Uśmiechnął się pod nosem na tę wymianę zdań między paniami, że jedna na drugą tak działała, że ta druga traciła przez to równowagę. Brzmiało całkiem uroczo. I jak jeden z głupszych tekstów w jego stylu, bo przed momentem sam palnął głupotę, że to "przez jego urok osobisty". To samo, powiedziane różnymi słowami. Żarty żartami, ale jakiś obraz Brenny przez te przypowiastki i wymianę zdań się ukształtował w głowie Sauriela o tej kobiecie. On uprzedzony do Longbottomów nie był. Przeciwnie! Jeden z nich całkiem dobrze go zabawił na Beltane. W przeciwieństwie do tamtego drugiego, który prawie się zesrał w majtki. Nadal było mu trochę szkoda, że go nastraszył i kazał spierdalać. Co też tamten uczynił wręcz w podskokach, grzecznie zostawiając mu swoją różdżkę. Sytuacja była wtedy jednak na tyle nieciekawa, że... ach, nie ważne. Z Longbottomami miał w każdym razie przynajmniej jedno dobre wspomnienie! Dobre i bardzo bolesne zarazem. Karma to suka, jak mawiając. Wielu by zapytało, jakim cudem Saurieel potrafił sobie jak gdyby nigdy nic rozmawiać i żartować z przedstawicielką rodziny, której członka zamordował. Może jej ojca. Może wujka. A może to była piąta woda po kisielu, ale co za różnica? A Sauriel odpowiedziałby: no, po prostu. Bo tak naprawdę... co go to obchodziło? Niee jego rodzina, nie jego problem. A jeśli kiedyś Brenna problemem by się stała to i ona miałaby problem z nim. I spotykaliby się na innych warunkach. Do tego czasu mógł zostać nawet jej przyjacielem, bo w zasadzie to nawet ją polubił. a sumienie? Proszę... Moralność Sauriela dawno już upadła.
- Ay, Różyczko. Rozumiem. - Pseudo odetchnął, dając tym samym znać, że dotarł do niego przekaz i że w dalszym ciągu nie musiała go tak... piorunować spojrzeniem. Zabrzmiał wręcz nawet smutno. Bo tak, w zasadzie to było mu w jakiś tam sposób... przykro, że nie miał nad tym kontroli. Nawet nie pomyślałby o tym, że to, co działo się w knajpie, mogła odczuć. Przecież nic się tam nie działo. No okej, ludzie byli poddenerwowani, ale co mogli zrobić? Nikt by tam nie zaczął pluć płomieniami ognia, więc jakkolwiek by się to wydarzyło to... ech. Najwyraźniej zaklęcie nie odbierało personalnego poczucia zagrożenia tylko... sytuację samą w sobie. A to już zdążył sam wycenić, że w zasadzie tak - tam się zrobiło trochę niebezpiecznie, zwłaszcza kiedy jeszcze Tom sam wybiegł po pomoc, gdyby Brennie się nie udało niczemu zaradzić.
Sauriel już właściwie zdążył się obrócić od kobietek, kiedy Brenna odezwała się czymś, czego kompletnie czarnowłosy się nie spodziewał. Otworzył szerzej oczy, uniósł się na przedramieniu, gapiąc się w zdziwieniu na panią brygadzistkę... i uśmiechnął szeroko. Wiecie, to ten magiczny moment nici porozumienia, chociaż twarz Brenny mogła być całkowicie poważna. Może i to nie zostanie powiedziana, ale całkiem dostojnie wyglądała z tą rana wojenną! Jak to było..? Blizny świadczą o tym, że przetrwaliśmy! O! Sauriel wyciągnął rękę i pokazał kciuka w górę na znak uznania.
- O książce. Wcisnę ci ją jak wrócimy. ZAJEBISTA. Chociaż nawet nie wiem, czy ci się spodoba... - Nie był pewien, co Victoria czyta i czy czyta jakieś... pierdoły poza książkami potrzebnymi jej do pracy. W zasadzie to zabawne. Nie znali się aż tak mało, a w zasadzie ciągle o niej całkiem niewiele wiedział. Najdłuższy czas, jaki ze sobą spędzali, to ten związany z pracą Victorii.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.