23.07.2023, 22:32 ✶
Było w tym trochę sensu, Cynthia nie wyobrażała sobie ani siebie, ani Victorii, ani jakiejkolwiek innej damy szlachetnie urodzonej, która miałaby wykonywać te najgorsze rodzaje prac. Dlatego też wielka czystka, którą mężczyzna z gazety zapowiadał, wcale nie była tak dobrym pomysłem — no, chyba że kryło się za tym coś więcej. Jeśli złamałaby barierę, mugole zobaczyliby świat Czarodziejów, a on byłby w stanie ich zdominować.. Czy jego słowa nie sugerowały, że zrobiłby z nich potencjalnych niewolników? Bo jakie mieli szansę przeciwko magicznemu światu? Fantazjowali o nim, marzyli naiwnie, mając go na wyciągnięcie ręki, a jednak nie zdawali sobie zupełnie sprawy, jak niebezpieczny może dla nich być.
Herbata z dodatkiem rumu rozgrzewała najlepiej, czego większość osób pracująca w kostnicy krótko, mocno potrzebowała. No i aromat był naprawdę przyjemny. Przytaknęła mu, że nie ma żadnego problemu, pozwalając sobie znów na okraszony urokiem i słodyczą, wyuczony uśmiech. Zajęła miejsce, wzrokiem przesuwając po tkwiących na blacie biurka papierach. - Czasem są niebywale kreatywni, Ci nasi stażyści. Dobrze, że zauważyłeś, wspomnij o tym Pannie Black lub Panu Lestrange. - podpowiedziała mu uprzejmie, na chwilę jakby ściszając głos do konspiracyjnego szeptu. Nie powinna przecież podpowiadać. Warto na samym początku — jeśli chciało się tu robić karierę, wiedzieć, że diabeł tkwił w szczegółach. Minęło kilka chwil, a Flintówna ujęła porcelanową filiżankę w dłonie, ostrożnie unosząc do góry i dmuchnęła kilkukrotnie, chcąc się napić. Jednocześnie spojrzenie jasnych oczu powędrowało w kierunku mężczyzny. - Nie ma problemu, ciało odbierają dopiero pojutrze.
Wyjaśniła z delikatnym wzruszeniem ramion, doskonale pamiętając harmonogram wywozu poszczególnych zwłok, wielu z nich poświęcała wiele uwagi. Zwilżyła wargi, pozbywając się posmaku rumu, a jej wzrok mimowolnie znów powędrował w stronę gazety z twarzą Voldemorta, gdy wspomniał o lenistwie i ataku wyznawców czarnej magii. Błędem ich kraju było to, że robili z niej, jak i z nekromancji takie tabu. Ludzie nie mieli wiedzy i doświadczenia, nie wiedzieli, jak reagować w przypadku zetknięcia się z nimi w rzeczywistości. Czarnoksiężnik wyglądał na takiego, który każdy rodzaj magii użytkował i w jakiś sposób szanował, co akurat można było chwalić. - Wedy byłoby zbyt łatwo. Czarna Magia, o ile nie są to rytuały, jest dość łatwa do zauważenia przy sekcji.
Z wiedźmami i ich magicznymi obrzędami, składaniem ofiar lub laleczkami vodoo — z którymi miała styczność podczas pobytu w Nowym Orleanie, było znacznie trudniej. Zostawiały mniej nienaturalnych śladów. Lenistwo w młodym pokoleniu zdawało się wszechobecne, wszystko załatwiali koneksjami lub po prostu byle jak, co takiej perfekcjonistce, jak Cyna, bardzo przeszkadzało. Nie znała się jednak na hipisach, wiec tu nie mogłaby dyskutować.
Jego komentarz spowodował, że błysk przemknął w jej ślepiach, przez ułamek sekundy jej twarz nabrała tego chłodnego, lodowego wyrazu, idealnego dla Królowej Śniegu. Upiła znów herbaty, przymykając powieki. Odchyliła się nieco na krześle, opierając wygodnie, a potem przekręciła głowę na bok, wbijając wzrok w swojego współpracownika. - Zgadzasz się z tym, o czym mówi ten Czarodziej? - zapytała z nutą zaskoczenia, idealnie wyważoną iskierką, która sprawiała, że bardzo trudno było dostrzec to, o czym myślała kobieta wypowiadająca te słowa. Wiele lat doskonaliła swoją sztukę, mieszankę aktorstwa, charyzmy oraz kokieterii, dzięki której tak łatwo mogła lawirować wśród ludzi. Ryzykownie było mówić tak wprost na terenie Ministerstwa, wszak nawet ściany miały tu uszy.
