Strzeżonego Pan Bóg strzeże - czy nie tak? Albo ten, co się pilnuje, zawsze ma różdżkę w pogotowiu. Powiedzonka z różnych światów i różnych zakamarków pięknej Ziemi mieszały się ze sobą, by dać jedną podpowiedź: jeśli będziesz nieuważny, stanie ci się krzywda. Jeśli zaś będziesz uważał, możesz zapobiec katastrofie. Sauriel spoglądał na dom Ollivanderów, w którym paliło się światło za zasłoniętymi firankami - nie miał więc wątpliwości, że KTOŚ w domu jest. Oby ten pierdolony Fergus, bo zasłużył na wpierdol. Sauriela zaś całkiem nosiło ostatnimi dniami. Był rozdrażniony, za mocno zapracowany, zabiegany i poddany czynnikowi, którego jeszcze dobrze nie rozumiał - rytuałowi wianków. Składało się to na tłamszenie wolności. A przecież koty bardzo nie lubiły, kiedy skradało się ich niezależność. Parę słów Fergusa pewnie by wystarczyło, żeby oberwał. Ale hej - to przecież po przyjacielsku! ... po przyjacielsku, prawda? W każdym razie - kiedy zapadał zmrok świat stawał się jakoś bardziej niebezpieczny. Człowiek ograniczony był widocznością i nawet alejki, które się znało, stawały się bardziej nieprzyjazne. Przecież na Beltane umarli czarodzieje. Przecież zostana dokonana masakra, płonęły drzewa, płonęły stoiska. Paliły się ludzkie włosy. Ollivanderów już też napadnięto. A jednak czarnowłosy w ogóle nie myślał o tym, że przez te fakty i kilka innych, o których głośno było jeśli o agresję Śmierciożerców chodzi, ktoś mógł być o wiele bardziej ostrożny niż zazwyczaj.
- GGóoo-mmmmnn... - Sauriel zaczął z głośniejszego tonu, ewidentnie zaczął jakieś słowo, kiedy drzwi się otworzyły, jego mięśnie się napięły - chciał atakować. Słownie, nie czynowo! Ale chciał. Gotów na to, że to Fergus otworzy i go zaraz zwyzywa od gówniarzy, ale... to nie głos Fergusa. I nie twarz Fergusa gdzieś tam kryjąca się między cieniami korytarza, w której sylwetka była schowana. Sauriel skrzywił się trochę, wyprostował, jakby to miało wielkie znaczenie, przememłał przekleństwa w głowie i postanowił unieść się szczytem swojego bycia miłym i kurtuazją. Nie rozpoznał głosu Delliana po tych dwóch króciutkich słowach. - Dzie...dobry wieczór. - No kurwa brawo Sauriel. Jak to było? Szczyt pierdolonej kurtuazji! Co tylko sprawiło, że skrzywił się na moment jeszcze mocniej z niezadowolenia. - Sauriel. Rookwood Sauriel, bestie Fergusa i te inne... czy jest ten sympatyczny młodzieniec w domu? - Czarnowłosy naprawdę starał się nie być cyniczny i sarkastyczny, aleee najwyraźniej starał się za mało. Albo było to silniejsze od niego. Tak czy siak szczególnie słowo 'sympatyczny' było posmarowane grubą warstewką sarkazmu, jak pyszne masełko na bułeczce.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.