Miał okropny problem z kotami. Nie taki, że je uwielbiał. Taki, że uciekały od niego. Prawie każdy kot od niego spierdalał z prostego powodu - wyczuwały, że coś jest nie tak. Zimne ręce, trochę inny zapach. Więc każdy, który jednak dawał się popieścić był po prostu istnym zbawieniem dla Sauriela i zostawał wtedy oblewany całą miłością, jaką tylko potrafiło wyprodukować jego upadające serce. Ten kocur chyba był przyzwyczajony do chłodu dziewczynki. I może bardziej w ogóle chciał się bawić niż faktycznie bał jej? Nie wiedział, jak reagują koty na duchy, ani czy w sumie ten kot był jakkolwiek z dziewczynką powiązany. Nie znał się na tym. Historia jednak wyglądała na bardzo smutną - jakby ta dziewuszka zmarła nie tak dawno temu i jeszcze jej koci towarzysz się tu ostał... A może po prostu duch sobie znalazł kota i stwierdził, że jej się podoba, więc postanowiła sobie go przywłaszczyć. Sauriel nie planował zgadywać, chociaż naturalnie się jakoś nad tym zastanawiał.
- Koty mnie nie lubią. Ku mojemu utrapieniu. Nie pasują im zimne łapska. - Co trup to trup. Zimny, bez tętna, dziwny. Koniec końców tak to było pisane - albo go drapały, kiedy już chciał je głaskać, bo się zbliżyły, albo po prostu spierdalały, zanim dobrze zdołał je musnąć. Odsunął się od Victorii, chcąc postawić kota przed dziewczynką. Zdążył zrobić tylko jeden krok, podnieść wzrok. Wtedy jego perspektywa zmieniła się całkowicie. Zdążył tylko wyłapać odpalaną zapałkę, nim zamiast buźki przejrzystego ducha dojrzał dłonie małej dziewczynki.
Był tym dzieckiem. Dziewczynką. Kobieta - Victoria? Nie, to nie była Victoria? A to dziecko? To ja. Nie, to nie ty! To ktoś inny! Ale te emocje, te uczucia, zapach, kolory... to wszystko było całkowicie żywe. I realne. Zapomniał o sobie samym - przypomniał sobie jak to jest brać oddech i jak boleśnie potrafi ściskać się serce. Jak krew potrafi szumieć w uszach. Choć to wszystko, co teraz się kłębiło w małym brzuszku niekoniecznie było chciane. Niekoniecznie było pozytywne. Stres i nacisk, pragnienie rozwiązania zadania, chociaż przez presję to wcale nie wychodziło. Nie tak, jak powinno. A przecież potrafisz, przecież umiesz, więc czemu to ucieka..?
Sauriel nie wiedział, ile to trwało, co się wydarzyło i kim dokładnie był przez tę chwilę. Co to było za wspomnienie. Ale powrót do własnego ciała, do innej perspektywy, był zupełnie wytrącający z równowagi. Kot wygramolił się z jego rąk i sam zeskoczył do dziewczynki, żeby położyć się obok niej, machając krańcem ogona i patrząc na zbiorowisko. Dźwięk głosu Victorii dotarł do niego, ale był przytłumiony jego własnym szokiem.
Zamrugał.
- O kurwa... - ... ale odlot, chciałoby się dopowiedzieć.
- Mruczek wrócił, ale nadal mi jest zimno... Tak mi zimno... - Odetchnęła dziewczyneczka, szukając kolejnej zapałki.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.