Przyłożył głowę do framugi, podnosząc na nią spojrzenie i skupiając się na zbieraniu obrazu. Bolało go. Bolało go całe ciało, bolała go głowa, kurwa, krańce włosów chyba nawet go bolały i rzęsy. Ale to chyba nie było tylko światło z korytarza - to Zjawisko, które wkroczyło do jego pokoju. Jego malutkiej przestrzeni, gdzie chociaż w małej części można było być sobą. Gdzie chociaż w części uciekało się przed oczami. Nie, to nie było światło lamp. W tym małym saloniku, albo pokoju muzycznym, półmrok rozświetlała ledwo jedna stojąca lampa w rogu pokoju. Przez klosz wszystko miało bardziej pastelowy kolor, a blask rozlewał się na ściany. Nie było tu jasno. Mimo to Słońce weszło. Zadrżały mu wargi, kiedy się uśmiechnął do Niej - z powodu własnych myśli. I tego, jak dobrze się poczuł, że tutaj była.
- Masz... masz szczęście, że nie uszkodziłaś. Nie uszkodziłaś? - Właściwie w ogóle o tym nie myślał i nie miało to znaczenia. Po prostu sobie gadał - jak to on. Przesunął ręką po drewnianej ramie drzwi i lekko wypchnął się od niej do przodu, żeby skierować kroki do sofy. A szedł nawet prosto. Tylko wolno. Jedna noga. Stop. Druga. Starał się iść prosto, tak jakby to miało jakiekolwiek znaczenie. Miało - dla niego samego. Ale ten krok sprawiał, że jego oczy nawet robiły się zamglone. - No... zasłużyłaś... - Szepnął.
I wyciągnął do niej ręce szukając pomocy.
Jak coś tak drobnego i delikatnego mogło przynosić tyle poczucia bezpieczeństwa?
Przez moment nie ruszył się z miejsca, przytulając ją do siebie. Albo raczej siebie do niej. Może trwało to pięć sekund, a może pięć długich godzin - wszystko się mieszało, kiedy słabość poganiała słabość, a wspomnienia mieszały się z tymi, które wydarzyły się przecież tak wiele lat temu. W rzeczywistości to była bardzo krótka chwila, nim się przesunął, żeby rzeczywiście po kilku krokach dosięgnąć do kanapy i z wyraźną, wymalowaną wręcz na twarzy ulgą - usiąść na niej. Odchylił głowę w tył i przymknął oczy, kontemplując ten moment rozluźnienia mięśni, nim potrząsnął głową, żeby znów odszukać wzrokiem Victorii.
- Nie wypaliłas mi fajek, co? Wypaliłaś pewnie... - Wymacał skórę i zaczął obszukiwać kieszenie. A jak to w kieszeniach, zwłaszcza, że trochę ich było - całkiem sporo pierdół można było tam znaleźć. Od nic nie wartych pseudo paragoników, poprzez jakieś szybko bazgrane notatki, aż do drobniaków czy chustki, która normalnie służyłaby do wytarcia nosa. A do czego była wampirowi to nawet Sauriel tego nie wiedział. - Następnym razem poczekaj na mnie. Czemu tak się śpieszyłaś? Nocturn to... spierdolone miejsce.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.