Nie sposób nie zauważyć tego, że jego obecność wpłynęła na atmosferę w pomieszczeniu i postawę wszystkich jego dzieci. Rzucało się to w oczy, że jego jedyna córka się spięła przy tym się prostując. Tak samo, że jego najmłodszy syn również się spiął i nawet wstrzymał oddech. Widział też to, jak Augustus zaciska dłonie w pięści. Dostrzegał również to, że Vespera wydawała się być w dalszym ciągu rozbawiona tą całą sytuacją. Pragnął ciszy w dalszym ciągu. Jednakże nie zamierzał ingerować w kwestie dokuczania jednemu dziecku przez drugie, nawet jak byli za starzy na tak szczeniackie zachowania. Nie byli już w pierwszej klasie Hogwartu. Tym, czego nigdy by nie przyznał na głos, było to, że to dzięki nim w tym domu tętni jeszcze jakieś życie. Zwłaszcza po śmierci ich matki.
Niezależnie od tego, jak długo patrzyłby, ten kaktus sam z siebie nie zamierzał zniknąć z głowy jego syna. Całe szczęście, że to był zwykły, zupełnie niemagiczny kaktus zamiast Mimbulus mimbletonii. Wszyscy mogliby wtedy skończyć umorusanych cuchnącym odorosokiem. Nie mówiąc już o pobliskich ścianach, których widok pokrytych tą mazią bardzo by go zirytował. To, że posiadali więcej, niż jedną łazienkę, nie miało nic do rzeczy w przypadku takiej hipotetycznej sytuacji. Musiałby zapędzić skrzata domowego do roboty. Jak to często miało miejsce. Dom musiał być wysprzątany, natomiast posiłki przygotowane i podane jemu i jego dzieciom.
— Córko. — Odrzekł jedynie na skierowane do niego słowa, pozwalając jej na to aby ułożyła dłoń na ramieniu. Prawda była tak, że przy tak zdyscyplinowanych dzieciach nie musiał się na nich wyładowywać. Nie musiał nawet ponownie używać podniesionego tonu głosu. Vespera, jako jedyna córka, cieszyła się swoistymi względami z jego strony. Wszak to dla niej zabił jej męża, gdy ten posunął się za daleko. Jego synowie musieliby pozbyć się małżonki na własną rękę. Choć to na razie dotyczyło tylko Augustusa. Ulyssesowi musi znaleźć żonę. Tym bardzie, że on sam się do tego nie pali. Szczęśliwie, nie obowiązują go takie ograniczenia jak kobiet. Vesperze również przydałby się trzeci mąż, choć znalezienie takiego dla dwukrotnej wdowy może być trudnym zadaniem.
— Przyjmuję Wasze przeprosiny. Jak tak patrzę to muszę przyznać, że jest wart zapamiętania — Powiedział po chwili, kiedy Vesperze udało się go obłaskawić. Pozwolił sobie na przelotny uśmiech. Przy odrobinie szczęścia będzie z tego kolejna rodzinna anegdota. Sam jednak nie przepadał za przytaczaniem w ich w towarzystwie, uważając że one źle wpływają na wizerunek ich rodziny. Było dla niego bardzo istotne to, jak ich postrzegają w społeczeństwie konserwatywnych rodzin czarodziejów czystej krwi. Chester zarejestrował się pojawienie swojego pierworodnego. Zwrócił również uwagę na to, że o tej porze pozostał ubrany jak do wyjścia na oficjalne spotkanie.
— Wybierasz się gdzieś, synu? — Zapytał go w pierwszej kolejności. Może wszystkie jego dzieci były już dorosłe, jednak wolał wiedzieć gdzie mniej więcej wychodzą i kiedy wrócą. Mieli dużo wrogów. Wszystkie jego dzieci stanowiły przyszłość tego rodu, ale także były jego słabością. Każdy, kto podniesie na nie rękę, marnie skończy. Dołoży wszelkich starań aby tak było. Gdyby ktoś skrzywdziłby któregokolwiek z jego dzieci to poruszyłby niebo i ziemię, by ktoś za to zapłacił.
— Narady rodzinne odbywają się w gabinetach — Przypomniał Ulyssesowi. Zbierali się tam w znacznie poważniejszych sprawach, niż kaktus na głowie jego syna. — Pierwsze słyszę aby komuś przypadkowo wyrósł kaktus na głowie. Augutus twierdzi, że to wina szamponu. — Słusznie zauważył. To był dobry moment na to, aby spróbować zrobić porządek z tym kaktusem. Podjęta przez Ulyssesa próba spaliła na panewce.
— Pokażesz mi go potem — Zwrócił się do Augustusa. Wyglądało to na niewinny żart, jednak taki szampon musiał ktoś wyprodukować i sprzedać.
— Nie przeczę, że wyglądałoby to ciekawie, jednak rzucałby się w oczy gdyby ktoś przyszedł — Tymi słowami odniósł się do wypowiedzi Vespery.
— Dlatego trzeba go usunąć. Oczywiście. Też nie chcę byś skończył jako warzywo. Byłoby to bardzo niefortunne — Stwierdził poważnie. Zamierzał się tym osobiście zająć, zwłaszcza że został poproszony o to przez najmłodszego syna. Nawet, jeśli naprawdę powinni to rozwiązać bez angażowania go w to wszystko. Wydobył z kieszeni szlafroka swoją różdżkę, celując nią w tego dorodnego kaktusa. Niewerbalnie rzucił zaklęcie rozpraszające.
Rozpraszanie
Sukces!
Sukces!