23.07.2023, 22:30 ✶
Nie chciał jej powiedzieć, nie umiał? Nie drążyła jednak, przyjmując taką odpowiedź ze spokojem, być może przez nadmiar bodźców, które mężczyzna jej dostarczył podczas trwającego spotkania. Trzeba mu oddać, że umie podtrzymać zainteresowanie, zachowaniem swojej tajemniczości. Zasiewał maleńką iskrę, która stopniowo rosła i sprawiała, że Cynthia chciała wiedzieć więcej, co wcześniej nigdy nie przyszłoby do głowy. Mieli jednak dużo czasu, aby uzyskała odpowiedzi na nurtujące ją pytania, nie dziś.
Prawdopodobnie postrzegał ją inaczej niż cała reszta świata. I w zupełnie innym celu spędzał z nią czas, co było w tym wszystkim najlepsze. Miała wrażenie, że chciał dostrzec w niej człowieka, a nie porcelanową lalkę, produkt doskonały do sprzedaży na rynku matrymonialnym, jak i na ścieżce kariery. Nie sądziła, że znajdzie się ktoś na tyle odważny lub też na tyle ciekawy, aby w ogóle próbować szukać prawdziwej twarzy, którą schowała tak dawno. Powolnie kiełkowała w niej jednak myśl o tym, że dobrze było, że był to właśnie Shafiq, który w pewien sposób został jej odskocznią. Zupełnie, jakby cały świat i wszystkie trupy zostały poza gabinetem. Gra, którą toczyli, była pełna niewiadomych, nie tylko z jego strony, ale również jej, chociaż zdawać się mogło, że obydwoje unikali mówienia o tym głośno. Pewne wskazówki kryły się w ich spojrzeniach czy też w gestach, ale tylko wprawny obserwator by mógł to dostrzec.
- Ludzie potrzebują zwykle całego życia, aby pogodzić się ze sobą i zaakceptować to, co utracili. - odpowiedziała jedynie na jego słowa, pozwalając sobie na subtelny uśmiech, celowo zawieszając na dłuższy moment wzrok na jego ustach, zanim powróciła do niebieskich, ciemnych oczu mężczyzny. Zawsze starała się patrzeć mu w oczy, gdy rozmawiali. Nie wierzyła we wróżbiarstwo lub inne brednie, ale stwierdzenie, że te są zwierciadłem duszy, trafiło do niej i zakorzeniło się głęboko, gdy była małą dziewczynką. Zdaje się, że nawet jej matka tak powtarzała, zawsze przyglądając się twarzy ojca, odważnie odwzajemniając jego nieco władcze spojrzenie. I pomyśleć, że obraz ten przemknął jej przez głowę przez lustro, które jej pokazał, bo dawno o tym zapomniała. I pachniała chyba ziołami.
Kolejne detale sprawiały, że rozpalał się w jej wnętrzu jakiś dziwny ogień, nostalgia? Tęsknota? Emocje, których tak skrupulatnie unikała, nie chcąc pozwolić, aby takie drobiazgi przejęły kontrolę nad jej codziennością. Cathal również zdawał się jej bliski pod tym względem.
Może kiedyś przyjdzie dzień, że zdradzi mi ten swój mały sekret i powie, że w istocie, był pierwszą osobą, z którą tworzyła tego typu relację, pozwalając sobie, na podróż w nieznane? Z Louvainem było przecież całkiem inaczej, ich przyjaźń zaczęła się, bo jej potrzebował, a z czasem zmienił w swoją powierniczkę, któremu zwykle szła na rękę, dostosowywała się i pozwalała, aby spotkania przebiegały tak, jak sobie tego czarodziej życzył. Miała nad nimi kontrolę w sposób niewidoczny, pozwalając mu myśleć, że jest odwrotnie. Tutaj jednak dość często przejmowała inicjatywę.
- Myślę, że mogłabym wywołać znacznie lepszy efekt niż te lustra, jeśli chodzi o uśmieszek. - skwitowała z delikatnym wzruszeniem ramion, maleńką nutą kokieterii, chociaż mógł też wyczuć odrobinę żartu w jej głosie, co nie zdarzało się często. A więc Cathal pragnął świata, skoro lustro obrazujące miejsce było tym, na które zareagował najlepiej. Podsunął jej tym samym pewien pomysł, ale również będzie musiał zaczekać na inną okazję.
Odwróciła twarz w jego stronę, czując jego wzrok, dostrzegając znów uśmiech.
- A więc cały świat, niech będzie. - odparła, jakby właśnie oficjalnie rozszerzyła ich pole do manewru spotkań. Byli czarodziejami, podróże nie były większym problemem, jeśli nie kominek lub teleportacja, zawsze były magiczne statki, pojazdy, nieszczęsne, latające konie lub świstokliki. Na chwilę jeszcze spojrzała w lustro, ale krajobraz dostrzeżony wcześniej się nie zmienił, wciąż wszystko tonęło w intensywnych kolorach wiosny z granatowym niebem, którego mieszkańcy odbijali się w tafli wody. Pociągnął ją znów w sposób stanowczy i pewny, nie oponowała, chyba już przyzwyczajona do splecionych palców i ciepła jego dłoni. Skupiła na nim wzrok, dorównując mu kroku. - Wyglądasz, jakbyś wiedział, co zobaczysz w lustrze pragnień. - stwierdziła bardziej, niż zapytała, poprawiając splecione ze sobą palce. Problem tkwił w tym, że Cynthia Flint nie miała pojęcia, czego tak naprawdę pragnęła i był to powód do kolejnego dreszczu niepewności w związku ze zwierciadłem. Prawdopodobnie dostrzeże tam coś, o czym sama nie wie i czego się zupełnie nie spodziewała. - Co widziałeś, gdy byłeś tu kilka lat temu? - chciała wiedzieć, pytanie wyrwało się jej samo. Korytarz nieco się zmienił, zniknęły ramy i szkło ze ścian, wszystko stało się mniej chaotyczne.
