Sauriel przyglądał się właśnie zakupionemu w kawiarence lizakowi w kształcie stokrotki z uśmiechem, która zresztą poruszała się na wszystkie strony świata i uśmiechała albo szerzej, albo mniej szeroko. Marszczył trochę przy tym brwi, jakby chciał z każdym mocniejszym ruchem tego słodkiego, zaczarowanego kwiatka pacnąć go w łeb. Bo się ruszał. Jak się ruszał, znaczy że zabawka. Lizak był zapakowany w przejrzysty papierek, bardzo ładnie, idealnie na prezent. I był to prezent, ale na razie Sauriel trochę bardziej sprezentował to sobie samemu, bo dziwne ruchy tej stokrotki były absolutnie absorbujące.
- Tylko jedna? - Zainteresował się, odrywając spojrzenie od lizaka i spoglądając na swoją towarzyszkę zbrodni. Z którą popełnił zbrodnię tak normalnego wieczoru, że... że aż było to dziwne dla niego do pewnego stopnia. Okej, nie to, żeby nie przychodził spotkać się z jakimiś znajomymi do knajpy, ale nie pamiętał, żeby był na takim... całkowicie NORMALNYM spotkaniu w kawiarni. Na kawie. Nawet sam się pokusił o wypicie kawy. - Aaa, no widzisz... - Odezwał się z zadowoleniem, niemalże dumnie wypiął i pogładził dłonią po brzuchu. - To zupełnie inna magia niż ta, którą my mamy tutaj. Magia również nie jest tam taka prosta jak to, co my tutaj mamy. Nie wystarczy pokręcić pałeczką, żeby zaczarować miotłę i latać. - Sam fakt, że sięgnęła po książkę był miły. To, że ją czytała i ewidentnie jej się do jakiegoś stopnia spodobała, taką nadzieję miał Sauriel, był w ogóle... wspaniały! Jak chyba zawsze kiedy okazuje się, że z osobą, którą lubisz, łączy cię teraz więcej niż dotychczas. Victoria mogła też być po prostu uprzejma, albo robić to z litości... ale Sauriel nie chciał samemu sobie psuć humoru pytając o to. Liczył na to, że ona by czegoś takiego nie zrobiła. Taka mu się wydawała - szczera. Bo gdyby powiedziała, że jej się nie spodobała to by mu nie sprawiła przykrości, zrozumiałby to w pełni.
Zgadza się, że Sauriel wrócił do siebie i proces zatoczył koło. Wydawałoby się, że powinno być na odwrót, chorzy i źle czujący się ludzie byli bardziej marudni i było im niedobrze i w ogóle. Jak jednak dobrze wiemy - co kraj to obyczaj, a co człowiek to... to człowiek.
- Ten pierścień to samo zło. Gandalf nie wytrzymałby jego wpływu, dlatego nie chciał i nie mógł go przyjąć. Dalej jest pokazane trochę przykładów, że nawet najmądrzejsi i najstarsi mają problem z tym pierścieniem. I w tym świecie teleportacje to tak nie bardzo. Chociaż... chociaż dalej jest takie jedno pytanie... a, zobaczysz! Ale ta góra jest broniona, to nie tak że każdy sobie może tam wleźć. - Nigdy by nie sądził, że będzie z Victorią omawiał Władcę Pierścieni... proszę bardzo, jak świat może zadziwić! - Mugole są zajebiści, tworzą rzeczy na medal. Zabiorę cię kiedyś na jakiś ich koncert, zupełnie coś innego od tego co my tutaj... no od naszych muzyków. A wiesz jakie mają dojebane muzeum z dinzaurami? Łoooh! - Chłopcy chyba zazwyczaj dzielili się na tych, których bawiły autka albo dinozaury w dzieciństwie.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.