Była w dobrym miejscu i jednocześnie nie w takim, jakie zapamiętała. Obraz przeszłości nakładał jej się na teraźniejszość… na drugi znany jej obraz. Lestrange potrzebowała chwili, by dopasować obecnie widziane szyldy, z tymi, które dopiero co miała w pamięci… Kształty się zgadzały, tak.
Tylko napisy na nich może niekoniecznie. Tori zmrużyła oczy przypatrując się szyldowi jakiegoś sklepu tuż przed nimi, potem pokręciła głową, pojrzała na jakiś po drugiej stronie ulicy… To już nie to samo. I tak nie ma tu prawie nikogo godnego poszanowania, większość już się stąd wyniosła. I za Londyn, albo do Podziemnych Ścieżek… Westchnęła.
A potem uniosła dłoń i mocno przyłożyła ją sobie do skroni, palce wplątując we włosy.
Co ja tutaj robię? Przecież mam dyżur i… Ach tak. Przedmiot. Miałam odebrać przedmiot.
Bzdura. Już go przecież odebrałam. Jest…
Jest w domu. W komodzie. Victoria odwróciła się w stronę, w jaką można dojść na Pokątną i bez słowa zrobiła kilka kroków przed siebie. I równie nagle się zatrzymała.
Nie. Nie ma go. Nie ma go w domu. Przecież wiedziała, że nie ma go w domu! Przecież… Co ty sobie wyobrażałaś! – zagrzmiało jej w uszach zupełnie jakby dopiero co to usłyszała. Seria błysków, jakie mignęły jej przed oczami, we wspomnieniach, sprawiły ból, tak, ale psychiczny. Smutek. Walka z matką. Podłoga.. Komoda – i górna szafka. Wiedziała, że trzymała tam coś ważnego, coś… Ten przedmiot.
Nie, nie było go w domu. Powinien tam być, ale go nie było. Zabrała go. Matka go zabrała, z jej własnego domu. Victoria odwróciła się i ruszyła w stronę przeciwną do Pokątnej, aż przystanęła – znowu! – i teraz już oburącz trzymała się za głowę.
- Nie wiem – mruknęła pomiędzy zaciśniętymi zębami. Miała wrażenie, że traci rozum. A może już go straciła? Co ona najlepszego wyprawia? Co jej się ubzdurało, żeby tutaj iść, skoro już odebrała swój zakup, a nawet… nawet wiedziała, że nie ma go w domu tam, gdzie powinien być?
Więc gdzie był?
Musiała wyglądać i zachowywać się jak kompletna wariatka – czyli pasowała tu idealnie. Nic dziwnego, że o ile ktokolwiek też tu był, to zupełnie nie zwracał na nią i na Brennę uwagi. - Myślałam… Przypomniało mi się, że miałam odebrać coś ważnego bo inaczej stracę kasę. Ale zapomniałam, że już to zrobiłam – rozejrzała się znowu bez sensu na lewo i prawo po szyldach, które znała. Których nie znała. Jednak znała. I jednocześnie znała je inaczej. - Potem pomyślałam, że powinno być w domu. Ale przypomniało mi się, że go tam nie ma – te wspomnienia. Przenikały się. Przenikały się jak… Ciemnooka znowu spojrzała na szyld. Nowy szyld. WSPÓŁCZESNY szyld. - Kiedy zmienili ten szyld? Pamiętam… Pamiętam go trochę inaczej – odezwała się po chwili. Naprawdę traciła zmysły? Co się z nią działo? Dlaczego nie mogła sobie przypomnieć…? Tak jak ostatnio tamta kłótnia z matką wydawała się taka ważna! O co się pokłóciły? - Szszkurwa. Moja głowa – i za każdym razem kiedy próbowała sobie przypomnieć, to wyglądało jakby dochodziła do ściany. I ten ból głowy!