![[Obrazek: co-kurwa.gif]](https://media.tenor.com/kJYE72VJSfYAAAAC/co-kurwa.gif)
Mulciberowie po prostu nie byli normalni. Żaden z nich. I jak widać też nie daleko pada jabłko od jabłoni, bo Stanley okazał się bardziej popierdolony od swojego rodziciela. I okej, w porządku, może nie był pokiełbaszony w TE stronę... tę bardziej niezdrową, bo Robert, na ten przykład, lubił patrzeć, jak Sauriel dryluje z krwi petentów. Ale jakoś nad tym czarnowłosy potrafił wzruszyć ramionami. No a OGÓRKI? Kurwa - OGÓRKI? Co próbuję przez to powiedzieć to to, że Robert Sauriela dziwił i chociaż Sauriel się Robercika bał do pewnego stopnia i go szanował (do pełnego już stopnia) to przynajmniej mniej więcej wiedział, czego się spodziewać. A czego się spodziewać po Stanleyu - to już była prawdziwa czarna magia. Nie taka udawana, że oo piu piu nekromancja siubu dubu. Nie! Sauriel wydupił oczy na ten list, który dostał i nawet nie wiedział, co ma odpisać. Przez moment myślał, że jaja sobie z niego robi. Ale nie, to nie o jaja chodziło, to od kur, a tu chodzi o ogórki. Plus chodzi o Stanleya. Osobę, która zawsze miała nierówno pod sufitem. Saurle się zastanawiał, czy kiedyś mama go nie upuściła podczas wyjmowania z kołyski i już mu tak zostało no... trochę nie ten tego po prostu.
Za to zadziwianie, nienormalność i jednocześnie jakąś porażającą normalność w popierdolonym życiu, Czarny Kot pomiot Robercika uwielbiał. Nawet jeśli wkurwiał się na dziwne wiadomości - takie jak ta ogórkowa.
- Że co kurwa? - Zamiast przywitania można było i tak, a Sauriel był dostatecznie ciągle zdziwiony, mimo upływu dni, żeby tak zareagować. I wszedł do mieszkania. Prawie tak samo, jak na załączonym wyżej ruchomym zdjęciu. Tylko kurtki ortalionki mu brakowało. Bo jak to już się nosił Kocur - przyszedł w skórze, podartych spodniach i zdecydowanie za ciężkich buciorach. No i można by go prosić o to, żeby się uczesał. Generalnie, jak to większość już czarodziei miała mniemanie - ostatnia rodzina, do której by go przyporządkowali, to czystokrwiści Rookwoodowie. Każda jednak rodzina musiała mieć czarną owcę. Rookwoodowie mieli aż dwie, wliczając w to uciekiniera Charlesa. - No stary... jestem z ciebie dumny! - Sauriel klepnął Stanleya w plecy, trochę bez wyczucia. Oczywiście słychać było klasyczny dla niego cynizm w głosie. Zanim jednak wrócił do swoich pytań, czy go do reszty popierdoliło, jego fumfel od najbardziej spierdolonych akcji w jego życiu pochylił się jak generał nad swoją mapą, gotów posyłać lud do boju. Pytanie tylko, czy z takimi mózgami do ogrodnictwa nie będą to boje przegrane.
- Tak. Znaczy nie. Nie zastanawiam bo znam odpowiedź. A i tak kurwa NIE ROZUMIEM. - Wyciągnął ręce, żeby pokazać ten stół. Te... artefakty, świętą księgę! - Moja matka byłaby za to z ciebie jeszcze bardziej dumna niż ja. - Ale mimo klasycznego dla Sauriela krytycyzmu, cynizmu i marudzenia to jego czarne oczy aż się śmiały. I półgębkiem się uśmiechał, obchodząc stół i oglądając, co on tutaj nazbierał... - Na chuj ci tyle łopatek? Ty wiesz, że nie potrzeba osobnej łopatki do każdej doniczki, nie? - Podniósł jedną z nich, żeby obejrzeć w ręce, po czym uniósł brew - i spojrzenie jednocześnie na przyjaciela.
A potem po prostu wybuchnął śmiechem. A śmiejący się Sauriel, w dodatku tak mocno, to było naprawdę rzadkie zjawisko. Jak zagrożony gatunek zwierzęcia na wyginięciu.
- O chuj... no dawaj, pokaż co tam masz. - Odłożył łopatkę i zachęcająco machnął dłonią, podchodząc do Stanleya, żeby spojrzeć na książkę. - Ty... ale wiesz, że ja jestem też noga z przyrody, nie? - Dopytał, tak dla pewności! Miał niejasne wrażenie, że jednak Stanleyowi się o tym zapomniało. - O kurwa... już rozumiem... - Dobra, myślał, że Stanley sobie jaja robi, że nie wie, które to są ogórki... - Cu...cukinia? Co to kurwa jest cukinia? - Zapytał zdumiony, wsiąkając w lekturę. Sauriela akurat nie trudno było czymś zaciekawić. Wystarczyło podsunąć mu książkę o temacie, którego do tej pory nie znał. - Pa, to... to są ogórki. - Wydedukował w końcu, otwierając książkę na odpowiedniej stronie, po dłuższej chwili narady, czytania i przyglądania się. I dogłębnej analizie do tego, rzecz jasna.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.