Powiedzieć, że czuł się dziwnie, byłoby niedopowiedzeniem. Błyskające obrazy, przytłumione w swoich kolorach, ale natrętnie przysłaniające rzeczywistość, migające z różnego czasu, z różnych stron i przysłaniające całkowicie ciebie samego były gorsze ud uderzania łopatą w łeb. Fizycznie nie bolały. Nie powodowały żadnych krzywd, nie działy się żadne uszkodzenia mózgu, nie robiłeś sobie samemu krzywdy. A jednak ból istniał. Zwymiotowałby, gdyby miał jeszcze czym. Gdyby mógł rzygałby chyba krwią. Czuł się prawie tak jak tamtego wieczoru, kiedy znalazła go w zaułku Victoria - wszystko rozpływało się, umykały kształty, dół i góra, prawo-lewo - zależności się gubiły, traciły na znaczeniu. Bo "ty" stawało się bardzo względne. Zbyt względne.
To było jasne, że ostatnia wizja nie była Victorią. Więc czym? Kim? Sauriel był na tyle oszołomiony, że siedział na tej ziemi i bez wyrazu patrzył na miejsce, w którym powinien stać duch. Nie stał. Miejsce, do którego Victoria chciała się wręcz rzucić, żeby dobrać się do ducha, żeby go zatrzymać. Bardzo dobrze. Sam chciał to zrobić. Teraz już nie było kogo stopować. Dziewczynka może się ogrzała, a może straciła zainteresowanie. Może wcale nie wiedziała, co robi i ona nie topiła się w tych wizjach. Nie było na to dobrego komentarza. Nie było żadnego komentarza, kiedy myśli próbowały wrócić do formy i była próba przypomnienia sobie, kim jesteś naprawdę. Nie jedną z osób tych wspomnień - bo każda z tych osób była całkowicie inna. Nawet jeśli byłyby jedną i tą samą. Człowiek dorastał, dojrzewał, zmieniał się. Zmiany były nieuniknione i tylko głupcy próbowali im całkowicie zapobiegać. Przecież wiemy, jak to działa. Nie stoisz - cofasz się. Ale ta ostatnia osoba nie byłą Victorią. Nie była nią, a jednak to uczucie, te... zdania, hasła - wszystko było tak, jakby to Victoria była w całej swojej okazałości.
Skonfundowany wampir oparł się o ścianę i podniósł na miękkich nogach, próbując na nowo wyczuć swoje ciało. Przytrzymał się tych kolan, zacisnął palce na bicepsach, sprawdził swoją klatkę piersiową. Na szczęście cycki mu nie wyrosły. Spojrzał na swoje krocze. Chyba tam też nic nie uległo zmianie. Te same ręce, ta sama kurtka. W końcu był i ten sam zapach otoczenia - niekoniecznie bardzo przyjemny w tym zaułku. Podniosłeś ostrożnie wzrok na Victorię. Jest. Też ewidentnie skonfundowana i też doświadczająca... czegoś. Ale nadal doświadczająca? Widziała to samo? Próbowała zastopować ducha - też jej to tak mieszało?
- V-Viki? - Odezwał się, niepewny swojego własnego głosu. Jaka ulga była, kiedy zabrzmiał tak samo! Aż odetchnął. Podszedł do kobiety, gdyby potrzebowała pomocy z pozbieraniem się to ją zaoferował. - Też to... widziałaś?
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.