Herbata z dodatkiem rumu rozgrzewała najlepiej, czego większość osób pracująca w kostnicy krótko, mocno potrzebowała. No i aromat był naprawdę przyjemny. Przytaknęła mu, że nie ma żadnego problemu, pozwalając sobie znów na okraszony urokiem i słodyczą, wyuczony uśmiech. Zajęła miejsce, wzrokiem przesuwając po tkwiących na blacie biurka papierach. - Czasem są niebywale kreatywni, Ci nasi stażyści. Dobrze, że zauważyłeś, wspomnij o tym Pannie Black lub Panu Lestrange. - podpowiedziała mu uprzejmie, na chwilę jakby ściszając głos do konspiracyjnego szeptu. Nie powinna przecież podpowiadać. Warto na samym początku — jeśli chciało się tu robić karierę, wiedzieć, że diabeł tkwił w szczegółach. Minęło kilka chwil, a Flintówna ujęła porcelanową filiżankę w dłonie, ostrożnie unosząc do góry i dmuchnęła kilkukrotnie, chcąc się napić. Jednocześnie spojrzenie jasnych oczu powędrowało w kierunku mężczyzny. - Nie ma problemu, ciało odbierają dopiero pojutrze.
Wyjaśniła z delikatnym wzruszeniem ramion, doskonale pamiętając harmonogram wywozu poszczególnych zwłok, wielu z nich poświęcała wiele uwagi. Zwilżyła wargi, pozbywając się posmaku rumu, a jej wzrok mimowolnie znów powędrował w stronę gazety z twarzą Voldemorta, gdy wspomniał o lenistwie i ataku wyznawców czarnej magii. Błędem ich kraju było to, że robili z niej, jak i z nekromancji takie tabu. Ludzie nie mieli wiedzy i doświadczenia, nie wiedzieli, jak reagować w przypadku zetknięcia się z nimi w rzeczywistości. Czarnoksiężnik wyglądał na takiego, który każdy rodzaj magii użytkował i w jakiś sposób szanował, co akurat można było chwalić. - Wedy byłoby zbyt łatwo. Czarna Magia, o ile nie są to rytuały, jest dość łatwa do zauważenia przy sekcji.
Z wiedźmami i ich magicznymi obrzędami, składaniem ofiar lub laleczkami vodoo — z którymi miała styczność podczas pobytu w Nowym Orleanie, było znacznie trudniej. Zostawiały mniej nienaturalnych śladów. Lenistwo w młodym pokoleniu zdawało się wszechobecne, wszystko załatwiali koneksjami lub po prostu byle jak, co takiej perfekcjonistce, jak Cyna, bardzo przeszkadzało. Nie znała się jednak na hipisach, wiec tu nie mogłaby dyskutować.
Jego komentarz spowodował, że błysk przemknął w jej ślepiach, przez ułamek sekundy jej twarz nabrała tego chłodnego, lodowego wyrazu, idealnego dla Królowej Śniegu. Upiła znów herbaty, przymykając powieki. Odchyliła się nieco na krześle, opierając wygodnie, a potem przekręciła głowę na bok, wbijając wzrok w swojego współpracownika. - Zgadzasz się z tym, o czym mówi ten Czarodziej? - zapytała z nutą zaskoczenia, idealnie wyważoną iskierką, która sprawiała, że bardzo trudno było dostrzec to, o czym myślała kobieta wypowiadająca te słowa. Wiele lat doskonaliła swoją sztukę, mieszankę aktorstwa, charyzmy oraz kokieterii, dzięki której tak łatwo mogła lawirować wśród ludzi. Ryzykownie było mówić tak wprost na terenie Ministerstwa, wszak nawet ściany miały tu uszy.