Inna percepcja, inne postrzeganie - widział to samo, co Victoria. To było inne uniwersum, świat, gdzie nagle wszystko miało funkcjonować zupełnie inaczej niż ten świat, który znaliśmy i był nam bliski. Trzeba mieć naprawdę plastyczny umysł, żeby od tak nad tym przeskoczyć i wędrować dalej - na oślep. Bardzo mocno na oślep, bo tyle to Sauriel wiedział, że Victoria nie interesowała się mugolami. On sam, interesując się, doznawał zdziwienia, kiedy czytał rzeczy i niektóre rozwiązania wydawały się takie oczywiste!
- No właśnie nie. To... zupełnie inny świat, nie przekładaj naszych zasad na tamtejsze, bo wtedy puuuf! - Przyłożył ręce do głowy i zrobił gest przypominający wybuch. Wybuch głowy. No po prostu jedno z drugim do siebie nie pasowało w wielu warunkach - świat ichniejszy i ten fikcyjny, stworzony przez pana Tolkiena. - Ay, dwa plu dwa to cztery, ale u nas są inne dwa i w Śródziemiu są inne dwójki. Albo inne zasady matmy. - Spojrzał na nią z takim powątpieniem, czy rozumie, bo nawet we własnym mniemaniu powiedział coś na tyle zaplątanego, że mogło to wcale nie ułatwić pojęcia innego uniwersum, a wręcz przeciwnie. - To inne uniwersum, no zasady naszej magii i tamtejszej magii są po prostu inne. - Ciężko tu tłumaczyć, dlaczego i po co, ale... mugol nie znał nawet ich świata, ciężko by więc było, żeby coś z tym kombinował. I tak, zdaniem Sauriela, nieźle mu poszło. - Świat bez teleportacji, szok, nie? Strasznie musi być ciężko nie umieć się teleportować... - Uśmiechnął się szeroko, cynicznie, tak jak i jego słowa były cynizmem, chociaż nie oczywistym w tonie. Był uparty jak osioł jeśli o teleportowanie się chodzi, chociaż chodziło mu po głowie zmusić się do nauki i zrobić licencję, bo to naprawdę było problematyczne. Utrudniało bardzo wiele rzeczy. Chociaż czasem przez to ucieczki były zabawne - ktoś cię goni, znikasz mu i słyszysz: teleportował się, cholera! A ty siedzisz pod jakimś stołem czy w innej szafie... - Grają nawet inaczej. Wszystko wypracowują tymi ręcoma. - Podniósł dłonie i pozginał paluszki. - Nikt im tam nie pomoże z magicznie zaklętymi instrumentami czy nie zaklnie sceny, więc... wolę mugolskie koncerty od naszych. - Nachylił się do Victorii, żeby powiedzieć te słowa tak pół konspiracyjnie. - Ay, muzeum. A byłaś kiedyś w mugolskim zoo? Widziałaś mugolskie zwierzęta? Pawiany są super. Mam trzy ulubione - Ed, Edd i Eddy. Nie nazywają się tak, ale ja tak je nazwałem... - Przy reszcie słów spowolnił i je ściszył, bo jego wzrok też natknął się na kota, którego Victoria wskazała. - E... ej! - Zawołał za Victorią, która ruszyła biegiem w uliczkę. Nie zastanawiając się wiele - ruszył za nią. - Viki! - Dogonienie jej nie było problemem, ale przez moment sam się wystraszył tego jej zrywu. Znowu - zbyt gwałtownego jak na nią!
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.