Dellian nigdy nie zastanawiał się, czy na jego twarzy można zobaczyć jakieś emocje. Będąc dzieckiem nigdy nie panuje się nad nimi, nigdy nie zwraca się uwagi na to, aby schować przed innymi strach, smutek, czy też radość. Wiele słyszał o oczach, które są zwierciadłem duszy, ale jego oczy nie wyrażały nic. Pustkę, spowodowaną źle użytym zaklęciem. Można było się w nich przejrzeć, ale ponoć to też było trudne, bo często nimi wodził dookoła jakby próbował coś zobaczyć, ale nie był w stanie. Miał zawsze pochyloną głową, aby lepiej zbierać dźwięk z okolicy. Czasami chciałby być jak nietoperze i nauczyć się echolokacji, a nie wiedział, czy byłby w stanie się tak skupić. Los pokarał go umiejętnym rozpraszaniem się, wpadaniem w tarapaty i niepoprawnym dobrym humorem. Był też bardzo naiwny i ufny, łatwo można było go wykorzystać, ale zdawał się nie robić sobie z tego nic wielkiego. Każdy człowiek, który go skrzywdził pozostawiał w jego sercu skazę, ale ta skaza nigdy nie wychodziła na światło dzienne. Uważał nawet, że jeśli ktoś chciał go skrzywdzić to znaczy, że tego potrzebował. Był niepoprawnym romantykiem, szybko się zakochiwał i tak samo szybko odkochiwał. Szybko wpadał w zazdrość, ale gdy ktoś próbował być zazdrosny o niego uciekał, bo nie chciał być ograniczany. Był czasami egoistycznym hipokryta, aby następnego dnia okazać się bardzo empatycznym altruistą.
Pozorami żył od zawsze. Co innego dusił w sobie, a co innego pokazywał. Nie chciał, aby ktoś się nad nim litował, aby ktoś go żałował. Czuł w takich sytuacjach jeszcze większą bezradność, wściekłość. Nie chciał być żałowany, bo pogodził się ze swoim losem. Był ślepy i co z tego? Jedni kuleją, inni nie mówią, a on nie widzi. Doświadcza świat w inny sposób i nikomu nie powinno być go żal. Chciał czasami to wszystkim dookoła wykrzyczeć. Sytuacje takie jak ta wprowadzały go w większy stan beznadziei, ale nie chciał pokazać Rookwoodowi, że ugodziło go to, że potrzebował pomocy, że nawet na spacer nie jest w stanie wyjść sam.
Gdy Sauriel się w końcu odezwał Dellian poczuł ulgę i sam się zaśmiał. Czuł ból w tyle głowy, ale starał się nie przejmować tą sytuacją. Jutro najwyżej zgłosi się do jakiegoś uzdrowiciela, aby się upewnić, że wszystko w porządku. Może uderzenie przywróci mu wzrok?
– Wręcz przeciwnie – odpowiedział. Sauriel pachniał przyjemnie, dobrze, hipnotyzująco. W końcu chłopak podniósł go z ziemi za fraki, co Dellian skomentował tylko zaskoczonym westchnięciem. Złapał się go, aby zachować równowagę. No cóż, nigdy nie odmówi przytulenia się do osoby o przyjemny, mrukliwym tonie głosu. Ślepiec miał naprawdę słabość do odpowiednich dźwięków, co sama myśl wywołała u niego nieświadomie uśmiech. – Wilk nie jest mi potrzebny, mam wystarczająco wymagającego kota – odpowiedział mu, ale nie puszczał go. Wręcz przeciwnie uwiesił się na nim, bo czuł się dziwnie pijany przez to uderzenie. Miał nadzieje, że nie będzie żadnego wstrząsu. – Może bym gdzieś usiadł… – przypadkiem przesunął palcami po jego dłoni i wzdrygnął się lekko. – Bell miał rację. Faktycznie jesteś zimny. Masz problemy z krążeniem? Znam dobrą uzdrowicielkę – zaczął gadać. Paplać. Oh, jak Dellian lubił gadać.
Słowa były mocą, a on naprawdę lubił je słuchać i wypowiadać. Nic innego mu nie pozostało jak dźwięki, muzyka, słowa, opowiadania. Gdy słyszał czyiś głos próbował budować sobie w głowie jego obraz, lubił dotykać twarzy, ramion i ciała. I nie chodziło o podtekst seksualny, gdy dotykał ludzi tworzył sobie ich obraz w głowie. W tym momencie wyobrażał sobie Sauriela jako sopel lodu w kształcie kota, bo jego głos był leniwy i mrukliwy, a skóra zimna.