Widok Aveliny był dla Danielle niezwykle uspokajający. Mimo, że odpowiedź jaką otrzymała na swój napisany w pośpiechu liścik jasno sugerowała, że dziewczyna zdążyła uciec i noc spędziła w bezpiecznym miejscu, zobaczenie jej na własne oczy było czymś, czego w danej chwili potrzebowała. Przytuliła mocno przyjaciółkę, a zapach palonego drewna jaki unosił się wokół niej sprawił, że przymknęła oczy i odetchnęła z ulgą. Kamień z serca. Kolejny tego dnia.
Dopiero kiedy oderwała się od niej, dostrzegła że jej twarz jest blada, a po oczami zarysowuje przyciemniony ślad, jasno sugerujący o nieprzespanej nocy. Podobnie wyglądała Danielle, która w przeciwieństwie do przyjaciółki nie zdążyła wziąć prysznica, a po wydarzeniach w jakich uczestniczyła było to co coś, czego nie oszukujmy się, naprawdę by potrzebowała.
- Wszystko w porządku? - upewniła się, biorąc głębszy wdech. Kiedy dostrzegła ogromną torbę wypełnioną po brzegi eliksirami, z których korzystali uzdrowiciele, posłała dziewczynie pełen wdzięczności uśmiech. Szybko pokiwała głową. - Wszystko się przyda. Jesteś niezastąpiona - przyznała. Eliksiry, zwłaszcza te leczące oraz uzupełniające krew używane były w hurtowych ilościach, zwłaszcza teraz. Kwestią czasu było, aż zapasy jakie aktualnie posiadali w namiocie stopnieją w ekspresowym tempie.
- Zanieśmy je do namiotu, na pewno się przydadzą - dodała, wskazując lekkim ruchem dłoni na namiot, do którego stale dostarczano rannych. - Śmierciożercy zaatakowali. Na polanie rozpętało się piekło, walczyliśmy, ale to nic nie dało... jest tak wiele rannych... - wyrzuciła z siebie. Wiedziała, że informacje na temat tego ataku rozniosły się w tempie ekspresowym, jednak nie była pewna, na ile dziewczyna była świadoma tego, co wydarzyło się tej nocy na Polanie - uznała, że najlepiej będzie, gdy otrzyma informacje z pierwszej ręki.
beauty and terror
just keep going
no feeling is final