Prawdopodobnie postrzegał ją inaczej niż cała reszta świata. I w zupełnie innym celu spędzał z nią czas, co było w tym wszystkim najlepsze. Miała wrażenie, że chciał dostrzec w niej człowieka, a nie porcelanową lalkę, produkt doskonały do sprzedaży na rynku matrymonialnym, jak i na ścieżce kariery. Nie sądziła, że znajdzie się ktoś na tyle odważny lub też na tyle ciekawy, aby w ogóle próbować szukać prawdziwej twarzy, którą schowała tak dawno. Powolnie kiełkowała w niej jednak myśl o tym, że dobrze było, że był to właśnie Shafiq, który w pewien sposób został jej odskocznią. Zupełnie, jakby cały świat i wszystkie trupy zostały poza gabinetem. Gra, którą toczyli, była pełna niewiadomych, nie tylko z jego strony, ale również jej, chociaż zdawać się mogło, że obydwoje unikali mówienia o tym głośno. Pewne wskazówki kryły się w ich spojrzeniach czy też w gestach, ale tylko wprawny obserwator by mógł to dostrzec.
- Ludzie potrzebują zwykle całego życia, aby pogodzić się ze sobą i zaakceptować to, co utracili. - odpowiedziała jedynie na jego słowa, pozwalając sobie na subtelny uśmiech, celowo zawieszając na dłuższy moment wzrok na jego ustach, zanim powróciła do niebieskich, ciemnych oczu mężczyzny. Zawsze starała się patrzeć mu w oczy, gdy rozmawiali. Nie wierzyła we wróżbiarstwo lub inne brednie, ale stwierdzenie, że te są zwierciadłem duszy, trafiło do niej i zakorzeniło się głęboko, gdy była małą dziewczynką. Zdaje się, że nawet jej matka tak powtarzała, zawsze przyglądając się twarzy ojca, odważnie odwzajemniając jego nieco władcze spojrzenie. I pomyśleć, że obraz ten przemknął jej przez głowę przez lustro, które jej pokazał, bo dawno o tym zapomniała. I pachniała chyba ziołami.
Kolejne detale sprawiały, że rozpalał się w jej wnętrzu jakiś dziwny ogień, nostalgia? Tęsknota? Emocje, których tak skrupulatnie unikała, nie chcąc pozwolić, aby takie drobiazgi przejęły kontrolę nad jej codziennością. Cathal również zdawał się jej bliski pod tym względem.
Może kiedyś przyjdzie dzień, że zdradzi mi ten swój mały sekret i powie, że w istocie, był pierwszą osobą, z którą tworzyła tego typu relację, pozwalając sobie, na podróż w nieznane? Z Louvainem było przecież całkiem inaczej, ich przyjaźń zaczęła się, bo jej potrzebował, a z czasem zmienił w swoją powierniczkę, któremu zwykle szła na rękę, dostosowywała się i pozwalała, aby spotkania przebiegały tak, jak sobie tego czarodziej życzył. Miała nad nimi kontrolę w sposób niewidoczny, pozwalając mu myśleć, że jest odwrotnie. Tutaj jednak dość często przejmowała inicjatywę.
- Myślę, że mogłabym wywołać znacznie lepszy efekt niż te lustra, jeśli chodzi o uśmieszek. - skwitowała z delikatnym wzruszeniem ramion, maleńką nutą kokieterii, chociaż mógł też wyczuć odrobinę żartu w jej głosie, co nie zdarzało się często. A więc Cathal pragnął świata, skoro lustro obrazujące miejsce było tym, na które zareagował najlepiej. Podsunął jej tym samym pewien pomysł, ale również będzie musiał zaczekać na inną okazję.
Odwróciła twarz w jego stronę, czując jego wzrok, dostrzegając znów uśmiech.
- A więc cały świat, niech będzie. - odparła, jakby właśnie oficjalnie rozszerzyła ich pole do manewru spotkań. Byli czarodziejami, podróże nie były większym problemem, jeśli nie kominek lub teleportacja, zawsze były magiczne statki, pojazdy, nieszczęsne, latające konie lub świstokliki. Na chwilę jeszcze spojrzała w lustro, ale krajobraz dostrzeżony wcześniej się nie zmienił, wciąż wszystko tonęło w intensywnych kolorach wiosny z granatowym niebem, którego mieszkańcy odbijali się w tafli wody. Pociągnął ją znów w sposób stanowczy i pewny, nie oponowała, chyba już przyzwyczajona do splecionych palców i ciepła jego dłoni. Skupiła na nim wzrok, dorównując mu kroku. - Wyglądasz, jakbyś wiedział, co zobaczysz w lustrze pragnień. - stwierdziła bardziej, niż zapytała, poprawiając splecione ze sobą palce. Problem tkwił w tym, że Cynthia Flint nie miała pojęcia, czego tak naprawdę pragnęła i był to powód do kolejnego dreszczu niepewności w związku ze zwierciadłem. Prawdopodobnie dostrzeże tam coś, o czym sama nie wie i czego się zupełnie nie spodziewała. - Co widziałeś, gdy byłeś tu kilka lat temu? - chciała wiedzieć, pytanie wyrwało się jej samo. Korytarz nieco się zmienił, zniknęły ramy i szkło ze ścian, wszystko stało się mniej chaotyczne.