Zmieszanie. Osoba przed nim była zmieszana. Czym? Słownictwem? Późną porą? Faktem, że w ogóle szukał Fergusa? Dla Sauriela to był instynkt - cofnięcie się, jak zaproszenie do baletu. Jedna noga w tył, żebyś ty mógł postawić nogę w przód, idealnie zrobione miejsce, idealnie przygotowana rama. Krok nie został postawiony, było tylko cofnięcie. Dawało to do myślenia i stawiało człowieka pod wątpliwością: to przeze mnie... Skoro przez ciebie znaczyło, że coś zrobiłeś nie tak. Wampir nie pomyślał jednak tą kategorią. Nie pojawiło się poczucie winy, że jego zachowanie prowadziło do złego samopoczucia rozmówcy - zamiast tego było to słodkie drgnięcie. Chęć złapania za framugę, wślizgnięcia się do środka. Lub po prostu bez finezji - złożenie naprawdę bolesnego pocałunku na szyi Deliana. Nie było jednak drgnięcia od strony Sauriela. Nawet pomimo tego, że jego głód, Bestia, nastawiła uszy, prawie się uśmiechnęła, czując słodką formę słabości pokazanej przed nią. Łatwa kolacja. Pozory potrafiły mylić, och, jak pięknie pozory wpędzały w kłopoty..!
- Mmm... jasne. Dzięki. - Spuścił trochę z tonu. W niemalże swojej wspaniałomyślności, bo w zasadzie bogom winny ślepiec nie musiał chyba być narażony na humorki wkurwionego wampira... no prawda, że nie musiał? Wystarczyłoby w sumie powiedzieć, że żelazko jest na gazie (jaki odpowiednik mieli na to czarodzieje?) i zamknąć drzwi, albo po prostu trzasnąć nimi przed nosem. Do niczego Dellian nie był zobowiązany. A jednak tkwił we framudze, chłód wieczora wpadał do środka. Był maj - lato jeszcze na dobra nie rozgościło się w Londynie. Nawet jakby się rozgościło, to wystarczyła niepogoda, o którą tutaj nietrudno i... tada! Pomijając zbiorowisko komarów, a takiego dwunogiego i całkiem ludzkiego miał przed sobą. I jego też ciągnęło do światła i ciepła, tylko w zupełnie innej skali.
Już chciał powiedzieć, że jasne, że wie, że przecież traktuje koty z należytym szacunkiem, ale nie powiedział nic. Tylko uniósł zdziwione brwi na moment, bo kot sam się odezwał. Sauriel się uśmiechnął - to nie był pierwszy gadający kot. Poznał już dobrze Salema. Ostatnio miał do kociaków szczęście. Avelina, Salem, teraz ta wojownicza piękność. Bo wyglądał na wojownika. Zdecydowanie nie był tak wymuskany jak Salem, ale to tylko sprawiało, że Sauriel patrzył na tego kota z szacunkiem i podziwem. Przecież skoro te rany nosił znaczyło tyle, że tyle przetrwał. I to był powód do dumy.
- To w trosce o ciebie, nie każdy rozumie kocie zwyczaje. - Zamruczał do kocura Sauriel w odpowiedzi i podrapał go za uchem, przy wibrysach i pod bródką - tam, gdzie chyba każdy kot lubił i które to miejsca były najbardziej zarazem neutralne. I tak - to było drobne mizianie, bo ani myślał wystawiać za nim ręki, kiedy ten się odsunął! Sauriel podniósł się z kucek. - Spokojnie, nie odgryzł mi ręki. - Już wrócił się do właściciela majestatycznej bestii.
Byłoby kłamstwem powiedzenie, że Sauriel czuł się w pełni swobodnie przed Dellianem. Wzbudzał on przynajmniej dwie skrajne emocje: pierwszą było to, że Sauriel był kiedyś niepoprawnym bohaterem, który miał skłonności do dbania o każdego, kto jest słabszy i pomocy potrzebował. A kto inny wzbudzał taką emocję jak nie ślepiec? Oczywiście za tamtych światłych czasów nie mieli okazji w zasadzie się z Dellianem poznać, a potem już... cóż, życie Sauriela zweryfikowało. Że nie warto bohaterem być. Tym nie mniej czasem ta cecha jego charakteru się pokazywała. Drugie było całkowicie skrajne - bo budziło bardzo dużo jego głodu. I dlatego Dellian skojarzył mu się z Fergusem, mimo tego, że po tej koślawej wymianie zdań między nimi już zauważył, że charakter mieli całkowicie inny. Jednak w kwestii swobody była jedna rzecz, która ratowała sytuację z zestawu cech charakteru Sauriela. Była to cecha pod tytułem: mam wyjebane.
- Eee... na pewno chcesz? - Okej, TEGO się nie spodziewał. Ale to zaproszenie uświadomiło mu, że w zasadzie trzyma biednego Delliana w drzwiach. - Zapraszać na herbatę gościa, którego się boisz? - Sauriel zapytał o to całkowicie normalnie i swobodnie, a w jego głosie słyszalne było lekkie rozbawienie tą propozycją. - Sorry, że trzymam cię tak w drzwiach, młody... Dellian, dobrze pamiętam?
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.