Głaskanie kotka w takiej sytuacji - dla jednego to realizm, dla drugiego to pozytywne myślenie. Sauriel należał do drugiej grupy. Bo fakt pogłaskania zwierzaka był żadnym wynagrodzeniem za takie doznanie. I to był jego realizm. Kwestia perspektywy, jak to mawiają, bo dla każdego świat owiany był innym barwami. Ten Victorii był znacznie cieplejszy od Sauriela, więc nie dziwne, że jej realizm miał troochę ładniejsze barwy od tych, na które spoglądał Sauriel. Chyba mogli się tu też uzupełniać, nie? Dla Sauriela Victoria była jednym wielkim pozytywem. Jej codzienność, jej sposób myślenia, były jak miód, który łyżeczką jest dokładany do ciepłego mleka, żeby potem lepiej zasnąć. Żeby gardło przestało tak drapać i boleć, zdarte przeżyciami dnia.
- Myślisz? A miałaś z nimi takie problemy, dopóki mnie nie spotkałaś? - Sauriel nie do końca wierzył w to, że przynosi nieszczęście. Już nie. Kiedyś był tym przerażony, czasami nadal potrafił się pogrążyć w pesymizmie tej myśli, kiedy wszystko wydawało się walić, zapadać, było złe, niedobre i bolesne. Nie było to tu i nie było to teraz. W gruncie rzeczy nie uważał, żeby PECH tak bardzo prześladował osoby, z którymi się zetknie. Nie miało to jakoś przełożenia na realia. Jego ojcu, na ten przykład, przędło się dobrze. Jakoś Norka też nie narzekała? O ile faktycznie nie narzekała. Nie miał z nią też jakiegoś przewlekłego kontaktu. W każdym razie - nie, nie był chodzącym omenem. Tutaj po prostu stawał w sprzeczności z jej smutnym stwierdzeniem, że to o nią chodzi. Pesymistycznym, tym razem, dla niej. To tak w sumie apropo tego, czy mogli się uzupełniać względem swojego spoglądania na świat, w obu przypadkach, według nich samych, realistycznym. Mogli. Bo mając różne punkty widzenia, dostrzegali trudności w innych miejscach i ich brak - w drugich.
- Co? Podnieciła cię myśl, że istnieje lek na wampiryzm? - Sauriel wyciągnął fajkę z paczki i zaciągnął się dymem, patrząc na kobietę z lizakiem w ręku. Który właśnie został naprawiony, dzięki czemu kwiatek znowu się kiwał, bujał i uśmiechał. Tak, zapatrzył się na tego kwiatka przez zbyt długi moment. Nie podzielał tego entuzjazmu. Jeśli to było autentyczne wspomnienie, a jakoś Victoria była bardzo szybka w ufaniu temu, że to się działo naprawdę, że to wspomnienia tej babki, czy tam prababki, a nie jakieś czary mary chuje węże, bo oklumencja na pewno ją ochroni. Ją. W Limbo. W pieprzonych zaświatach, gdzie może być wszystko. Wszystko i nic. Nie byłby cynikiem, gdyby nie patrzył na to krzywo i przez palce. Nie miał zaufania do takich... czarów. Do sporej ilości innych czarów również nie. - Nawet jeśli to był i został użyty. O ile w ogóle istniał, o ile to prawdziwe wspomnienie, o ile naprawdę mowa o wampiryzmie a nie dziwnej klątwie. Czy tam chorobie. - Tak, no wydawało mu się, że jednak o to chodzi, ale właśnie - ten świat był tak napakowany cudami i rzeczami niepoznanymi, że w zasadzie jak tu być czegokolwiek pewnym na sto procent? To było to - że owszem, był pewny, ale to nie tak, że w ogóle nie miał żadnych "ale". - Dzięki. - Za co? Za jej reakcję. Za to, jak zareagowała, jak się rozbudziła, jak rozbłysły jej oczy. Sauriel miał takie przeczucie, że to już nie jest tylko jej ciekawość. Że to była jej taka myśl, że "jest nadzieja". Nadzieja dla niego. Że to naprawdę można odwrócić. Dziękował za to, że poczuła tę nadzieję za ich dwójkę.
- Pozornie niepowiązanych... myślałaś o tym, żeby to spisywać? Może wtedy widziałabyś więcej powiązań. - Pewnie pomyślała, ale czasami dobrze było, jak ktoś przypomniał. Albo dał takiego kuśkańca. Bo myśl była, ale jakoś zabrakło rozpędu. - W ogóle masz pewność, że to akurat była twoja krewna? Skąd wiesz, co siedzi w tym przeklętym miejscu? Mało jest istot tutaj u nas, które podają się za ludzi, a nimi nie są? Które przybierają formę człowieka będąc potworem? - I niekoniecznie miał tutaj na myśli akurat wampiry.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.