23.07.2023, 13:42 ✶
Och. Ojej! Czyli jednak Darcy był bardziej poszkodowany, niż się z początku wydawało! Nie tylko szyja, ale i ręka! A jak się to rozrośnie i się okaże, że nie będzie mógł pisać?! Nie, na to zdecydowanie nie mogła pozwolić! Świat ne mógł stracić tak bardzo obiecującego pisarza, jakim był Darcy!!!
Pokiwała głową z mądrą miną, starając się nie pokazać po sobie, jak bardzo zaczyna się trząść nad Lockhartem. Jej to najzwyczajniej w świecie nie wypadało – ani jako uzdrowicielce, w której to roli właśnie występowała, ani przyjaciółce – no bo… jako takowa powinna wesprzeć, a nie roztrząsać się nad ciężką dolą Darcy’ego, prawda? Prawda? Zwłaszcza że trudno powiedzieć, aby do tej pory można ich było określić bardzo sobie bliskimi.
Nie, tak zdecydowanie nie było, zwłaszcza że sam fakt, że pochodzili z takich rodzin, z jakich pochodzili sprawiał, iż poza murami Hogwartu dystans pojawiał się praktycznie sam. Obracali się w zupełnie innych kręgach, życie wiodło ich na inne ścieżki…
- Zaraz dziwnych, to równie dobrze mógł być, powiedzmy, kot. Albo... – zmarszczyła brwi. Zaraz. Zaraz. Znajdowali się na konkretnym wydziale… Ach, nie, to nic nie musiało znaczyć, może znalazł się tu przez przypadek, gubiąc się w tych wszystkich oddziałach Munga, ewentualnie może…? Nie, przecież powiedział, że się jej tu nie spodziewał, więc to musiał być całkowity przypadek!
Tak, Malfoy miała pewien trop.
Tak, mgła uczuć przesłoniła jej osąd, bowiem koniec końców nie stwierdziła, że przecież musiał wiedzieć, że miał kontakt z jakąś paskudną rośliną bądź też wypił jakiś eliksir, po którym się tak zrobiło. Darcy nie mógł być przecież tak niemądry, żeby utrudniać jej pracę poprzez przemilczenie informacji, prawda?
… prawda?
- … albo, powiedzmy, twoja mama postanowiła upiększyć dom kwiatami i miałeś kontakt z którąś roślin – podsunęła po krótkiej chwili zawieszenia.
- Dziękuję, naprawdę nie trzeba – potrząsnęła głową. Tak, oferta była miła, ale nawet nie tyle, co „nie trzeba” (bo przecież to nie było kilka dobrych ryz, żeby ważyły nie wiadomo ile), ale też najzwyczajniej w świecie nie mogła ich oddać komuś spoza uzdrowicielskiego kręgu. Zresztą, hej, nie mówiąc już o tm, że Darcy był pacjentem! Jak więc by mogła…?
- Pokaż mi to jeszcze raz – zażądała, gdy znaleźli się już w pomieszczeniu, w którym mogła na spokojnie zająć się Lockhartem. Papiery odłożyła na biurko, wskazała też miejsce, na którym chłopak miał usiąść.
- Tylko szyja i ręka? Nic pod ubraniem? – spytała, rozważając, czy jednak nie powinna zażądać, aby się rozebrał. Tak, w celach ściśle uzdrowicielskich, oczywiście, niby jakich innych. Bo może wysypka bardziej się rozeszła? I nie był tego świadomy?!
Pokiwała głową z mądrą miną, starając się nie pokazać po sobie, jak bardzo zaczyna się trząść nad Lockhartem. Jej to najzwyczajniej w świecie nie wypadało – ani jako uzdrowicielce, w której to roli właśnie występowała, ani przyjaciółce – no bo… jako takowa powinna wesprzeć, a nie roztrząsać się nad ciężką dolą Darcy’ego, prawda? Prawda? Zwłaszcza że trudno powiedzieć, aby do tej pory można ich było określić bardzo sobie bliskimi.
Nie, tak zdecydowanie nie było, zwłaszcza że sam fakt, że pochodzili z takich rodzin, z jakich pochodzili sprawiał, iż poza murami Hogwartu dystans pojawiał się praktycznie sam. Obracali się w zupełnie innych kręgach, życie wiodło ich na inne ścieżki…
- Zaraz dziwnych, to równie dobrze mógł być, powiedzmy, kot. Albo... – zmarszczyła brwi. Zaraz. Zaraz. Znajdowali się na konkretnym wydziale… Ach, nie, to nic nie musiało znaczyć, może znalazł się tu przez przypadek, gubiąc się w tych wszystkich oddziałach Munga, ewentualnie może…? Nie, przecież powiedział, że się jej tu nie spodziewał, więc to musiał być całkowity przypadek!
Tak, Malfoy miała pewien trop.
Tak, mgła uczuć przesłoniła jej osąd, bowiem koniec końców nie stwierdziła, że przecież musiał wiedzieć, że miał kontakt z jakąś paskudną rośliną bądź też wypił jakiś eliksir, po którym się tak zrobiło. Darcy nie mógł być przecież tak niemądry, żeby utrudniać jej pracę poprzez przemilczenie informacji, prawda?
… prawda?
- … albo, powiedzmy, twoja mama postanowiła upiększyć dom kwiatami i miałeś kontakt z którąś roślin – podsunęła po krótkiej chwili zawieszenia.
- Dziękuję, naprawdę nie trzeba – potrząsnęła głową. Tak, oferta była miła, ale nawet nie tyle, co „nie trzeba” (bo przecież to nie było kilka dobrych ryz, żeby ważyły nie wiadomo ile), ale też najzwyczajniej w świecie nie mogła ich oddać komuś spoza uzdrowicielskiego kręgu. Zresztą, hej, nie mówiąc już o tm, że Darcy był pacjentem! Jak więc by mogła…?
- Pokaż mi to jeszcze raz – zażądała, gdy znaleźli się już w pomieszczeniu, w którym mogła na spokojnie zająć się Lockhartem. Papiery odłożyła na biurko, wskazała też miejsce, na którym chłopak miał usiąść.
- Tylko szyja i ręka? Nic pod ubraniem? – spytała, rozważając, czy jednak nie powinna zażądać, aby się rozebrał. Tak, w celach ściśle uzdrowicielskich, oczywiście, niby jakich innych. Bo może wysypka bardziej się rozeszła? I nie był tego świadomy?!