu.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.