Tak to jakoś było, że synkowie mieli słabość do swoich mamusi. Matka Stanleya i Sauriela były do siebie niedorzecznie podobne pod pewnymi względami. Przynajmniej ta wampira jeszcze żyła. I ze strachem teraz przychodziło jej patrzeć na własnego syna, który stał się za bardzo podobny do ojca, agresywny i nieprzewidywalny. Żeby wręcz nie kusić się o stwierdzenie, że robił się z niego przykład osobowości dyssocjalnej. A robił. Im więcje lat przemijało tym bardziej. Mogli teraz wspominać czasy, w których było w nim światło, radość, fiołki i kurewskie zmartwienia. Dzisiaj? Pozostały tylko głupie zmartwienia brakiem ogórków. W zasadzie... czy było na co narzekać? Powierzchownie - nie. Sauriel teraz zatonie w ogórkach, a na drugi dzień będzie stał przy zasłonie i zastanawiał się, czy to ten dzień, żeby skończyć już wszystkie problemy, jakie posiadał. Był na to tylko jeden skuteczny sposób.
- Zaraz. - Opuścił magazyn i zamknął go, marszcząc brwi, kiedy bardzo istotny element tej układanki do niego dotarł. - Co
u ciebie robi miesięcznik ogrodniczy? - Obrócił gazetę i spojrzał na datę wydania. Co, kupił nowy?! Właściwie czemu się dziwił, gość zainwestował x galeonów w całe stado łopatek. Kurwa STADO ŁOPATEK. Ale miał szczęście, że nie wspomniał na głos o nie pogięciu, bo by pogiął. Tak troszkę. Z czystej, kociej złośliwości, patrząc mu prosto w oczy. Robertowi czasem robił podobnie. Na przykład - zrzucał mu książkę, albo przestawiał jedną na półce, żeby patrzeć z przyjemnością, jak ten od tego siwieje. Że jednak był grzecznym chłopcem, to potem pomagał poprawić. - Nie wkurwiaj się, ale pod tym względem jesteś jak twój stary. - Mruknął, znowu spoglądając na żołnierzy na stole. - Czy któraś z tych doniczek to doniczka alfa? Bo ją najbardziej lubisz? - Taki przywódca doniczkowego stada? Czy coś?
Nie chciał demotywować zapalonego kolegi, że 400 lat mu nie wystarczy, żeby dogonić jego matkę, dlatego tylko pokręcił głową z istnym niesmakiem. Co za nieuk! No gdyby tyle się w cyce nie gapił to może wiedziałby więcej. A to jego nazywali leniwym i nieukiem! A tu proszę bardzo! No dobra, mogło mieć z tym coś wspólnego, że jednak Stanley zdał normalnie egzamin i miał porządną pracę, a Sauriel... Sauriel... tak. Sauriel po prostu tak.
- Ay... nie jest dobrze. - Przejechał dłonią po twarzy, położył Nową Biblię Ogórasków na stół i splótł ręce na klatce piersiowej, stając nad donicami. - Masz... mini ogórki? Ogórki w jajeczkach? No to, z czego się ogórki robi? - Mówił, że wszystko załatwił, więc chyba... miał? - Słuchaj, bo ogórki się wykluwają z nasion. To takie roślinne jajeczka. Ale... - Pochylił się znowu nad książką. - Można kupić już takie... listki ogórkowe. Wtedy nie trzeba ich wykluwać z nasion, bo wysiadywanie ich nie jest takie proste. To by się nam bardziej przydało. Wtedy możemy prosto PYK. Do doniczki... ale czekaj, ty jesteś niezły w transmutacji, nie? Może pomachasz swoją pałką - i mówię tutaj o twojej różdżce a nie penisie - i sprawisz, że one wyrosną sobie trochę szybciej? Że się wyklują? - Czy Stanley w ogóle rozumiał, co on do niego mówił? Bo próbował mu właśnie wytłumaczyć proces sadzenia ogórków. No przynajmniej on tak ten proces zrozumiał. Nie to, żeby rozumiał, jak powstają jajka i jak się je wysiaduje, bo tego też nie wiedział. Ale chyba Stanley na ten temat wiedział też tyle co on, soł... nie ma znaczenia.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.